Muzyka niosąca wyszperane słowo

Drugi wieczór Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Słowa ... Czy to jest kochanie? upłynął w rytmie muzyki Stanisława Soyki, który wraz z zespołem wykonał utwory Agnieszki Osieckiej. Były to teksty mniej znane, nigdy dotąd nie interpretowane przez muzyków. Zobacz fotoreportaż z koncertu.
Stanisław Soyka przyjechał do Elbląga ze swoim nowym projektem „Tylko brać. Osiecka znana i nie znana”. Na scenie towarzyszył mu zespół: Przemek Greger na gitarze, Marcin Lamch na kontrabasie, Kuba Sojka na perkusji, Zbyszek Uhuru Brysiak grający na perkusjonaliach oraz Antoni Gralak na trąbce i Aleksander Korecki na saksofonie. Elblążanie mogli zobaczyć także wieloletniego partnera scenicznego Soyki - Janusza Yaninę Iwańskiego.
Cóż można powiedzieć o samym koncercie? Nie będę obiektywna, bo uwielbiam Soykę. Wieczór był wspaniały. Stanisław Soyka zaśpiewał i zagrał w charakterystyczny dla siebie sposób mądre i zabawne teksty Osieckiej. Nie mogło być więc źle.
Oto, co artysta powiedział przed koncertem:
Olga Kaszubska: Teksty Agnieszki Osieckiej doczekały się już wielu wykonań, wielu aranżacji. Co sprawiło, że także pan zdecydował się sięgnąć po jej utwory?
Stanisław Soyka: Każdy tekst Agnieszki Osieckiej zawsze zwracał moją uwagę. Później kiedy odeszła właściwe wydawało się, że jest to dzieło skończone. Ale w 2009 roku Agata Passent zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy bym nie wystąpił na gali festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej”. Powiedziałem wtedy, że trochę nie mam do tego głowy, bo kończyliśmy właśnie pracę nad albumem „Studio Wąchock”, ale mówię też „chyba, że mi pozwolisz poszperać, bo może znajdę jakieś wiersze, które nie są zagospodarowane”. I Agata przystała na to bardzo ochoczo. Akurat w tym momencie, to był bodajże czerwiec, wyszedł dwutomowy zbiór antologiczny właśnie Agnieszkowych tekstów i tam wśród nich były teksty, których nikt jeszcze nie umuzycznił, krótko mówiąc. Znalazłem takie perełki jak „Tango Warszawo”, „Jak pięknie jest rano” – „Tylko brać”. Cóż, Agnieszka Osiecka bardzo pięknie potrafiła pisać o Polsce, o Warszawie, o poszczególnych indywiduach i sytuacjach. Pisała językiem bardzo prostolinijnym. Była strażniczką polszczyzny. Natomiast trudno mi znaleźć w jej tekstach taki jad polski, jad z polskiego piekła, który cechuje bardzo wiele tekstów. Gdy zaczęliśmy grać koncerty, zauważyłem, że ludzie jak słyszą, że będzie Osiecka to tak jakby nastawiali uszu bardziej. Jest to po prostu mir jej wpływu, jakaś spuścizna w naszych sercach.
Nie obawiał się pan, że kolejna wersja piosenek Osieckiej nie podbije już publiczności? Jaki miał pan pomysł na nową odsłonę tych tekstów i czy była to praca łatwa, czy trudna?
Po pierwsze przypominam, że to są w sześciu przypadkach nigdy, kompletnie nie używane wiersze. Muzykę pisałem tak jak kazała to robić fraza po frazie, bo ja jestem sługą poetów. Jako kompozytor oczywiście potrafię napisać instrumentalną partię, natomiast jako śpiewak piszę coś do tekstu, a tekst najpierw trzeba przeczytać ze zrozumieniem i później też poczuć , że chciałoby się to powiedzieć. Bo jako ten, który śpiewa jestem osobą pierwszą , nie jest to już Agnieszka Osiecka, tylko to jestem ja, który w jej imieniu podaję jakąś myśl. Akurat pisanie Agnieszki charakteryzuje się tym, że to właściwie gotowe piosenki. Ona była poetką pieśni, miała wyczucie muzyczne. Była muzykalna, a więc również jej poezja była muzykalna.
Czy pracując nad tekstami Agnieszki Osieckiej nie bał się pan zmierzyć z jej legendą?
Nie. Nie przekroczyłem żadnej nieprzekraczalnej granicy, nie zachowałem się nieładnie, nie zniszczyłem jej testów. Tylko je podaję. Dlaczego miałbym się bać albo czuć jakiś respekt irracjonalny i paraliżujący. To jest mi obce generalnie. Pisałem muzykę do tekstów Szekspira, do poematów Karola Wojtyły. Oni nie każą się siebie bać. Oni apelują o to, żeby ich może uważniej posłuchać. Poezja nie jest trudna, trudne jest skupienie. Ponieważ muzyka jednocześnie dobrze niesie słowo, to właśnie od jakiegoś czasu zacząłem mówić o sobie, że jestem sługą poetów.
Występuje pan na scenie ponad 30 lat. Jak, jeśli w ogóle, przez ten czas zmienił się pan, pana muzyka? Czy zawsze pozostaje pan wiernym sobie, swoim ideałom, czy decyduje się pan czasem na kompromisy, by zdobyć nowych fanów, sprostać wymaganiom dzisiejszego show biznesu?
Nie przypominam sobie jakichś kompromisów z mojej strony. Więc mnie to w ogóle nie dotyczy. Nie dotyczy to również Agnieszki. Rzecz jest w przyłożeniu, w postawie artysty. Pojawiła się bardzo nowa rzecz się - traktowanie wiersza, piosenki czy dzieła sztuki jako produkt i nic więcej . Pojawili się nawet tacy ludzie, którzy sobie zamarzyli, że będą w stanie wziąć byle co, opakować i dobrze sprzedać. Ale te akty mają krótkie nogi i właściwie wchodzimy tutaj na terytorium, które mnie w ogóle nie interesuje. Ponieważ szmira... wiadomo, szmira jest za darmo. I niby wydawałoby się, że nikt nikomu krzywdy nie robi, niemniej jest krzywda i zgorszenie. Mianowicie, osoby sławne z tego faktu, że są sławne, albo mają duży biust, albo potrafią być aroganckie i bezczelne - co oczywiście podoba się - mają jeden na sumieniu grzech –zaniżanie poprzeczki, zaniżanie poziomu potrzeb maluczkim. Bo człowiek zasuwający, próbujący przeżyć w tym świecie nie ma czasu na to, żeby się zastanawiać nad co jest lepsze, co jest gorsze. Więc bierze to, co dostaje od mediów za obowiązujące i za właściwe.
A co dla pana jest dzisiaj ważne?
To co zawsze było: miłość i jeszcze raz miłość. Życie wśród bliźnich i samorealizacja. I naprawianie się, tam gdzie się człowiek trochę zepsuł. A także rozwój duchowy.
Usłyszałam ostatnio w radiowej trójce piosenkę „Na cześć księdza Baki” w wykonaniu moich dwóch ulubionych wokalistów - pana i Czesława Mozila. Skąd pomysł na taki duet?
Napisałem w styczniu muzykę do pięciu wierszy Czesława Miłosza. Jedną z nich był wiersz pt „Na cześć księdza Baki”. Ksiądz Baka to był piętnastowieczny poeta polski, bardzo ciekawa postać. I to jest powiedzmy takie spotkanko Miłosza z Baką przy czymś głębszym. Zaczyna się od much, a kończy na otchłani. Kiedy już ułożyłem pioseneczkę do tego wiesza, to od razu mi się wyświetlił Czesław Mozil. A myśmy się spotkali jakiś rok temu na scenie benefisu Lecha Janerki we Wrocławiu, tam Czesław zachwycił mnie swoim występem. Zresztą od zawsze interesuje mnie ten człowiek, bo jest rzeczywiście niezwykle wyraźny, niezwykle unikalny, a styl jego sztuki jest po prostu nie do podrobienia. Oprócz tego jest to bardzo kulturalny i dobrze wychowany młody człowiek. Więc bardzo się ucieszyłem, gdy zgodził się i przyjął moją propozycję.
Cóż można powiedzieć o samym koncercie? Nie będę obiektywna, bo uwielbiam Soykę. Wieczór był wspaniały. Stanisław Soyka zaśpiewał i zagrał w charakterystyczny dla siebie sposób mądre i zabawne teksty Osieckiej. Nie mogło być więc źle.
Oto, co artysta powiedział przed koncertem:
Olga Kaszubska: Teksty Agnieszki Osieckiej doczekały się już wielu wykonań, wielu aranżacji. Co sprawiło, że także pan zdecydował się sięgnąć po jej utwory?
Stanisław Soyka: Każdy tekst Agnieszki Osieckiej zawsze zwracał moją uwagę. Później kiedy odeszła właściwe wydawało się, że jest to dzieło skończone. Ale w 2009 roku Agata Passent zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy bym nie wystąpił na gali festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej”. Powiedziałem wtedy, że trochę nie mam do tego głowy, bo kończyliśmy właśnie pracę nad albumem „Studio Wąchock”, ale mówię też „chyba, że mi pozwolisz poszperać, bo może znajdę jakieś wiersze, które nie są zagospodarowane”. I Agata przystała na to bardzo ochoczo. Akurat w tym momencie, to był bodajże czerwiec, wyszedł dwutomowy zbiór antologiczny właśnie Agnieszkowych tekstów i tam wśród nich były teksty, których nikt jeszcze nie umuzycznił, krótko mówiąc. Znalazłem takie perełki jak „Tango Warszawo”, „Jak pięknie jest rano” – „Tylko brać”. Cóż, Agnieszka Osiecka bardzo pięknie potrafiła pisać o Polsce, o Warszawie, o poszczególnych indywiduach i sytuacjach. Pisała językiem bardzo prostolinijnym. Była strażniczką polszczyzny. Natomiast trudno mi znaleźć w jej tekstach taki jad polski, jad z polskiego piekła, który cechuje bardzo wiele tekstów. Gdy zaczęliśmy grać koncerty, zauważyłem, że ludzie jak słyszą, że będzie Osiecka to tak jakby nastawiali uszu bardziej. Jest to po prostu mir jej wpływu, jakaś spuścizna w naszych sercach.
Nie obawiał się pan, że kolejna wersja piosenek Osieckiej nie podbije już publiczności? Jaki miał pan pomysł na nową odsłonę tych tekstów i czy była to praca łatwa, czy trudna?
Po pierwsze przypominam, że to są w sześciu przypadkach nigdy, kompletnie nie używane wiersze. Muzykę pisałem tak jak kazała to robić fraza po frazie, bo ja jestem sługą poetów. Jako kompozytor oczywiście potrafię napisać instrumentalną partię, natomiast jako śpiewak piszę coś do tekstu, a tekst najpierw trzeba przeczytać ze zrozumieniem i później też poczuć , że chciałoby się to powiedzieć. Bo jako ten, który śpiewa jestem osobą pierwszą , nie jest to już Agnieszka Osiecka, tylko to jestem ja, który w jej imieniu podaję jakąś myśl. Akurat pisanie Agnieszki charakteryzuje się tym, że to właściwie gotowe piosenki. Ona była poetką pieśni, miała wyczucie muzyczne. Była muzykalna, a więc również jej poezja była muzykalna.
Czy pracując nad tekstami Agnieszki Osieckiej nie bał się pan zmierzyć z jej legendą?
Nie. Nie przekroczyłem żadnej nieprzekraczalnej granicy, nie zachowałem się nieładnie, nie zniszczyłem jej testów. Tylko je podaję. Dlaczego miałbym się bać albo czuć jakiś respekt irracjonalny i paraliżujący. To jest mi obce generalnie. Pisałem muzykę do tekstów Szekspira, do poematów Karola Wojtyły. Oni nie każą się siebie bać. Oni apelują o to, żeby ich może uważniej posłuchać. Poezja nie jest trudna, trudne jest skupienie. Ponieważ muzyka jednocześnie dobrze niesie słowo, to właśnie od jakiegoś czasu zacząłem mówić o sobie, że jestem sługą poetów.
Występuje pan na scenie ponad 30 lat. Jak, jeśli w ogóle, przez ten czas zmienił się pan, pana muzyka? Czy zawsze pozostaje pan wiernym sobie, swoim ideałom, czy decyduje się pan czasem na kompromisy, by zdobyć nowych fanów, sprostać wymaganiom dzisiejszego show biznesu?
Nie przypominam sobie jakichś kompromisów z mojej strony. Więc mnie to w ogóle nie dotyczy. Nie dotyczy to również Agnieszki. Rzecz jest w przyłożeniu, w postawie artysty. Pojawiła się bardzo nowa rzecz się - traktowanie wiersza, piosenki czy dzieła sztuki jako produkt i nic więcej . Pojawili się nawet tacy ludzie, którzy sobie zamarzyli, że będą w stanie wziąć byle co, opakować i dobrze sprzedać. Ale te akty mają krótkie nogi i właściwie wchodzimy tutaj na terytorium, które mnie w ogóle nie interesuje. Ponieważ szmira... wiadomo, szmira jest za darmo. I niby wydawałoby się, że nikt nikomu krzywdy nie robi, niemniej jest krzywda i zgorszenie. Mianowicie, osoby sławne z tego faktu, że są sławne, albo mają duży biust, albo potrafią być aroganckie i bezczelne - co oczywiście podoba się - mają jeden na sumieniu grzech –zaniżanie poprzeczki, zaniżanie poziomu potrzeb maluczkim. Bo człowiek zasuwający, próbujący przeżyć w tym świecie nie ma czasu na to, żeby się zastanawiać nad co jest lepsze, co jest gorsze. Więc bierze to, co dostaje od mediów za obowiązujące i za właściwe.
A co dla pana jest dzisiaj ważne?
To co zawsze było: miłość i jeszcze raz miłość. Życie wśród bliźnich i samorealizacja. I naprawianie się, tam gdzie się człowiek trochę zepsuł. A także rozwój duchowy.
Usłyszałam ostatnio w radiowej trójce piosenkę „Na cześć księdza Baki” w wykonaniu moich dwóch ulubionych wokalistów - pana i Czesława Mozila. Skąd pomysł na taki duet?
Napisałem w styczniu muzykę do pięciu wierszy Czesława Miłosza. Jedną z nich był wiersz pt „Na cześć księdza Baki”. Ksiądz Baka to był piętnastowieczny poeta polski, bardzo ciekawa postać. I to jest powiedzmy takie spotkanko Miłosza z Baką przy czymś głębszym. Zaczyna się od much, a kończy na otchłani. Kiedy już ułożyłem pioseneczkę do tego wiesza, to od razu mi się wyświetlił Czesław Mozil. A myśmy się spotkali jakiś rok temu na scenie benefisu Lecha Janerki we Wrocławiu, tam Czesław zachwycił mnie swoim występem. Zresztą od zawsze interesuje mnie ten człowiek, bo jest rzeczywiście niezwykle wyraźny, niezwykle unikalny, a styl jego sztuki jest po prostu nie do podrobienia. Oprócz tego jest to bardzo kulturalny i dobrze wychowany młody człowiek. Więc bardzo się ucieszyłem, gdy zgodził się i przyjął moją propozycję.
Olga Kaszubska