Hard, rock i cafe

Słowo „rock” w języku angielskim ma wiele znaczeń, jedno z nich to „rozkołysać”. W tym przypadku zostało ono odmienione doskonale, przede wszystkim dzięki publice, zwłaszcza tej najmłodszej. Wczorajszy (24 kwietnia) koncert w Bibliotece Elbląskiej był kompilacją twórczości dwóch zespołów elbląskich – Asterii oraz E.S.K.I.M.O Brothers. Zobacz zdjęcia.
Zaczęła Asteria. I to całkiem nieźle, bez słów, samą melodią. Pod sceną dość szybko pojawili się młodzi i gniewni, spragnieni wrażeń słuchacze. I trzeba im przyznać, że bawili się co najmniej jak na koncercie Sex Pistols albo starej, dobrej Brygady Kryzys. Oczywiście dość szybko doszło do tego, że pod sceną falowało. Mimo różnorakich protestów obu występujących grup młodzi nie ustąpili i dalej szli w tango, to znaczy w pogo, co było dość łatwe do przewidzenia. Wszak nie po to ustawia się perkusję, trzy gitary i nagłośnienie, aby słuchacz grzecznie usiadł na krześle i podrygiwał li i jedynie nóżką.
Ale wracając do muzyki. Było kilka interesujących momentów, na przykład świeży i dopiero co ogarnięty kawałek „Danse macabre”. Były też momenty mniej ciekawe, takie jak „Bogini”, gdzie głos wokalisty w jakiś mało zrozumiały sposób zamieniał się w brzmienie a’la Piotr Kupicha. Jednakże całość na plus, na pewno warta uwagi i obserwacji.
Po Asterii przyszedł czas na E.S.K.I.M.O Brothers. Ciemne okulary, skóry i ryk gitar. O tak, to jest to. Można było posłuchać i popatrzeć, bez wytchnienia, ostro i do przodu. Klimat lat 80. zachowany, szkoda jedynie, że tak dużo po angielsku. Panowie, polski też jest całkiem do rzeczy.
Na koncert warto było przyjść w ciemno, chociażby z ciekawości. Natomiast zupełnie niepotrzebna okazała się popołudniowa kawa, w tym przypadku kofeina okazała się zbędna.
Ale wracając do muzyki. Było kilka interesujących momentów, na przykład świeży i dopiero co ogarnięty kawałek „Danse macabre”. Były też momenty mniej ciekawe, takie jak „Bogini”, gdzie głos wokalisty w jakiś mało zrozumiały sposób zamieniał się w brzmienie a’la Piotr Kupicha. Jednakże całość na plus, na pewno warta uwagi i obserwacji.
Po Asterii przyszedł czas na E.S.K.I.M.O Brothers. Ciemne okulary, skóry i ryk gitar. O tak, to jest to. Można było posłuchać i popatrzeć, bez wytchnienia, ostro i do przodu. Klimat lat 80. zachowany, szkoda jedynie, że tak dużo po angielsku. Panowie, polski też jest całkiem do rzeczy.
Na koncert warto było przyjść w ciemno, chociażby z ciekawości. Natomiast zupełnie niepotrzebna okazała się popołudniowa kawa, w tym przypadku kofeina okazała się zbędna.
Marta Wiloch