UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Zapomniany bohater

Elbląg, Mieczysław Garsztka, jeden z najlepszych polskich pilotów z okresu I wojny światowej
Mieczysław Garsztka, jeden z najlepszych polskich pilotów z okresu I wojny światowej (fot. wikipedia)

- Miał szczęście. Na froncie zachodnim jego eskadra Jasta 31 nie była wybitną jednostką. On tam bardzo szybko się wyróżnił, musiał być takim samorodnym geniuszem lotniczym – tak o bohaterze swojej książki „As i dama”, najlepszym polskim pilotem myśliwskim okresu I wojny światowej mówi elblążanin Tomasz Stężała.

- Skąd pomysł, aby bohaterem książki „As i dama” uczynić Mieczysława Sylwestra Garsztkę, obywatela niemieckiego narodowości polskiej walczącego za kajzera na froncie zachodnim I wojny światowej. Ta postać nie jest powszechnie znana.

- Mieczysław Garsztka zaczyna być powoli doceniany, gdyż był to chyba najwybitniejszy polski pilot myśliwski z okresu I wojny światowej. W lotnictwie, które zaczynało rozwijać się tuż przed wybuchem wojny, było stosunkowo niewielu Polaków. Najliczniej byli reprezentowani w lotnictwie rosyjskim, dość wielu latało dla Austro-Węgier. Tymczasem w lotnictwie niemieckim tego typu ludzi było bardzo niewielu. Generalnie, nieliczni Polacy osiągali wyższe stopnie oficerskie w armii niemieckiej. Polacy, obraźliwie nazywani „Kaczmarkami”, byli wykorzystywani głównie do najgorszych zadań, często jako typowe mięso armatnie. Dopiero w ostatnim okresie wojny konieczność zastąpienia poległych oficerów i podoficerów, sprawiła, że tacy ludzie jak Garsztka i inni „nieniemieccy” członkowie społeczeństwa cesarskiego mieli szansę się wybić. O tym, że bohaterem książki został Garsztka zadecydował przypadek. Pisałem książkę na stulecie odzyskania niepodległości dla dużego warszawskiego wydawnictwa. Opowiadała ona losy Polaków z różnych zaborów, m.in. Garsztki, jako swoistego ewenementu, który został asem myśliwskim w ciągu kilku tygodni 1918 roku. Z różnych, nieznanych mi bliżej przyczyn książka ostatecznie nie została wydana, a mi „pozostało” kilku bohaterów. Jedną z moich pasji jest lotnictwo, więc bliżej zainteresowałem się Garsztką. Parę osób też mi podpowiedziało, że warto akurat o nim napisać.

 

- Czytając książkę zastanawiałem się nad „fenomenem” polskości. Co kierowało ludźmi, w większości lojalnymi poddanymi cesarza, którzy po klęsce Niemiec zdecydowali się na pracę na rzecz Polski, państwa, które niewiele brakowało, a okazało by się efemerydą. Garsztka walczy za kajzera najlepiej jak umie, nie ma rozterek wewnętrznych, że walczy za zaborcę, że z drugiej strony frontu też mogą być Polacy. Mimo, że wychował się w domu, w którym tę polskość kultywowano.

- W materiałach źródłowych jest trochę informacji na temat rodziny Garsztków. Główny bohater książki był synem znanego bydgoskiego lekarza. Z materiałów, do których udało mi się dotrzeć wynika, że Garsztkowie bardzo wspierali lokalne środowisko polskie, wydawnictwa, imprezy kulturalne, społeczne. Polskość w domu Garsztków była istotnym elementem wychowania, stąd też młody Mieczysław nią nasiąknął i pewnie się przez to odróżniał od rówieśników. Z drugiej strony uczył się do matury m.in. w Wiesbaden, daleko od domu i źródeł polskości. Niemiecki patriotyzm wojenny mógł sprawić, że młodzieniec mógł także czuć się zobowiązany do służby cesarzowi, jako symbolowi państwa, w którym się urodził i mieszkał. Tak czy inaczej: nie miał wyjścia. Zdał maturę i został powołany do wojska państwa, którego był obywatelem. Został szeregowcem w 110, a potem służył w 84 pułku piechoty. Domyślam się, że w takich okolicznościach jego „polski rdzeń” zachował się, ale został przytłumiony krwawą wojną. A w wojsku przecież musiał robić to co mu kazano. Tak jak działo się i dzieje się w każdym wojsku, bez względu na kraj. Z nielicznych zachowanych dokumentów wiemy, że Garsztka tęsknił za domem. Z opracowań wiemy, że „Kaczmarki” w armii niemieckiej byli traktowani bardzo przedmiotowo, w większości wypadków gorzej niż Niemcy. Przeznaczeni do najgorszych służb, do najbardziej niebezpiecznych zadań. Niemcy bardziej oszczędzali swoich, a element politycznie niepewny był pierwszy w kolejce do wypełniania najtrudniejszych zadań. Gdyby Garsztka walczył już w 1914r., czy w 1915, to pewnie by nie przeżył. Z dokumentów wynika, że mój bohater w pułku piechoty pojawił się dopiero w 1916r., miał więc czas, że przeżyć i wyróżnić się na tyle, że został oficerem i jako młody podporucznik wylądował na polu bitwy (nad Aisne, jako dowódca kompanii).

