UWAGA!

----

Zdjęliśmy zasłonę ciszy i milczenia

 Elbląg, -  Z niepokojem patrzyliśmy na reakcje powstańców. Pokazywaliśmy im film jeszcze bez dźwięku, tylko z muzyką i widzieliśmy gigantyczne emocje na twarzach tych ludzi - mówi Piotr Śliwowski
- Z niepokojem patrzyliśmy na reakcje powstańców. Pokazywaliśmy im film jeszcze bez dźwięku, tylko z muzyką i widzieliśmy gigantyczne emocje na twarzach tych ludzi - mówi Piotr Śliwowski (fot. Witold Sadowski)

O swoim filmie mógłby mówić godzinami. Zna na pamięć każdy jego kadr. Zawsze gdy go ogląda, ogromnie się wzrusza. Bo film pokazuje, jak było naprawdę. Nie można przejść koło niego obojętnie. Wstrząsa, porusza i nie pozwala zapomnieć. W piątek w kinie "Światowid" odbyła się premiera pierwszego na świecie dramatu wojennego non-fiction pt. "Powstanie Warszawskie". Gościem specjalnym był producent wykonawczy filmu Piotr Śliwowski, z którym rozmawialiśmy tuż przed seansem.

Dominika Kiejdo: - "Powstanie Warszawskie" wchodzi dziś do kin. Dlaczego właśnie ten dzień postanowił Pan spędzić w Elblągu?
       - Zostałem zaproszony na dzisiejszą premierę przez kino "Światowid". Urzekło mnie to, że pracownicy kina dotarli do mnie, bo bardzo szanuję ludzi, którym się chce. Polska potrzebuje właśnie takich ludzi. Dlatego pomyślałem sobie, że ten dzień spędzę z Państwem w Elblągu.
       - Bardzo nam miło. Jesteśmy tuż przed elbląską premierą. Wiele dobrego słyszeliśmy o tej produkcji z mediów. Proszę nam zdradzić, czemu ten film jest aż tak niezwykły?
       - Tak naprawdę każdy kadr tego filmu był niezwykle trudny, bo rzeczywiście jest to film niezwykły. Gdybyśmy kręcili kryminał albo komedię romantyczną, mielibyśmy wiele punktów odniesienia, natomiast takiego filmu jak "Powstanie Warszawskie" nikt nigdy nie robił. A dlaczego jest tak niezwykły? Po pierwsze jest to film fabularny utworzony w oparciu o materiały tylko i wyłącznie dokumentalne, oryginalne kroniki z powstania warszawskiego, nakręcone przez operatorów na rozkaz Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej. Jest to materiał wybitny, ale i bardzo trudny, kręcony w różnych miejscach Warszawy, na sprzęcie różnej jakości. Składa się z krótkich 4-5 sekundowych ujęć - chodziło tu oczywiście o oszczędność taśmy filmowej.
       - Praca nad filmem trwała trzy lata i była wieloetapowa. Na czym polegała trudność w stworzeniu tej produkcji?
       - Pierwsze zadanie, które stanęło przed nami jako twórcami filmu, polegało na tym, jak z sześciu godzin nagrań wyciąć osiemdziesięciominutową historię, która będzie miała swoją narrację i będzie zrozumiała. W filmie jest stosunkowo mało walki, mało wojny, filmowano głównie życie cywilne, czyli jakby zaplecze wojny: warsztaty, kuchnie polowe, szpitale, bo tam też toczyła się walka. Na początku trudno było znaleźć wspólny mianownik. Zastanawialiśmy się, jak poprowadzić narrację, historię i zaprosiliśmy do współpracy Jana Komasę, który wpadł na pomysł, by bohaterami byli dwaj operatorzy. Są to oczywiście postacie fikcyjne. Ten film był robiony trochę od tyłu. Nie było scenariusza, ani żadnego castingu. Najpierw mieliśmy tylko materiał filmowy nakręcony przez filmowców i na tej podstawie trzeba było ułożyć jakąś historię, która nie wydarzyła się, ale która mogła się wydarzyć. Tak naprawdę ten film w znacznym stopniu powstawał podczas montażu.
       - Jak powstawał film od strony technicznej, jak wyglądał proces jego koloryzacji, pracy z dźwiękiem?
