UWAGA!

----

Zaginięcie to otwarta księga

 Elbląg, Wernisaż wystawy fotograficznej odbył się wczoraj (10 kwietnia) w Krużganku
Wernisaż wystawy fotograficznej odbył się wczoraj (10 kwietnia) w Krużganku (fot. WS)

16 pokoi i 16 dramatycznych historii. Smutek, żal, rozpacz i niepewność wpisane w zdjęcie jedno za drugim. To opowieść o życiu, które nie ma zakończenia. O nadziei, która nie może zgasnąć i mimo, że stłumiona, ciągle się tli. Zobacz fotoreportaż.

Na ścianach Galerii El zawisło 16 dramatycznych historii w postaci przejmujących fotografii, stanowiących portret zaginionych przez laty ludzi. Autorką wstrząsających ujęć jest Karolina Jonderko, młoda, uzdolniona fotograf, stypendystka Marszałka Województwa Śląskiego w Dziedzinie Kultury. Wystawa „Zaginieni”, której otwarcie świętowaliśmy wczoraj (10 kwietnia) w Galerii El, wprowadza nas w świat zatroskanych rodzin, porusza najgłębsze struny naszego, serca, wzrusza, wywołuje żałość i smutek.
       - Pomysł na wystawę narodził się w pociągu podczas podróży z Warszawy do Katowic, kiedy to czytałam „Nostalgię anioła” – mówi Karolina Jonderko. – W książce był taki fragment, w którym brat zaginionej dziewczyny wszedł do jej pokoju i zaczął skakać po łóżku, za co skarcił go tata, mówiąc, że ma nic nie ruszać, bo siostra w każdej chwili może przecież wrócić. To mną wstrząsnęło. Obecnie mieszkam bowiem w pokoju po mamie, która zmarła kilka lat temu. Dom mojej babci też stoi pusty. Jednakże moje puste pokoje tyczą się zmarłych, nie zaginionych. Pomyślałam sobie wtedy: „Zmarłym nie pomogę, zaginionym można pomóc” – dodaje. - Sytuacja rodzin osób zaginionych jest o wiele bardziej dramatyczna, ponieważ one żyją w zawieszeniu i nie wiedzą, co się stało z ich ukochaną osobą. Gdy wyszłam z pociągu, natrafiłam na plakaty o zaginięciach i zauważyłam, że ludzie w ogóle nie zwracają na nie uwagi. Traktują je jak ulotki, jak wiszące chwilówki. Uderzyło mnie podejście społeczeństwa do tematu zaginięcia, ponieważ to wciąż jest taki temat tabu. Pomyślałam sobie: „no dobrze, tylko jak dotrę do tych rodzin?” Trzy dni później odezwała się do mnie fundacja ITAKA czyli Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych. Stwierdziłam więc, że jest to prawdziwe zrządzenie losu! ITAKA organizowała wtedy akcję antydepresyjną i miałam im pomóc w realizacji wystawy o depresji. Przy tej okazji powiedziałam pani prezes o moim pomyśle, a ona pochwaliła go mówiąc, że pomoże mi w jego realizacji.
       Wtedy to Karolina udała się w długą podróż po Polsce. Przejechała 7 tys. km. Oprócz zdjęć pokoi zaginionych osób, przywiozła ze sobą moc emocji, wiele wylanych łez i wzruszeń.
       - Rocznie ginie w Polsce około 15 tys. ludzi - mówi. - Do mojego projektu znalazłam pewien klucz. Postanowiłam uwiecznić jeden pokój w każdym województwie, stąd zdjęć jest 16. Samo fotografowanie trwało może godzinę, a rozmowy z rodzinami zaginionych do czterech godzin. Najpierw z nimi rozmawiałam, wyjaśniałam moje pobudki, by nie myśleli, że robię to, bo mam taki kaprys albo, że chcę się wybić. Bardzo dużo opowiadałam im o sobie, o swoich przeżyciach i uczuciach, by mieli poczucie, że naprawdę chcę im pomóc, by czuli, że w końcu ktoś się nimi zainteresował – dodaje. - Wszystko to bardzo przeżyłam. Płakałam z tymi rodzinami, a gdy wychodziłam z ich domów, miałam poczucie, że ja też przez wiele lat przeżywałam swoją bezsilność po utracie mamy. Była to więc dla mnie swego rodzaju autoterapia i satysfakcja, że mogę komuś pomóc. To dawało mi bardzo dużo siły.
       Fotografowane pokoje są jednocześnie portretami zaginionych osób i wiele o nich mówią. W niektórych panuje nieład i chaos, w innych przedmioty poukładane są pod linijkę. Zdawałoby się, że mieszkaniec wyszedł z pokoju tylko na chwilę, po to, by zaraz wrócić do swojego miejsca na ziemi.
       - Tymi zdjęciami chciałam dotrzeć do społeczeństwa – mówi Karolina Jonderko. - W głównej mierze chciałam poruszyć ludzi, żeby nie bagatelizowali zaginięć, żeby włączyli się w poszukiwania, żeby nie piętnowali rodzin, bo często i takie zjawisko ma miejsce. Przedstawione na zdjęciach pokoje są portretami zaginionych. Bardzo dużo można z nich wyczytać.
       A pokoje jakich osób zostały uwiecznione przez Karolinę Jonderko?
       - Są to różne osoby, i starsze i młodsze. Najmłodsza osoba ma 15 lat, zaginęła 13 lat temu. Najstarsza ma 82. 80 proc. z nich to mężczyźni. Powody zaginięć są naprawdę różne. Co osoba, to inny powód. W przypadku osób starszych jest nim zanik pamięci. Inni uciekają, ponieważ nie widzą rozwiązania niektórych problemów. Bardzo rzadko historia kończy się tragicznie. W trakcie trwania projektu odnaleziono ciało zaginionego chłopaka, mimo to rodzina chciała, by jego pokój brał w nim udział.
       Obok zdjęć pokoi zawisły portrety zaginionych osób. Większość z nich jest bardzo niewyraźna. Jest to celowy zabieg autorki.
       - Im dłużej kogoś nie ma, tym bardziej portret jest niewyraźny – mówi autorka zdjęć. - Próbowałam znaleźć jakiś sposób, żeby dokumentalną fotografię połączyć z moimi odczuciami. Chciałam pokazać, że nasza pamięć zaciera się z upływem czasu, ale cały czas kurczowo trzymamy się wspomnień. Zaginięcie jest gorsze niż śmierć. Ja sobie tego nie wyobrażam. Mi nikt nie zaginął, wiele osób mi umarło, ale mogę przynajmniej przejść żałobę, mogę rozwiązać moje problemy związane ze śmiercią bliskich. Z zagięciem jest inaczej. To cały czas jest otwarta księga.

 


       Podczas wernisażu mogliśmy usłyszeć anonimowe wypowiedzi osób, które zechciały podzielić się swoimi doświadczeniami, refleksjami i przemyśleniami po stracie kogoś bliskiego. Oto najbardziej przejmujące z nich:
       - Człowiek podczas swojego codziennego życia popada po pewnym czasie w rutynę. Praca, dom, święta, urodziny, praca. Zaczynamy narzekać, jakie to nasze życie jest nieudane i monotonne. Następnego dnia cały nasz poukładany świat legnie w gruzach. Tracimy kogoś, dzięki komu mieliśmy swoją poukładaną monotonię. Pragniemy do niej wrócić, lecz potem nic nie jest takie samo.
       - Utrata bliskiej osoby pozostawia po sobie coś, czego właściwie nie ma. Pustkę. Nie ma przecież definicji nicości. Czy można nicość rozpatrywać w kwestii uczucia, wartości? Nicość może nie, ale utrata kogoś bliskiego uzupełnia tę pustkę bólem. Przeszywa nasze ciało, umysł. Wkracza zgrabnym krokiem do naszego życia. I już pozostaje w nim do końca. Ból po utracie bliskiej osoby zastępuje nam tę osobę.
       A tak do swojego zaginionego brata, bohatera wystawy, zwraca się Wiesia, z nadzieją, że kiedyś powróci:
      
       Kochany Krzysio….
       Pamiętasz, tak mówiła do Ciebie Babcia…
       Brakuje mi Jej, brakuje mi Ciebie…
       I choć świat biegnie dalej, moje serce tęskni i każe żyć Nadzieją…
       Nadzieją na cud…
       Nadzieją na więcej…
       Nadzieją na dzień…
       Nadzieją co rok…
       Nadzieją na śmiech…
       Nadzieją na łzy…
       Dlaczego tak trudno żyć Nadzieją?
       PS. Zamykam oczy i widzę tamte dni – szczęśliwe dni, gdy byliśmy wszyscy razem. I wierzę w to, że to szczęście jeszcze powróci i odnajdziemy je razem. Tak bardzo na to czekam. Twoja na zawsze Siostra Wiesia.
      

dk

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama