Trzynastego grudnia roku pamiętnego…

Od 13 grudnia 1981 r. do 5 stycznia 1982 r. w Elblągu internowano 76 osób. - W brutalny sposób tych ludzi uwięziono, skazano na niepewną przyszłość z ogromnymi obawami czy nie będą wywiezieni na Wschód, czy nie zostaną zabici, co się stanie z ich rodzinami – mówi Mirosław Golon, dyrektor oddziału IPN w Gdańsku. Ich nazwiska znalazły się w publikacji pt. „Trzynastego grudnia roku pamiętnego…”.
Instytut Pamięci Narodowej wydał w tym roku publikację dotyczącą internowanych w stanie wojennym z powodów politycznych z województw: bydgoskiego, elbląskiego, gdańskiego, słupskiego, toruńskiego i włocławskiego. Znajdują się w niej nazwiska osób, które trafiły do miejsc odosobnienia. Są także rozdziały napisane przez historyków omawiające sytuację w poszczególnych regionach. Nad kartą elbląską pochylił się Karol Nawrocki (historyk IPN, autor książki „Zarys historii NSZZ Solidarność Regionu Elbląskiego 1980-1989”, badacz wydarzeń roku 1976 w Elblągu).
Książkę zaprezentował wczoraj (15 grudnia) w Bibliotece Elbląskiej Mirosław Golon, dyrektor gdańskiego oddziału IPN. Przypomniał też sytuację, w jakiej działacze „Solidarności” znaleźli się 30 lat temu.
- Pamiętajmy, czym był stan wojenny – mówił Mirosław Golon. - Żadnym mniejszym złem. Żadną łagodną represją, bo przecież nie zabijano w obozach internowania (władze nie lubiły tego terminu i używały określenia „ośrodki”). I rzeczywiście. Z reguły w tych obozach uwięzienia nie bito, ale Kwidzyn pokazuje coś zupełnie innego. Z reguły nie torturowano, nie głodzono. Na pewno internowani funkcjonowali w stopniu zbliżonym do przeciętnych uwięzionych w Polsce z nieco większą liczbą odwiedzin i kontaktów zewnętrznych. Ale pamiętajmy, jak się to odbyło – zaznaczył historyk. – Największy, najbardziej masowy ruch protestu, jaki pojawił się w krajach komunistycznych, legalny i nie stosujący siły został niespodziewanie zakazany, rozbity, zniszczony. Wyselekcjonowaną grupę działaczy poddano formie uwięzienia na czas nieokreślony. Skazano ich na niepewną przyszłość z ogromnymi obawami, czy nie będą wywiezieni na Wschód, czy nie zostaną zabici, co się stanie z ich rodzinami? To był tragiczny grudzień – kontynuował szef gdańskiego IPN. - Czas największej, zmasowanie represji od czasów stalinowskich. Stan wojenny 1981 r. przybrał większe represje niż podczas tłumienia protestów w grudniu ’70. Liczba ofiar śmiertelnych co prawda była mniejsza, ale liczba osób zatrzymanych, internowanych, sponiewieranych, rodzin, które dotknęło było znacznie więcej.
I o „Solidarności”: - Przecież „Solidarność” gospodarki do ruiny nie doprowadzała, o czym kłamcy wbrew ekonomicznym ustaleniom próbują mówić – zauważył Mirosław Golon. - Ani państwa nie destabilizowała, a wręcz naprawiała. Poziom kadr kierowniczych w Polsce poprawiła się diametralnie w ciągu półtora roku. „Solidarność” przyniosła ogromne korzyści państwu i perspektywy były rewelacyjne, ale ukradziono 8 pełnych lat – grzmiał historyk podczas spotkania w Bibliotece. - Ostatnio jednemu z posłów się nieszczęśliwe wymsknęło, że w zasadzie stan wojenny zbliżył nas do Okrągłego Stołu. Nie! O 8 lat to wszystko opóźnił! I dopóki ktoś nie otworzy rosyjskich archiwów i nie udowodni z badań otwartych, nie z „wyciekających” pojedynczych dokumentów, to nikt mnie ani żadnego zawodowego historyka nie przekona, że rzeczywiście było tak tragicznie, że generał Jaruzelski musiał nas ratować polskimi czołgami przed radzieckimi czołgami – zakończył szef gdańskiego oddziału IPN.
Historycy zdają sobie sprawę z tego, że dane przez nich zgromadzone dotyczące internowanych w czasie stanu wojennego mogą być niekompletne. Liczą więc na ich uzupełnienie przez samych zainteresowanych. Powstanie wówczas drugie wydanie pozycji IPN.
Książkę zaprezentował wczoraj (15 grudnia) w Bibliotece Elbląskiej Mirosław Golon, dyrektor gdańskiego oddziału IPN. Przypomniał też sytuację, w jakiej działacze „Solidarności” znaleźli się 30 lat temu.
- Pamiętajmy, czym był stan wojenny – mówił Mirosław Golon. - Żadnym mniejszym złem. Żadną łagodną represją, bo przecież nie zabijano w obozach internowania (władze nie lubiły tego terminu i używały określenia „ośrodki”). I rzeczywiście. Z reguły w tych obozach uwięzienia nie bito, ale Kwidzyn pokazuje coś zupełnie innego. Z reguły nie torturowano, nie głodzono. Na pewno internowani funkcjonowali w stopniu zbliżonym do przeciętnych uwięzionych w Polsce z nieco większą liczbą odwiedzin i kontaktów zewnętrznych. Ale pamiętajmy, jak się to odbyło – zaznaczył historyk. – Największy, najbardziej masowy ruch protestu, jaki pojawił się w krajach komunistycznych, legalny i nie stosujący siły został niespodziewanie zakazany, rozbity, zniszczony. Wyselekcjonowaną grupę działaczy poddano formie uwięzienia na czas nieokreślony. Skazano ich na niepewną przyszłość z ogromnymi obawami, czy nie będą wywiezieni na Wschód, czy nie zostaną zabici, co się stanie z ich rodzinami? To był tragiczny grudzień – kontynuował szef gdańskiego IPN. - Czas największej, zmasowanie represji od czasów stalinowskich. Stan wojenny 1981 r. przybrał większe represje niż podczas tłumienia protestów w grudniu ’70. Liczba ofiar śmiertelnych co prawda była mniejsza, ale liczba osób zatrzymanych, internowanych, sponiewieranych, rodzin, które dotknęło było znacznie więcej.
I o „Solidarności”: - Przecież „Solidarność” gospodarki do ruiny nie doprowadzała, o czym kłamcy wbrew ekonomicznym ustaleniom próbują mówić – zauważył Mirosław Golon. - Ani państwa nie destabilizowała, a wręcz naprawiała. Poziom kadr kierowniczych w Polsce poprawiła się diametralnie w ciągu półtora roku. „Solidarność” przyniosła ogromne korzyści państwu i perspektywy były rewelacyjne, ale ukradziono 8 pełnych lat – grzmiał historyk podczas spotkania w Bibliotece. - Ostatnio jednemu z posłów się nieszczęśliwe wymsknęło, że w zasadzie stan wojenny zbliżył nas do Okrągłego Stołu. Nie! O 8 lat to wszystko opóźnił! I dopóki ktoś nie otworzy rosyjskich archiwów i nie udowodni z badań otwartych, nie z „wyciekających” pojedynczych dokumentów, to nikt mnie ani żadnego zawodowego historyka nie przekona, że rzeczywiście było tak tragicznie, że generał Jaruzelski musiał nas ratować polskimi czołgami przed radzieckimi czołgami – zakończył szef gdańskiego oddziału IPN.
Historycy zdają sobie sprawę z tego, że dane przez nich zgromadzone dotyczące internowanych w czasie stanu wojennego mogą być niekompletne. Liczą więc na ich uzupełnienie przez samych zainteresowanych. Powstanie wówczas drugie wydanie pozycji IPN.
Agata Janik