UWAGA!

----

Z diecezji elbląskiej do Stanów

 Elbląg, ks. Marek Piedziewicz,
ks. Marek Piedziewicz, fot. Anna Dembińska

"Podróż do Ameryki śladami bł. Fultona J. Sheena" - taki tytuł nosi książka ks. Marka Piedziewicza, proboszcza parafii w Zwierznie, rzecznika diecezji elbląskiej, ale również popularyzatora nauczania tego amerykańskiego biskupa. Jak powstała ta publikacja? O tym, a także o jej głównym bohaterze, rozmawiamy z autorem.

- Dlaczego ksiądz z diecezji elbląskiej pisze książkę o biskupie z USA?

- Może dlatego, że on w Polsce jest teraz niezwykle popularny. Mamy rok 2026, abp Fulton J. Sheen zmarł w 1979, więc sam urodziłem się już po jego śmierci, ale od 2014 w naszym kraju pojawiło się wiele tłumaczeń jego książek. Arcybiskup napisał ich ponad 70 i ja też dzięki tym publikacjom go poznałem i zainspirowałem się jego myślą, a potem zacząłem zajmować się jego dziedzictwem. Pisałem prace naukowe na temat Fultona Sheena związane z jego biografią czy jego metodyką działania w mediach, bo mowa o biskupie, który był gwiazdą świeckich mediów, nie katolickich. Udało mi się też przeprowadzić wywiad z jego osobistym sekretarzem, który żyje do dziś, księdzem Hilarym Franco, czynnym watykańskim dyplomatą, którego, co ciekawe, poznałem w Elblągu.

 

- Czy arcybiskup, „gwiazda świeckich mediów”, miał i ma coś do powiedzenia niekatolikom?

- Taka jest właśnie geneza jego popularności. W latach 50’ w USA społeczeństwo, oczywiście w inny sposób niż w Europie, było zranione doświadczeniem II wojny światowej, a ludzie świeccy zauważali, że brakowało wyraźnego głosu dotyczącego spraw moralności, etyki, życia religijnego. Zaproponowano, żeby w świeckich mediach pojawił się program o takiej tematyce, szeroko rozumianej. Zaproszono pastora protestanckiego, rabina i księdza katolickiego – właśnie Fultona Sheena. Duchowni przemawiali na zmianę, ale ostatecznie Sheen ich przyćmił i program był prowadzony przez niego samego. Nie był to jednak program katolicki. Gromadził przed telewizorem co piątego, co szóstego Amerykanina, a wtedy nie każdy miał telewizor, więc to oszałamiający rezultat. Listy Fulton Sheen dostawał wtedy najczęściej od wyznawców judaizmu, potem protestantów, dopiero potem od katolików, ale też oczywiście od osób niewierzących. Nie wszyscy wymienieni się z nim zgadzali, ale jednak chcieli go słuchać i byli zainteresowani dyskusją z nim.

 

- Skąd wziął się pomysł, impuls, żeby pojechać do Stanów i napisać taką książkę?

- 11 lat pracowałem w katedrze w Elblągu, organizowałem wtedy pielgrzymki krajowe i zagraniczne. Zawiązała się grupa, która bardzo chętnie korzystała z tych wyjazdów, chodziło w nich o wypoczynek, ale też rekolekcje w drodze. Po kolejnych wyjazdach padało pytanie „no to gdzie teraz?” W końcu wypaliłem żartem, że teraz to by trzeba było pojechać do Ameryki śladami Fultona Sheena. Okazało się, że jest zainteresowanie takim wyjazdem i udało się zebrać grupę większą niż niezbędne minimum.

 

- Książka pokazuje, że opisywane w niej miejsca związane z Fultonem Sheenem, mimo popularności jego samego, wcale nie są w USA znane i wyeksponowane. Inaczej niż w Polsce, w której jeśli gdzieś był np. Jan Paweł II, to na pewno znajdzie się tam stosowna tablica czy pomnik.

- Ta różnica wynika z różnych mentalności i może z tego, że USA to ogromne państwo, gdzie pewna mobilność życiowa jest normą, ludzie wielokrotnie się przeprowadzają i nie robi to na nich wrażenia. Nie ma to więc aż takiego znaczenia, by upamiętniać ludzi w miejscach konkretnie z nimi związanych. Dzięki temu książka opisuje miejsca, których nikt wcześniej tak nie pokazał. Oczywiście np. mieszkanie Fultona Sheena nie jest atrakcyjnym miejscem turystycznym, ale jest miejscem ciekawym dla osób, które się Fultonem Sheenem interesują.

Co ciekawe, poznałem w USA żonę bratanka arcybiskupa Sheena, Dolores Sheen, opowiadałem jej o tym, że byliśmy w Nowym Jorku na ulicy Fultona Sheena, którą zresztą znalazłem przez przypadek, a ona... była zdziwiona, że w ogóle jest tam taka ulica, a jest od 40 lat. Widać więc, że ta amerykańska mentalność jest inna niż nasza. Dostałem za to właśnie z tej ulicy pozdrowienia od moich uczniów z II LO w Elblągu, którzy są już małżonkami i byli na wakacjach Nowym Jorku. Oni, wiedząc, że pasjonuję się Fultonem Sheenem, specjalnie poszli na tę ulicę żeby wysłać mi z niej zdjęcie.

 

 

Skoro książka opisuje miejsca, o których niekoniecznie mówi się i wie o nich w Stanach, to może ma potencjał na rynek amerykański?

- Myślę, że jest tu potencjał do tłumaczenia na różne języki, ale to już zależy od wydawnictwa, sam nie będę o to zabiegał. Na pewno Edycja Świętego Pawła przygotuje film, w którym opowiadam o książce, będą w nim angielskie napisy i będziemy się starali przez Fundację Fultona Sheena dotrzeć z tym filmem do zagranicznych odbiorców.

 

- Czy jest jakiś związek z zajmowaniem się tak medialną postacią jak Fulton Sheen a otrzymaniem funkcji rzecznika prasowego diecezji elbląskiej?

- Mówi się, że przypadek to świeckie imię Ducha Świętego, a mnie w życiu kapłańskim ciągle spotykają rzeczy, których nie chciałem czy się nie spodziewałem, więc w jakimś sensie można tak na to spojrzeć. Fulton Sheen jest szczególnym patronem dla ludzi mediów, a mój związek z postacią Fulton Sheena jest też dość osobisty i myślę, że nawet podświadomie inspiruję się jego stylem, zwłaszcza pisania. Moi parafianie w Zwierznie często słyszą na kazaniach o arcybiskupie Sheenie, więc na Żuławach Elbląskich jest to postać dosyć znana (śmiech).

 

- Beatyfikacja Fultona Sheena miała się odbyć już kilka lat temu, dojdzie do niej dopiero we wrześniu tego roku. Były obawy, że nieodpowiednio reagował na nadużycia w diecezji.

- Jest to niemożliwe, żeby w procesie beatyfikacyjnym pominąć ten wątek, taki proces jest w pewnym sensie również szczegółowym śledztwem. Diecezja Peorii jednoznacznie jednak stwierdzała, że te sprawy są zbadane i do postawy Fultona Sheena nie ma zarzutów. W historii Kościoła takie działanie prewencyjne i odłożenie beatyfikacji było jednak czymś bez precedensu. Gdy rozmawiałem o tym z amerykańskimi duchownymi, przewijały się opinie, że być może sytuacja jest wyrazem niechęci części amerykańskiego episkopatu do Fultona Sheena, bo wielu osobom on nie pasuje do obecnych czasów i do tego, co się dzieje we współczesnym Kościele. Dziś w wymiarze wartości moralnych Sheen wywiera duży wpływ na świeckich katolików, a jego nauczanie bywa kontrze do tego, czego nauczają współcześni hierarchowie.

 

- Rozumiem, że są wierni, którzy z diecezji elbląskiej polecą na beatyfikację?

- Beatyfikacja odbędzie się 24 września w St. Louis w Minnesocie, chociaż nie jest to miejsce związane z życiem Fultona Sheena, ale jest tam ogromna hala, która pomieści 100 tys. osób i stosunkowo łatwo tam dotrzeć. Z diecezji elbląskiej pojedzie ze mną kilkanaście osób, które były wcześniej na pielgrzymce śladami Fultona Sheena, tej pielgrzymce, na której opiera się moja książka. Po beatyfikacji udamy się na zachodnie wybrzeże – tym razem śladem misji franciszkańskich, w końcu nazwa San Francisco nie wzięła się znikąd.

 

- Innymi słowy w październiku parafianie w Zwierznie posłuchają o beatyfikacji Fultona Sheena na przynajmniej jednym kazaniu.

- Myślę, że tak (śmiech). Tym bardziej, że jego myśli i nauczanie potrafią naprawdę trafić do człowieka.

 

Wkrótce na naszych łamach zaprosimy do udziału w konkursie, w którym można będzie wygrać książkę ks. Marka Piedziewicza.


Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Uwaga! Opinia zostanie zamieszczona na stronie po zatwierdzeniu przez redakcję.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama