UWAGA!

Jak jazz to tylko z czarnej płyty (Elblążanie z pasją, odc. 36)

 
Elbląg, Andrzej Sywula - człowiek wielu pasji
Andrzej Sywula - człowiek wielu pasji (fot. Anna Dembińska)

Architekt, grafik, artysta, nauczyciel, koneser muzyki, kolekcjoner. Andrzej Sywula to niewątpliwie człowiek o wielu pasjach. Nam opowiada o swojej imponującej kolekcji czarnych płyt, swoich podopiecznych w Młodzieżowym Domu Kultury i miłości do muzyki. Na taką rozmowę czas idealny, bo wczoraj (18 kwietnia) był Dzień Płyty Winylowej.

- Słynie Pan z imponującej kolekcji czarnych płyt. Ile Pan ich posiada?
       Andrzej Sywula: - Mam ich w domu prawie dwa tysiące.
      
       - Jak to się stało, że zaczął Pan zbierać płyty?

       - Jestem z pokolenia „dzieci kwiatów”, które wyrosło na muzyce. Wtedy muzyka się rodziła, a my byliśmy świadkami tych narodzin. Muzyka nas fascynowała. Byliśmy zbuntowani, czasy były niepewne. Występowaliśmy jako kontrkultura, buntowaliśmy się przeciwko dotychczasowym wzorcom, które uznawaliśmy za przeżytek jak muzyka klasyczna, która ciągle leciała w radiu. Tylko nieliczne rozgłośnie puszczały muzykę młodzieżową. Marzeniem każdego młodego człowieka było wówczas posiadanie dobrej muzyki, a taką możliwość stwarzały płyty analogowe. Tylko ten, kto miał pieniądze, mógł sobie pozwolić wtedy na porządny sprzęt. Dla mnie, jako licealisty, nabycie takiego sprzętu było niemożliwe, ale jakiś tam nie najgorszy sprzęt miałem. I ta miłość do płyt analogowych została i przede wszystkim szacunek do tych płyt. Posiadanie płyt było wtedy wręcz jakimś misterium.
      
       - Gdy nastała era płyt cyfrowych, sprzedał Pan jednak swoją cenną kolekcję płyt winylowych…
       - Gdy powstał kompakt, ludzie nagle zaczęli szaleć na jego punkcie i pozbywali się szybko płyt analogowych. Ja również się ich pozbyłem. Chciałem sobie kupić odtwarzacz CD, jednak był to wówczas towar bardzo drogi. Kosztował około tysiąc marek, dla porównania sprzęt video kosztował 500 marek. By kupić taki odtwarzacz CD, musiałem sprzedać mój zbiór płyt winylowych, które też były wtedy drogie (jedna płyta analogowa kosztowała 10-15 marek). A miałem dość sporą kolekcję, ponieważ korespondowałem z ludźmi z zagranicy i wymieniałem się z nimi płytami, stąd też miałem sporo dobrych płyt. I cały mój zbiór sprzedałem Markowi Niedźwiedzkiemu.
      
       - Jak to się stało, że akurat on nabył od Pana te płyty?
       - Znałem wtedy disc jockeya z EOK-u, który zaproponował mi, że zawiezie je do muzycznego komisu do Warszawy, prowadzonego przez jego znajomego. Gdy ten znajomy zobaczył te płyty, a były to płyty w dobrym stanie i z dobrą muzyką, zadzwonił do Niedźwiedzkiego, ten przyjechał i dobiłem z nim targu.
      
       - Szybko jednak powrócił Pan do ponownego kolekcjonowania płyt analogowych.
       - Sprzęt CD mnie rozczarował. Kiedyś zupełnie przypadkowo słuchałem muzyki ze sprzętu analogowego, który mój kolega nabył od radia w Sydney, które to radio chciało pozbyć się tego sprzętu. I wtedy pomyślałem, że odtwarzacz CD to jest jedna wielka porażka, bo zawsze gra tak samo - czysto i tekturowo, że jakościowo jest ułomny. Koło się zatoczyło. Znów zacząłem pasjonować się muzyką analogową. Dźwięk analogowy w przeciwieństwie do cyfrowego jest dźwiękiem przestrzennym. Kolejną zaletą płyt analogowych jest to, że zawierają pierwsze nagrania artystów, a zapisy CD to kopie. Po trzecie są to płyty, które stanowią pewną wartość materialną podobnie jak znaczki pocztowe.
      
       - Kilka lat temu założył Pan Klub Czarnej Płyty.

       - Klub zrodził się niewątpliwie z mojej pasji. Na razie spotkania nie odbywają się regularnie. Prawdopodobnie od przyszłego roku szkolnego powstanie już cykl takich spotkań. Zaczęły się one cieszyć sporym zainteresowaniem.
      
       - Jak wyglądają takie spotkania?
       - Ostatnio prezentowałem muzykę bluesową. Przedstawiłem wszystkie nagrania bluesowe, które powstały w Ameryce, zaprezentowałem znanych bluesmanów. Spotkania te mają przede wszystkim walor edukacyjny. Chcę się na nich dzielić z młodzieżą swoją pasją. To rozszerza horyzonty tych młodych ludzi.
      
       - Na spotkania przychodzą głównie ludzie młodzi?
       - Przychodzą pasjonaci różnego rodzaju. Pierwsi to audiofile, czyli ludzie, których interesuje jakość dźwięku. Druga grupa to ludzie, którzy przychodzą dla muzyki. A trzecia przychodzi z ciekawości i jest to głównie młodzież.
      
       - Jaką muzykę Pan preferuje?
       - Kocham muzykę jazzową i z pogranicza rocka i jazzu. To jest moja miłość. Wiadomo, że w muzyce wiele się na przestrzeni lat wydarzyło i posiadam też w swoich zbiorach muzykę rozrywkową, choć za nią tak bardzo nie przepadam, ale czasami też jej słucham.
      
       - Mówi się o Panu, że jest Pan koneserem muzyki wszelakiej.
       - Bo jak znajdę jakąś dobrą muzykę, to ją nabywam.
      
       - Jest Pan nie tylko pasjonatem muzyki, ale przede wszystkim architektem, grafikiem, uczy Pan młodzież?

  Elbląg, W MDK Andrzej Sywula uczy młodych sztuk plastycznych
W MDK Andrzej Sywula uczy młodych sztuk plastycznych (fot. AD)


       - Z wykształcenia jestem architektem wnętrz, a niedawno zrobiłem specjalizację z wystawiennictwa. Pracuję też w Młodzieżowym Domu Kultury. Już od ponad 20 lat uczę tam młodzież rysunku i malarstwa, a także pojęć, które są potrzebne podczas zdawania egzaminów na architekturę wnętrz czy grafikę.
      
       - Lubi Pan pracę z młodzieżą?
       - Bardzo lubię. To moja kolejna pasja. Młodzież jest czasami niesamowita. Są lepsze i gorsze lata, ale teraz widzę wyraźny renesans. Po pierwsze przychodzi jej na zajęcia coraz więcej, jest bardziej dojrzała i bardziej wie, czego chce. Ma też ogromny potencjał i talent. Chciałabym, by na moje zajęcia przychodziło jej jak najwięcej, podobnie jak na spotkania Klubu Czarnej Płyty.
      
       - Pracuje Pan nadal jako architekt?
       - Tak, ale obecny rynek nie sprzyja architektom. 90-95 % klientów urządza mieszkania z katalogów, które są dziś fenomenem w budownictwie. Można w nich znaleźć gotowe projekty. Obecnie projektuję rzeczy bardziej nietypowe. Realizuję projekty, które są wpisane w tkankę mniej współczesną. Są to wnętrza hoteli czy lokale na Starym Mieście.
      

mg
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • No nie wiem, też miałem sporą kolekcję winyli i przeszedłem na cd i nie narzekam. W ostatnich latach jakość odtwarzaczy i płyt cd, poszła w górę i jest niewspółmierna do tego co było w latach 90tych. Że o repertuarze nie wspomnę.
  • Moim zdaniem twierdzenie, że winyle są lepsze od CD (czy w ogóle od mediów cyfrowych) jest nie do końca sprawiedliwe. To prawda, że bywają płyty CD nagrane/zremasterowane w sposób żenujący. Ale bywają też perełki, które czasem niestety kosztują setki złotych, a słuchanie ich to miód dla ucha. Wszystko to jest rzeczą po prostu względną. Są dobre płyty i płyty słabe. Są świetne koncerty, które pamiętamy przez lata, i koncerty do bani. Jest sprzęt muzyczny, który wydobędzie z muzyki prawie wszystko, i taki, który najlepiej wyrzucić przez okno. Są wreszcie ludzie, którzy słyszą więcej, i tacy, którym wystarczy, że coś dźwięczy. Wszelkie takie generalizowanie nie ma większego sensu, jeśli rzeczywiście kochamy muzykę. Są niesamowicie dobre płyty winylowe. Są przepięknie nagrane płyty CD, SACD czy DVD-A. Są wreszcie genialnie zrealizowane płyty DVD czy Bluray. Oby muzyki dobrej (bez względu na nośnik) było jak najwięcej – czego sobie i Państwu życzę. Meloman.
  • Pewnie masz rację. Ja na co dzień słucham z CD a w samochodzie i z MP3,jednak od święta tylko z winyli. Jest w nich magia, czego brak CD.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    1
    0
    redrum(2015-04-20)
  • Słuchałem winyli w czasach winyli. W trzaskach wydobywających się z wydań włoskich, części francuskich i hiszpańskich nie było żadnej magii Najlepsze były amerykańskie. Cd nie wróżono wielkiej przyszłości, a teraz mamy na nich takie materiały o jakich nie śniło się nikomu w czasach winylu. Niech każdy słucha jak mu tam pasuje. Ale niech słucha.
  • Spotyka się dwóch muzyków jazzowych. ? kupiłem Twoją nową płytę, jak się sprzedaje?" ?Ach, to Ty "
  • coś Ci się popitoliło, to spotkała się Doda z Mandaryną. ..
Reklama