Gwałtowny zwrot rozsypał Olimpię

Przez ponad godzinę Olimpia układała ten mecz po swojemu, cegła po cegle. Chwila nieuwagi potrafi jednak odwrócić spotkanie o 180 stopni. Wystarczyło kilka minut, żeby przewaga wypracowana wcześniej zaczęła się kruszyć.
Wyglądało to dobrze
Pierwszy groźniejszy sygnał wysłały Wigry. W 6. minucie Olaf Gohlike dostał trochę miejsca i zdecydował się na uderzenie, ale trafił w boczną siatkę. Olimpia odpowiedziała przede wszystkim dobrą współpracą Łukasza Świętego z Tomaszem Kaczmarkiem. Obaj szukali szybkiej gry na jeden kontakt i kilka razy potrafili rozmontować ustawienie gości. W 8. minucie próbował Święty, jednak jego strzał został zablokowany. Jeszcze groźniej zrobiło się w 15. minucie. Święty ponownie uderzał, piłka odbiła się od defensora Wigier i spadła w polu karnym w okolice nadbiegającego Kaczmarka. Ten znalazł się już blisko bramki, zabrakło jednak precyzji i futbolówka przeleciała nad poprzeczką. Minutę później ten sam duet znów rozpędził akcję Olimpii. Kaczmarek otrzymał piłkę i wyłożył ją na około szósty metr do Joao Augusto. Brazylijczyk miał dobrą okazję, ale podobnie jak chwilę wcześniej Kaczmarek przeniósł piłkę nad bramką.
Wigry nie zamierzały przyglądać się temu biernie. W 23. minucie z rzutu wolnego uderzył Marcin Kluska. Strzał sprawił Witanowi trochę problemów, jednak bramkarz Olimpii zdołał odbić piłkę na rzut rożny. Chwilę później interweniował już znakomicie na linii bramkowej. Ostatecznie sytuacja i tak została przerwana z powodu spalonego, ale sama reakcja golkipera zasługiwała na uwagę.
.
Nagroda
Olimpia nadal szukała swojej bramki. W 30. minucie ponownie spróbował Święty. Tym razem uderzył mocno i niebezpiecznie, piłka minęła jednak słupek. Nagroda przyszła dwie minuty później. Elblążanie wyszli z szybką kontrą, Augusto podniósł głowę i kapitalnym podaniem, z odpowiednią siłą i parabolą, uruchomił wychodzącego na wolne pole Braneckiego. Napastnik Olimpii znalazł się sam przed Mateuszem Taudulem i spokojnym, precyzyjnym strzałem zakończył akcję. Nie był to ostatni akcent gospodarzy przed przerwą. W 44. minucie Augusto ponownie obsłużył Braneckiego, który tym razem uderzał sprzed pola karnego. Taudul był jednak na posterunku.
Pierwsza połowa pozostawiła po stronie Olimpii przede wszystkim jeden niedosyt: sytuacji było wystarczająco dużo, żeby prowadzenie było wyższe. Gra gospodarzy mogła się jednak podobać. Było tempo, były szybkie wymiany podań, było też kilka naprawdę dobrze skonstruowanych akcji.
.
Dwie minuty i mecz stanął na głowie
Po przerwie spotkanie długo nie przynosiło podobnych konkretów. W 59. minucie Augusto przejął piłkę jeszcze na własnej połowie i ruszył w stronę bramki Wigier. Wpadł w pole karne i wydawało się, że za moment sam zakończy akcję strzałem. Zdecydował się jednak zwolnić i szukać partnera. Ostatecznie cała akcja rozmyła się bez finalizacji.
Przez ponad godzinę Olimpia miała mecz pod kontrolą. Później wszystko zmieniło się bardzo szybko. W 73. minucie Wigry zaatakowały prawą stroną, a po dośrodkowaniu Kacper Noworyta dobrze odnalazł się w polu karnym i precyzyjnym strzałem głową doprowadził do remisu. Gospodarze nie zdążyli jeszcze na dobre poukładać gry po stracie prowadzenia, a już musieli rozpoczynać od środka po raz kolejny. Dwie minuty później, po stałym fragmencie, piłka trafiła w słupek, a do odbitej futbolówki dopadł Olaf Gohlike i z bliska wpakował ją do siatki. W kilka minut dobrze układający się mecz wymknął się Olimpii z rąk. Elblążanie cofnęli się zbyt głęboko, stracili wcześniejszą swobodę i pozwolili Wigrom nabrać przekonania, że przy Skrzydlatej można zgarnąć pełną pulę.
.
Końcówka zostawiła kontrowersje
Wiele emocji przyniosła jeszcze końcówka. W 82. minucie, przed kolejną bramką Wigier, w polu karnym upadł Witan. Bramkarz Olimpii wcześniej został trafiony kolanem w głowę przez jednego z zawodników gości. Gra nie została przerwana, a akcję zakończył Bartosz Baranowicz, podwyższając prowadzenie gości. Decyzja sędziego wywołała ogromne niezadowolenie, tym bardziej że, jak wynikało z informacji przekazanych po spotkaniu po konsultacji z opieką medyczną, Witan miał na kilka sekund stracić przytomność. Przy obecności VAR-u sytuacja z pewnością zostałaby poddana bardzo dokładnej analizie. Na poziomie III ligi takiej możliwości jednak nie ma.
Kilka minut później emocje wzrosły ponownie. Po zamieszaniu w polu karnym Wigier piłkę do siatki skierował Jakub Pieczarka. Tym razem arbiter dopatrzył się wcześniejszego przewinienia na jednym z zawodników gości i bramki nie uznał. Trudno nie zestawić obu sytuacji, nawet jeśli nie były identyczne. Przy jednej gra była kontynuowana mimo mocnego kontaktu z bramkarzem Olimpii, przy drugiej sędzia zdecydował się przerwać akcję gospodarzy. Tych decyzji już nic nie zmieni, ale „kontrowersje” to w tym przypadku wyjątkowo łagodne określenie.
Olimpia ostatecznie przegrała spotkanie, które przez znaczną część czasu wyglądało dla niej przyzwoicie. Pierwsza połowa przyniosła sporo dobrego futbolu i wystarczająco dużo okazji, żeby stworzyć sobie większą przewagę. Później przyszło jednak kilka minut dekoncentracji, po których Wigry nie wypuściły zwycięstwa z rąk. Dobre fragmenty czasami to zbyt mało. Trzeba jeszcze umieć zamknąć mecz, przetrwać słabszy moment i odpowiedzieć, kiedy rywal zaczyna przejmować inicjatywę. W sobotę skuteczniej zrobiły to Wigry.
.
Olimpia Elbląg - Wigry Suwałki 1:3 (1:0)
bramki: 1:0 - Branecki (32. min.), 1:1 - Noworyta (56. min.), 1:2 - Gohlike (75. min.), 1:3 - Baranowicz (82. min.)
.
Olimpia: Witan - Kiełtyka (75’ Kołoczek), Szczudliński, Wierzba, Czapliński, Pek, Święty (86’ Mruk), Augusto (61’ Krawczyk), Laszczyk (61’ Pieczarka), Kaczmarek (75’ Grączewski), Branecki