       - Drugim etapem przy tworzeniu filmu były właśnie wyzwania technologiczne. Oryginalny materiał był czarno-biały i niemy, a my postanowiliśmy zerwać te zasłony ciszy oraz czerni i bieli. Wielkim przedsięwzięciem był proces koloryzacji: mastering, czyli naprawianie materiału i sama koloryzacja. Nikt na świecie nie prowadził koloryzacji czarno-białego materiału na taką skalę. Mówimy tu o 100 000 klatek. O tym, jak to skomplikowane świadczy fakt, że nie istnieje żadne oprogramowanie, które pozwoliłoby w pełni zautomatyzować ten proces. W praktyce wyglądało to tak, że studio produkcyjne "Orka", które wygrało konkurs na tę część projektu, wysyłało te materiały do USA. Właśnie tam dysponują oprogramowaniem, które nie koloruje, a na podstawie odcieni szarości sugeruje, jaki dana rzecz może mieć kolor. Trafność jest różna, czasem 30-, czasem 50-procentowa. Taka pokolorowana klatka wracała do nas, a my wraz ze sztabem konsultantów i architektów sprawdzaliśmy, czy to jest dobrze pokolorowane. Jeśli coś było źle, odsyłaliśmy to z powrotem z adnotacją, co trzeba zmienić. W międzyczasie gromadziliśmy wszystkie zdjęcia z drugiej wojny światowej, przedmioty z tamtych czasów, wszystko, co może być materiałem referencyjnym. Wysyłaliśmy do USA zdjęcia, mówiąc "proszę pokolorować mundur żołnierza niemieckiego na kolor taki a taki".
       - Proces koloryzacji i cała sfera organizacyjna z nim związana był więc dość skomplikowany i pracochłonny.
       - To prawda. Kiedyś miała miejsce humorystyczna sytuacja, bo wrócił do nas materiał, na którym wszyscy mężczyźni byli rudzi, a wszystkie kobiety były blondynkami. Amerykanie tak się przejęli tym odpowiednim kolorowaniem wszystkich szczegółów, że nie mieli już pomysłu na te włosy i nagle okazało się, że wszyscy mężczyźni w Warszawie są rudzi.
       - Kolejny etap to udźwiękowienie.
       - Ten etap też był bardzo ciężki. Film udźwiękowiliśmy na kilku warstwach. Pierwsza warstwa to ta fabularna, czyli dialogi naszych bohaterów: dwóch braci, których nie widać, a którzy przez cały czas nam towarzyszą, stojąc z boku powstania warszawskiego i wchodząc w to powstanie. Ta podróż robi się coraz bardziej mroczna. Mieliśmy dylemat, jak napisać te dialogi, by były zrozumiałe, by powstańcy, którzy pamiętają ten język, pomyśleli: "no tak właśnie mogliśmy mówić" i by zrozumieli go też współcześni. Myśleliśmy nad tym, jak sprawić, by akcja była wartka i by nikt się w tym nie pogubił. I by tego mówienia nie było za dużo, by narratorzy nie zagadali tego, co widać na obrazku. Kolejnym etapem pracy nad dźwiękiem były wszystkie efekty. Musieliśmy klatka po klatce dorobić każdy możliwy i wyobrażalny dźwięk. To gigantyczne przedsięwzięcie.
       - Jak powstawały dialogi sfilmowanych bohaterów? Film był przecież niemy.
       - Najpierw odczytaliśmy z ruchu warg to, co mówią nakręceni ludzie, czyli powstańcy i ludność cywilna. Udało się odczytać większość wypowiedzi i w ten sposób zerwaliśmy zasłonę ciszy. Ci ludzie do nas mówią, a mówią rzeczy różne i dziwne, czasami są to zaskakujące wypowiedzi.
       To niesamowite, że tchnęliśmy w to wszystko życie. Kolejnym ostatnim etapem pracy nad dźwiękiem była muzyka.
       - Co wyróżnia ten film na tle innych dramatów wojennych?
       - Podstawową zaletą tego filmu jest prawda. Gdy ktoś w nim płacze, to płacze naprawdę, gdy ktoś umiera, to umiera naprawdę i nie ma filmu, który miałby taką moc przekonywania. Znam ten film na pamięć. To trzy lata mojego życia, znam każdy jego kadr i zawsze gdy go oglądam, targają mną ogromne emocje. Pięknie film podsumował laureat Oskara Allan Starski: "Po raz pierwszy nie boję się o scenografię" - powiedział.
       - Film w dobitny sposób pokazuje, jak było naprawdę.
       - Na plakatach reklamujących film jest napis: "Przyjdź i zobacz, jak było naprawdę". To nie jest film, który mówi, że powstanie było złe albo dobre. On się od tej dyskusji dystansuje. Ten film nie jest zamierzchłą prawdą. Chcieliśmy pokazać, że w powstaniu brali udział młodzi ludzie, że to wszystko było naprawdę, że to nie jest daleka przeszłość.
       - "Powstanie Warszawskie" to nie tylko przypomnienie, jak było naprawdę lecz przede wszystkim apel do ludzi o to, by docenili swoją wolność.
       - Mam nadzieję, że młodzi ludzie, którzy przebywają na co dzień w Śródmieściu Północnym Warszawy, bo znaczna część akcji dzieje się właśnie w tej części miasta, przechadzając się tymi ulicami i zastanowią się: "kurczę, ja widziałem w filmie, co działo się w tym miejscu 70 lat temu!". I może wtedy ci ludzie trochę inaczej spojrzą na swoje życie, na to miasto i uzmysłowią sobie, że to właśnie dzięki powstańcom mogą dziś normalnie żyć, pracować. Mam nadzieję, że to poruszy w ludziach jakąś strunę. Film jest też hołdem dla tych powstańców, których historia po wojnie odarła z godności. My chcemy im tę godność przywrócić.
       - Jakie były koszta przedsięwzięcia?
       - Film kosztował 1 mln 600 tysięcy zł. Myślę, że jak na produkcję kinową koszta są niewielkie. Bardzo duża praca została wykonana przez nas - pracowników Muzeum Powstania Warszawskiego, historyków, dzięki czemu film był trochę tańszy.
       - Czy powstańcy pomogli wam w jakiś sposób w powstaniu filmu?
       - Jesteśmy w stałym kontakcie z powstańcami i to muzeum w zasadzie należy do nich. Oni często do nas przychodzą, rozmawiają z nami, uczestniczą we wszystkich wydarzeniach, które organizujemy. Oczywiście, że nam pomagali. Gdy nie wiedzieliśmy, jak pokolorować sukienkę w groszki, pytaliśmy się ich, jakiego koloru mogły być takie groszki. Gromadziliśmy też kolorowe magazyny mody sprzed wojny. Zastanawialiśmy się również, jaki był kolor powstania warszawskiego. Kiedyś kolory były inne, inna była paleta barw. Nie było jaskrawych kolorów. Nie było aż tylu wariantów kolorystycznych. Bez pomocy powstańców na każdym etapie na pewno ten film by nie powstał.
       - Jakie były reakcje powstańców po obejrzeniu filmu? Przypomnijmy, że premiera w stolicy odbyła się 7 maja.
       - Z niepokojem patrzyliśmy na reakcje powstańców. Pokazywaliśmy im film jeszcze bez dźwięku, tylko z muzyką i widzieliśmy gigantyczne emocje na twarzach tych ludzi. Dla nich jest to jakby podróż w czasie. Dziś mamy 2014 rok, oni mają po 80-90 lat i nagle widzą siebie samych, choć tak naprawdę swoich kolegów, jakby cofnęli się o 70 lat! To muszą być gigantyczne emocje. Myślę, że ten film poruszył jakąś ważną strunę w każdym z nas.  Największym walorem filmu jest jego autentyczność. To wszystko jest prawdziwe, nie znam na świecie podobnego potraktowania dokumentalnej materii.
       - Czy "Powstanie Warszawskie" pójdzie w świat?
       - Chcemy pokazać ten film w innych krajach. Mówi przecież o ponadczasowych wartościach: walce dobra ze złem, patriotyzmie, miłości, przyjaźni - a to jest do zrozumienia w każdej szerokości geograficznej.
       - Film ma walory edukacyjne. Miejmy nadzieję, że skorzysta z nich polska młodzież, która żyjąc w wolnej Polsce, nie uzmysławia sobie, ile zawdzięcza swoim pradziadkom.
       - Interesuje nas młode pokolenie z powodów oczywistych, edukacyjnych. Jestem bardzo ciekaw, jak ten film odbiorą młodzi ludzie właśnie w Elblągu. Czy Powstanie Warszawskie może być ciekawe dla mieszkańców Elbląga? Czy może jest to coś typowo lokalnego?
       - Będzie Oskar?
       - Będziemy się o to bardzo starać. Pytaliśmy już, jak się do tego zabrać, mam nadzieję, że ten film powalczy o tę nagrodę, choć przetłumaczyć go nie jest wcale prosto.
      
      
      

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
  • świetny film. bylem wczoraj w Swiatowidzie na premierze. Polecam kazdemu !
  • No cóż. .. Koło tego filmu nie da się przejść obojętnie. .. Widać ogrom włożonej pracy i serca. Końcówka - porażająca. Warto było pójść do kina i obejrzeć.
  • Gloryfikowanie klęski, bezsensownej walki i upadku miasta obróconego w perzynę jest zapewne tematem nad wyraz frapującym, szczególnie dla twórców filmu. Ale nie odpowiedziano w filmie na podstawowe pytanie : Czy warto było niszczyć, to co bezcenne ? Zarówno w substancji materialnej i biologicznej. Tysiące zabitych i tysiące bezdomnych. Tuż przed końcem wojny. A wszystko w jednym celu. W imię bezsensownej i wydumanej pysze narodowej. Tej nieznośnej i wiecznie towarzyszącej ludziom o wybujałych i niezdrowych ambicjach politycznych. Mnie nic nie zachwyca w filmie. Nawet kolorystyka. A dialogi są sztuczne i nierealistyczne. Bo towarzyszą im cienie tych których już nie ma. A mogli przecież być i żyć. Bo przecież żadna ojczyzna, nie ma prawa żądać złożenia ofiary z własnego życia. Ojczyźnie potrzeba żywych, a nie martwych bohaterów.
  • Tylko pierwotne zapisy filmowe czarno-białe i nieme, niosą prawdziwość i dramaturgię tamtych dni. A zamysł stworzenia tego, co ma zadziwić i zachwycić czyli kolor i inne zabiegi montażystów są już znane od dawna. Zaś określenie " świetny film " poraża. Bo czy powódź, trzęsienie ziemi i wszystkie inne zjawiska, gdzie ginie tysiące ludzi mają jakąś świetność ? Co może być " świetnego " w unicestwieniu miasta ?
  • Wygląda na to, że prześcignęliśmy Japończyków. Którzy mając w swojej historii okropne doświadczenie wojny, nie wpadli na pomyśl podkoloryzowania i dodania dialogów do filmu " Hiroszima " A może uznali, że nie należy tego robić. I należy potomnym zostawić historyczne, a przez to prawdziwsze obrazy wojny. A może nie jest Im znany koniunkturalizm i chęć zaistnienia za wszelką cenę wątpliwej jakości dziełem. Kto, to wie. To taki daleki, a przede-wszystkim normalny kraj.
  • " co to za typ na zdjeciu? " " dlaczego nie przedtawiono go ? " po filmie byla rozmowa z producentem. trzeba bylo byc a nie gadac bzdury klikajac w klawiature
  • "Gloryfikowanie klęski, bezsensownej walki...". Odp. Nie byłeś tam, nie znasz motywacji dowództwa. Zapoznaj się z wyjaśnieniami uczestnika tamtych wydarzeń: wpolityce.pl
  • Tylko winni się tłumaczą. W sposób pokrętny i ohydny. Bo tak należy nazwać wywód p. Kieżuna. Po pierwsze gdyby miasto zostało ogłoszone twierdzą, mieszkańcy by opuścili miasto. Po drugie nie ma wiarygodnych źródeł, że tak by się stało. A po trzecie co dało powstanie ? Jaki osiągnęło cel ? Powtórzę, tysiące zabitych, tysiące wygnanych i to wszystko w imię czego ? Dziś trwa nachalne i pozbawione jakiekolwiek sensu tworzenie historii Powstania. Wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Tworzenie historii złej i szkodliwej dla przyszłych pokoleń. Bo iluzjonistycznej i groteskowej. O tych dziewczynach i chłopcach gotowych na śmierć. Podszeptując i mamiąc fałszywą legendą o tradycji i rycerskości pokoleń Polaków wysłano tysiące młodych ludzi, żeby nie powiedzieć dzieci na pewną śmierć. Kiedy zapytano w swoim czasie gen. Sulkowskiego co ma robić naród podbity i zniewolony odpowiedział : Czekać ! Na właściwą godzinę na właściwy czas. Powstanie to nie był ten czas i nie ta godzina. Dziś Ci co przeżyli powstanie mówią różne rzeczy i wygłaszają różne opinie. Dla mnie wiarygodna jest ta wygłoszona przez jednego z powstańców który powiedział : To był błąd. Nie należało ufać dowódcom. Jesteśmy mistrzami w kreowaniu nowej i nieprawdziwej prawdy historycznej. Tylko ofiary karkołomnej myśli o zwycięstwie, kiełkujące w głowach pseudo- dowódców niestety były prawdziwe. Prawda jest jedna, a brzmi tak : Trzeba było czekać !
Reklama