UWAGA!

----

Klasyka na lekko

 Elbląg, Klasyka na lekko
Fot. AD

Prawdziwą muzyczną ucztę zaserwowała nam w piątek (8 kwietnia) Elbląska Orkiestra Kameralna w towarzystwie zaproszonych gości: Kaia Bumanna oraz Wojciecha Waleczka.

W muzycznym menu tego wieczoru znalazły się zdecydowanie lekkostrawne pozycje Mozarta oraz kompozycje bardziej współczesne autorstwa Henryka Góreckiego, Henryka Czyża oraz Beli Bartoka. Batutę tego dnia dzierżył Kai Bumann, niemiecki dyrygent od lat związany z polską sceną muzyczną, dyrektor artystyczny Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w Gdańsku.
       Scenariusz pierwszej części koncertu ułożony był tak, że utwory klasyczne Wolfganga Amadeusza Mozarta przetykane były bardziej współczesnymi kompozycjami Henryka Mikołaja Góreckiego i Henryka Czyża. Jako pierwsze usłyszeliśmy „Divertimento D-dur” wiedeńskiego klasyka. Trzyczęściowy koncert gdzie pierwsza część jest bardzo lekka, swobodna z dominującą rolą skrzypiec. Część druga jest równie lekka, jednak bardziej nastrojowa, spokojniejsza z bardzo ciekawymi skrzypowymi pasażami. Część trzecia to znów powrót do bardziej dynamicznego grania, jest ona zdecydowanie żywiołowa i szybsza niż poprzednie.
       Po utworze Mozarta na scenie pojawił się Wojciech Waleczek, młody, jednak bardzo uzdolniony i doceniany pianista, laureat wielu nagród. Wraz z Elbląską Orkiestrą Kameralną wykonał „Koncert na fortepian i orkiestrę kameralną” Henryka Mikołaja Góreckiego. Utwór bardzo intensywny, mocny, z zapętlającą się partią fortepianu. Z każdą minutą przybierający na sile, coraz bardziej dramatyczny aby w drugiej części jeszcze przyśpieszyć, stając się żywszym, energiczniejszym, z rzucanymi przez Waleczka plamami pianina. Aż w końcu przypominający szaloną gonitwę i nagle koniec. Świetne wykonanie, nagrodzone brawami po których pianista musiał nagrodzić publiczność wykonaniem na bis filmowego klasyka ze „Śniadania u Tiffany’ego” autorstwa Henry Manciniego.
       W tym momencie ze sceny zjechał fortepian a przed nami pozostała już tylko orkiestra i dyrygujący nią Kai Bumann. I powrót do Mozarta. Divertimento B-dur, tym razem skonstruowane odwrotnie, najpierw wysłuchaliśmy części spokojnej z bardzo ładnym dialogiem skrzypiec i altówek. W środku część bardziej żywa, niemal swawolna, bardzo krótka. I na koniec część trzecia, nieco tylko żywsza od pierwszej i również bardzo krótka.
      

 

Dla mnie chyba najlepszym momentem tego wieczoru było wykonanie „Canzona di barocco” Henryka Czyża. To kompozycja bardzo smutna, refleksyjna, wprowadzająca słuchacza w pewną zadumę. Posiada konstrukcje przypominającą parabolę, raz jest bardzo cicho, melancholijnie aby po pewnym momencie muzyka nabrała siły, wszystkie instrumenty się obudziły i zagrały głośniej. Wtedy właśnie utwór ten robi się bardzo dramatyczny i przejmujący. A potem znowu wraca w smutek i spokojną zadumę. Piękne wykonanie znakomitego utworu polskiego kompozytora. Dodam jeszcze, że wykonanie to dedykowane zostało ofiarom ubiegłorocznej tragedii pod Smoleńskiem.
       Pierwszą część koncertu zakończyło trzecie tego wieczoru Divertimento Mozarta. Zbudowane tak samo jak pierwsze, dwie skrajne części dynamiczne, środkowa spokojna. Wszystkie Divertimenta miały bardzo włoski charakter i niesamowitą lekkość, która sprawiała, że słuchanie ich było czystą, niezobowiązującą przyjemnością.
       Po piętnastominutowej przerwie przyszedł czas na drugą i finałową część koncertu. A w niej usłyszeliśmy kolejne divertimento, tym razem „Divertimento na smyczki” autorstwa węgierskiego kompozytora, uważanego za jednego z największych w XX wieku, Beli Bartoka. W przeciwieństwie do wcześniejszych, tych Mozarta, divertimento Węgra było zdecydowanie dłuższe, każda z jego trzech części trwała blisko dziesięć minut. Nie było z pewnością też tak lekkie i łatwe w odbiorze. Część pierwsza charakteryzowała się zmiennymi nastrojami, atmosferą niepokoju, częstymi zrywami oraz łagodną, przyjemną końcówką. Druga z kolei była posępna, z interesującym środkiem, z wzrastającym ku końcowi napięciem. I wreszcie trzecia najbardziej dynamiczna, z głośnymi, ciekawymi dialogami instrumentów, oraz solową partią skrzypiec w środkowej części. Interesujący utwór, dobrze jednak, że oddzielony przerwą gdyż zdecydowanie nie tak lekki i nośny jak te w części pierwszej.
       I w podsumowaniu należałoby wygłosić kolejne pochwalne peany na cześć naszej Elbląskiej Orkiestry Kameralnej, bo nie można inaczej. Znakomicie przygotowany koncert, świetnie dobrani goście, niepowtarzalny klimat. Powoli przyzwyczajam się do faktu, że są to wydarzenia artystyczne do których nie ma jak się przyczepić.
      


Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • Przyznam się, że jestem zdumiony recenzją, trafna, bogato napisana, wyczerpującą. To wspaniale, że ktoś wreszcie je pisze i jeszcze tak interesująco. Koncert był na bardzo dobrym poziomie, dyrygent, dla mnie po prostu artysta, EOK -wyśmienita.
  • Potwierdzam!!!!!Natasza.
Reklama