 

- I „uciekł” do lotnictwa? W tamtych czasach samoloty były tak „sprawnymi” konstrukcjami, że moim zdaniem odejście do lotnictwa było swoistym odwleczeniem próby samobójczej. A z drugiej strony: ten romantyzm podniebnych wojowników.

  Elbląg, Tomasz Stężała, autor książki "As i dama"
Tomasz Stężała, autor książki "As i dama" (fot. Anna Dembińska, arch. portEl.pl)

- Nie mogę uczciwie powiedzieć, co motywowało Garsztkę do wstąpienia do lotnictwa. Z opracowań poświęconych najwybitniejszym lotnikom: braciom von Richthofenom, czy Ernstowi Udetowi, a także lotnikom alianckim takim jak Fonck czy Guynemer wynika, że do lotnictwa zaprowadził ich romantyzm służby. Pamiętajmy też, że większość oficerów lotnictwa (zwłaszcza w Niemczech) wywodziła się z kawalerii. W wojnie pozycyjnej kawalerzyści nie mieli co robić, a o okopach nie marzyli. Stąd też, kiedy pojawiły się samoloty, pojawiła się też możliwość zrealizowania marzeń. W 1917r. mimo przewagi technologicznej niemieckie lotnictwo przegrywa pod względem ilości samolotów. Giną najlepsi lotnicy i nagle okazuje się, że nie ma kto bronić nieba nad niemieckimi okopami. W tym czasie dochodzi do podziału na lotnictwo myśliwskie, bombowe, rozpoznawcze i bezpośredniego wsparcia pola walki. Samoloty są wykorzystywane do atakowania okopów, magazynów na tyłach, kolumn zaopatrzeniowych, co staje się bardzo poważnym problemem. Straty w ludziach w awiacji są więc uzupełniane przez takich żołnierzy jak Garsztka, którzy są młodzi, zdrowi, mają podstawową wiedzę techniczną. Jest też cała masa innych czynników i Garsztka musiał je spełnić, żeby zostać zakwalifikowanym na kurs pilotażu.

 

- I skończyć ten kurs.

- Garsztka najpierw szkolił się na poznańskiej „Ławicy”, gdzie odbywał kurs podstawowy m.in.na maszynach Albatros B.II. Jeden z takich samolotów można zobaczyć w Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Później trafił na kurs myśliwski do Nivelles w Belgii, w pobliże frontu. Tam ćwiczono na wycofanych z frontu maszynach, Takich jak Albatrosy D.III, czy Fokker Eindecker . Pod względem technicznym były to „zmęczone” samoloty, które dość szybko się zużywały. Inny był też poziom kultury technicznej mechaników i pilotów co składało się na fakt, że samo szkolenie było bardzo niebezpiecznym zajęciem. Do tego, tak zwany „nalot”, czyli liczba godzin spędzonych za sterami była niewielka. W książce jest też informacja o śmierci jednego z kolegów głównego bohatera, Franza Zarwede.

 

- Podczas lektury książki zwróciłem też uwagę na szczęście, jakie miała odrodzona Polska. Bez doskonałych żołnierzy, którzy obronili niepodległość – państwo polskie okazałoby się krótkotrwałą efemerydą.

- Tak, to jeden z fenomenów, który znacznie przyczynił się nie tylko do tego, że odzyskaliśmy niepodległość, ale też do tego, że ją obroniliśmy. Dzięki Powstaniu Wielkopolskiemu udało nam się zabezpieczyć granicę od strony niemieckiej. Gdybyśmy musieli walczyć na dwa fronty: z Niemcami z jednej strony i z Ukraińcami, a potem bolszewikami z drugiej – to najpewniej skończyłoby się to utratą niepodległości. Wówczas nawet dobrzy żołnierze i wciąż rozwijająca się armia nie zapobiegłaby klęsce. Wracając do lotnictwa. Po zestrzeleniu co najmniej 7 maszyn wroga, 20 października 1918 roku Mietek ulega w walce z 3 słynnymi asami brytyjskimi i zostaje zmuszony do lądowania. Ranny, po pobycie w lazarecie i zakończeniu Wielkiej Wojny Garsztka wraca do rodzinnej Bydgoszczy. Tam widzi się ostatni raz z rodziną i trafia do Warszawy, gdzie zostaje zastępcą komendanta kursu lotniczego. To pokazuje pewien paradoks pierwszych miesięcy Polski. Na lotniskach warszawskim, krakowskim, poznańskim i innych Polacy zdobyli liczne samoloty, płatowce, silniki niemieckie i austriackie. A ogromna większość pilotów pochodziła z lotnictwa rosyjskiego , w którym latało się na innych samolotach, głównie pochodzenia francuskiego. Była potrzeba, aby nauczyć ich latach na maszynach niemieckich. W tzw. „międzyczasie” Garsztka bierze też udział w zdobyciu poznańskiej Ławicy. A potem trafia na front polsko – ukraiński pod Lwowem, gdzie wyróżnia się w walkach w 6. i 7. eskadrze wywiadowczej.

 

- I ginie śmiercią lotnika. Dla mnie żadne zaskoczenie. Zaskoczeniem jest raczej fakt, że tak długo utrzymał się przy życiu.

- To jest rzeczywiście niezwykłe. Miał szczęście. Na froncie zachodnim jego eskadra Jasta 31 nie była wybitną jednostką. On tam bardzo szybko się wyróżnił, musiał być takim samorodnym geniuszem lotniczym. Weźmy też pod uwagę przewagę ilościową aliantów, i to że wśród nich walczyło też bardzo wielu asów, którzy mieli na koncie kilkadziesiąt lub kilkanaście zestrzelonych samolotów. Mimo wielu trudności Garsztka daje sobie radę i uzyskuje oficjalnie 6 zestrzeleń. Przeprowadziłem kwerendę w źródłach niemieckich i brytyjskich: tych zestrzeleń było więcej, mnie udało się potwierdzić przynajmniej jedno kolejne zwycięstwo. Można oczywiście gdybać, co by było gdyby zaczął wcześniej latać, gdyby nie został ranny, czy wówczas jego konto strzeleckie nie wzbogaciło by się znacznie.

We Lwowie trafia na doświadczonych kolegów, takich jak kapitan Bastyr czy porucznik Stec. Do historii przechodzą jego popisy z monoklem w oku. Garsztka wykonuje akrobacje lotnicze mają na oku monokl, który podczas lotu nie spada. Gdy ktoś inny próbuje powtórzyć ten wyczyn, gubi monokl. Mimo młodego wieku kunszt pilotażu musiał mieć doprowadzony do perfekcji. Wsławił się niesłychaną brawurą połączoną z najwyższymi umiejętnościami lotniczymi w czasie ataków na pozycje ukraińskie, a latał na dwumiejscowym samolocie LVG. Dowództwo polskiej awiacji doceniło go: został skierowany do tworzącej się 7 eskadry myśliwskiej (to ta, w której latali w 1920-stym roku amerykańscy piloci). I wtedy zdało się, że uśmiechnęło się do niego szczęście: znaleziono pofrancuskiego SPAD-VII, na którym mógłby znów zostać myśliwcem Lecz podczas oblotu zrywa się płótno z poszycia prawego płata i samolot spada jak cegła na ziemię. A pilot ginie na miejscu. To wielka strata dla polskiego lotnictwa. Można wyobrazić sobie, że gdyby przeżył do czasów pokojowych i miałby, być może jako wyższy oficer, wpływ na rozwój polskiego lotnictwa, to we wrześniu 1939r. polscy piloci byliby lepiej przygotowani do wojny.

 

O przygodach Mieczysława Sylwestra Garsztki opowiada książka Tomasza Stężały „As i dama”. Można ją zdobyć kontaktując się z autorem za pośrednictwem strony www.tomaszstezala.pl Na stronie autora można znaleźć więcej materiałów poświęconych Mieczysławowi Garsztce.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama