Sieradzka masakra piłą mechaniczną

Są mecze trzymające w napięciu od wyrównanej walki, są też takie, które przypominają jednostronny, chłodny, uporządkowany i bezlitosny wykład gry w piłkę nożną. Środowy wieczór w Sieradzu należał do tej drugiej kategorii. Profesorem była Warta, uczniem Olimpia.
Gospodarze rozegrali spotkanie niemal podręcznikowe. Najpierw wrzucili jedynkę, potem dwójkę, potem trójkę… i to do przerwy. Nie musieli już później w zasadzie wcale przyspieszać, bo Olimpii w pierwszej połowie nie było. “Nie dojechała”. Bezbarwna, bezzębna, bezradna.
Pierwszy cios już w 4 minucie. Trubnikov zagrał wzdłuż bramki, akcję zamknął Piotr Mielczarek i zrobiło się niewesoło po stronie elblążan. Olimpia pozostawała nieśmiała, realnie w ogóle nie zagrażała wiceliderowi.
Drugi “gong”, autorstwa Olega Trubnikova, był golem niezwykłej urody. Uderzenie z dystansu, precyzyjne, efektowne, niemal demonstracyjne. Warta prowadziła, kontrolowała przestrzeń, tempo i emocje. Olimpia natomiast sprawiała wrażenie zespołu, który przyjechał na egzamin bez przygotowania.
Trzeci gol? Samobójczy. W sumie dopełnił obrazu bezradności Olimpii. Nic, totalnie nic się nie układało. Nawet szczęścia elblążanie nie mieli, ale szczęściu trzeba najpierw pomóc… dobrą grą albo chociaż próbą rywalizacji. Olimpia miała jedynie pojedyncze zrywy, był rzut rożny, groźna główka, krótkie momenty, gdy piłka krążyła wokół pola karnego gospodarzy, ale wszystko to pozostawało jedynie echem, które ani przez moment nie przerodziło się w prawdziwy głos.
Żółto-biało-niebiescy w drugiej części meczu zaczęli w końcu grać w piłkę nożną, dodatkowo ambicja się uwidoczniła. Były próby, było więcej odwagi, było coś, czego wcześniej brakowało. Była poprzeczka po strzale Sarnowskiego po rzucie rożnym, był gol dający nadzieję, była wreszcie kontrowersja z 84. minuty, po której być może należało podyktować rzut karny. To był moment, w którym mecz mógł jeszcze zadrżeć. Ostatecznie, nawet to wszystko było za mało, żeby chociaż wygrać drugą część meczu. Warta, nawet jeśli na moment oddała inicjatywę, nie straciła kontroli nad losem tego spotkania.
Sama końcówka natomiast wręcz cyniczna. Gdy Olimpia próbowała jeszcze szarpać, jeszcze wierzyć, jeszcze coś urwać z tego wieczoru, przyszła ostatnia akcja meczu, która nie pozostawiła żadnych złudzeń. Czwarty gol dla gospodarzy był jak gwóźdź do trumny.
Ostatecznie zasłużone zwycięstwo Warty, nie ma wątpliwości, nie ma dyskusji. Pierwsza połowa ustawiła ten mecz bez większych niedomówień. Trzy gole, potem już nie trzeba było przyspieszać. Olimpia zdecydowanie słabsza.
Warta Sieradz - Olimpia Elbląg 4:1 (3:0)
1:0 - Mielczarek (4. min.), 2:0 - Trubnikov (16. min.), 3:0 - samobójcza (37. min.), 3:1 - Wierzba (72. min.), 4:1 - Przybyła (90 + 5 min.)
Olimpia: Kossakowski - Szczudliński (46’ Krawczyk) Wierzba, Sarnowski, Pek (46’ Młynarczyk), Kondracki (46’ Karbownik), Czernis (66’ Czapliński), Kołoczek, Sznajder, Kordykiewicz (89’ Turulski), Kozera
qba