UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Niespodzianka w Łodzi!

 
Elbląg, Cezary Demianiuk walczył w Łodzi
Cezary Demianiuk walczył w Łodzi (fot. Michał Skroboszewski, arch. portEl.pl)

Skazywana na porażkę Olimpia Elbląg podjęła walkę z Widzewem Łódź. Żółto-biało-niebiescy pokazali olimpijski charakter i w końcówce meczu potrafili wyrwać faworytom cenny punkt. Jokerem w talii Adama Noconia okazał się Michał Kiełtyka. Widzew Łódź - Olimpia Elbląg 2:2. 

 Może w klubie nie ma za dużo pieniędzy. Może Widzew jest faworytem II ligi. Mogą przy A8 mówić, że najważniejsze w tym sezonie jest utrzymanie. A potem przychodzi taki mecz jak dziś. I wychodzi jedenastu facetów w białych strojach (bardziej precyzyjnie to 10 na biało i Madej na czarno) i pokazuje, że liczą się dwie rzeczy: ambicja i chęć do walki. Byli skazani na porażkę, ale półżartem można powiedzieć, że chyba nikt im o tym nie powiedział.

Olimpia rozpoczęła mecz z Widzewem schowana za podwójną gardą. Gra toczyła się głównie na połowie elblążan. Taktyka obrony Częstochowy ma to do siebie, że nie wybacza błędów. W przypadku elblążan sprawdzała się do 18 minuty. Wtedy gospodarze wykorzystali chwilę słabości żółto-biało-niebieskich. Marcin Robak uruchomił Adama Radwańskiego, który walczył o piłkę z Tomaszem Lewandowskim zbliżając się do pola karnego Olimpii. A do nich wybiegł Sebastian Madejski zostawiając pustą bramkę. I w tej pozornie niegroźnej sytuacji Adam Radwański przelobował bramkarza Olimpii i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.

Druga bramka dla Widzewa wisiała w powietrzu. Ale gospodarze popisywali się co najwyżej niedokładnością i niecelnymi strzałami. Co nie przeszkadzało im kontrolować wydarzeń na boisku i nie dopuszczać Olimpijczyków do rozegrania jakiejkolwiek akcji ofensywnej. Podopieczni Adama Noconia nastawili się na grę z kontry, ale mieli problem z wyjściem z szybkim atakiem. W tym momencie warto pochwalić Cezarego Demianiuka który walczył na skrzydle i Widzewiacy mieli dużo problemów z zatrzymaniem pomocnika Olimpii. Podobnie jak jesienią w tej rundzie najgroźniejszą bronią elblążan pozostają stałe fragmenty gry. Widzew mógł się o tym przekonać w końcówce pierwszej połowy kiedy po strzale Oleksija Prytuliaka, bliski wyrównania był Tomasz Lewandowski. Trzeba jednak przyznać że gospodarze powinni sobie trzy punkty zapewnić w pierwszych 45 minutach. Nie potrafili jednak swojej ogromnej przewagi przekuć na bramki. Nie sposób wymienić wszystkich okazji Widzewa, pamiętając o tym, że w większość strzałów była niecelna, a gospodarze mieli problem z elbląską obroną.

I w drugiej połowie otrzymali kolejną lekcję od Olimpijczyków na temat: 1:0 to nie jest bezpieczny wynik. Zaczęło się od tego, że w przerwie meczu podopieczni Adama Noconia doszli do wniosku, że Widzew nie jest taki mocny.

W drugiej połowie przewaga gospodarzy nie była już tak widoczna, a goście coraz śmielej zapuszczali się pod bramkę Wojciecha Pawłowskiego. Jeszcze w 66. minucie mogło być 2:0, kiedy to minimalnie niecelnie strzelał Henrik Ojamaa. W 75 minucie Olimpijczycy mieli szansę na wyrównanie, jednak nikt nie zamknął dobrze zapowiadającej się sytuacji. I w tym momencie rozpoczął się horror Widzewa.

Z punktu widzenia Olimpii to był scenariusz godny Alfreda Hitchcocka. Najpierw odrobina nadziei. W 77 minucie Oleksij Prytuliak znów z rzutu wolnego wrzuca piłkę w pole karne. Kończy się na rzucie rożnym. Ukrainiec dośrodkowuje piłkę w pole karne z rzutu rożnego. A tam sytuację wykorzystuje nie kto inny jak Kamil Wenger. I jest remis.

Ale to nie koniec emocji. Gospodarze potrzebują czterech minut żeby odzyskać prowadzenie. Ładny atak Widzewa kończy podanie Łukasza Kosakiewicza do Marcina Robaka. I najlepszy strzelec II ligi dopisuje kolejnego gola.

Olimpia na łopatkach? Ależ skąd. Adam Nocoń nie ma na ławce rezerwowych zbyt dużego wyboru. Decyduje się na nietypową zmianę: Michał Kiełtyka zmienia Michała Millera. Kolejny obrońca wpuszczony na murawę, gdy nie ma potrzeby bronić wyniku? Nic podobnego. W roli bohatera drugoplanowego odnajduje się Klaudiusz Krasa, podaje do Dawida Morysa (również zameldował się na murawie przed chwilą), ten wypatruje Michała Kiełtykę w zamieszaniu w polu karnym, podanie. I obrońca Olimpii strzela bramkę na wagę remisu. Mecz kończy Sebastian Madejski łapiąc piłkę po strzale jednego z Widzewiaków z rzutu wolnego.

W następnym tygodniu Olimpia podejmuje na własnym boisku GKS Katowice.

 

Widzew Łódź – Olimpia Elbląg 2:2 (1:0)

Bramki: 1:0 – Radwański (18. min.), 1:1 – Wenger (78. min.), 2:1 – Robak (82. min.), 2:2 – Kiełtyka (89. min.)

 

Olimpia: Madejski – Sedlewski, Lewandowski, Wenger, Balewski (87' Morys), Krasa, Kuczałek, Prytuliak, Demianiuk, Miller (85' Kiełtyka), Brychlik

 

Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg

SM
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama