Ani wieńce, ani kwiaty

Plakaty, transparenty, wspólne śpiewanie piosenek, bitowanie, a przede wszystkim dyskusja o tym, co dla nich najważniejsze, czego chcieliby od życia. Tak wyglądała dzisiejsza (29 sierpnia), symboliczna „strefa okupacyjna” pod Ratuszem Staromiejskim, która została opanowana przez młodzież. Zobacz fotoreportaż.
– Piszemy wszystko, co nam przyjdzie do głowy. Skupiliśmy się na szkole, na naszych zainteresowaniach i na tym, w jaki sposób przekuć to potem w przyszłą pracę, to znaczy w jaki sposób pogodzić szkołę z zainteresowaniami – mówił Damian Ciachorowski, jeden ze „strajkujących”, pracujący nad zagadnieniem edukacji. – Bo na czym to wszystko polega? Mamy kształcić bezrobotnych magistrów, studiujących coś, co ich totalnie nie interesuje czy „iść w coś”, co interesuje? Moim zdaniem młodzi boją się próbować realizować swoje marzenia i walczyć o swoje szanse. Mają bariery, nikt im nie pomaga.
– To jest nasza przyszłość, co byśmy chcieli zmienić, co nam się podoba, jakie mamy wartości, nie jesteśmy niczym ograniczeni. Stawiamy na edukację, na nasz rozwój, naszą wartością jest rodzina, a także jej utrzymanie i to, że chcielibyśmy żyć w naszym kraju – opowiadała Patrycja Gdula, uczestniczka dyskusji. – Dzisiaj jest taki dzień, że czujemy ten zryw, przynajmniej ja go czuję. Spotykamy się z przypadkowymi ludźmi, rozmawiamy na temat przyszłości, niekoniecznie z osobami, z którymi przebywamy na co dzień, co jest niesamowicie fajne.
– Oceniam dzisiejsze działania absolutnie pozytywnie. Wszystkie rewolucje, jakiekolwiek świat przechodził organizowali młodzi ludzie. My też byliśmy w tamtych czasach młodzi, chciało nam się walczyć, chciało nam się „dobijać” o swoje – mówił Jan Fiodorowicz, przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” w Elblągu. – Myślę, że podstawową potrzebą jaką mają młodzi ludzie jest praca, za tym idzie wszystko. Dzisiaj absolutnie jest potrzebna nie tylko Solidarność, ale znów wielki zryw, żeby chciało się w tym kraju żyć, żeby z Polski nie wyjeżdżali młodzi ludzie i nie mówili „A ja tu nic nie widzę, nie mam szansy, biorę pakuję walizki i wyjeżdżam”. Musimy zrobić wszystko, aby zatrzymać młodych, żeby chcieli pozostać w tym kraju i go kochali.
Jednym z organizatorów jest Elbląski Oddział Abstrakcyjny, który coraz bardziej wpisuje się w tożsamość kulturalną Elbląga.
– Wraz z kolejnymi imprezami staramy się włączać w takie inicjatywy i cieszymy się, że Departament Kultury stara się te imprezy organizować tak, żeby zawsze był ten element edukacyjny, innowacyjny, właśnie dla młodzieży. Motyw wieńców czy kwiatów jest bardzo ważny i ja tego nie neguję, ale to nie przemawia to do młodych. Ta strefa okupacyjna to coś zupełnie innego. Fajnie, że wszelkie imprezy miejskie są w jakiś sposób dostosowane do nas, do młodych – mówił Kamil Zimnicki z Elbląskiego Oddziału Abstrakcyjnego, który niedawno świętował swoją pierwszą rocznicę powstania. – Ten rok pokazał nam, że ludzie powoli zaczynają przyzwyczajać się do tego, że wszelkie imprezy są bogatsze, są ciekawsze, że nie są zamykane w pewnych schematach, dostosowywane do współuczestnictwa mieszkańców.
W czasie „strajku” młodych odwiedził sam Lech Wałęsa, który udał się do Ratusza Staromiejskiego aby m.in. otworzyć wystawę „Co nam dała Solidarność? Solidarność oczami młodych”.
– Podobała mi się interakcja młodych z Lechem Wałęsą, kiedy on ich troszkę podpuszczał, trochę ironizował na ten temat mówiąc o tym, że tylko żądają, a co dadzą w zamian? Jednakże, gdy robotnicy buntowali się w roku 80. to nie mówili o tym, co zrobią, a o tym, czego chcą od władzy. To ona miała coś dać robotnikom, przede wszystkim zmienić coś w tej rzeczywistości, która była koszmarna – mówił o spotkaniu młodych z Lechem Wałęsą Leszek Sarnowski, dyrektor Departamentu Kultury Urzędu Miejskiego w Elblągu. – Może te postulaty są niezgrabne czy naiwne, ale są własne, autentyczne i myślę, że ci młodzi to czują. W tym sensie wydaje mi się, że nasz pomysł się sprawdził, bo chodziło tu o próbę nawiązania do tego, co stało się 32 lata temu. Na szczęście ten protest i strajk był symboliczny, wtedy może nie było tak wesoło i barwnie, choć bywało. Mnie cieszy to, że przyszli młodzi ludzie, którzy są aktywni, wrażliwi i otwarci, którzy czegoś chcą od życia i jakoś próbują to swoje miejsce znaleźć.
Marta Wiloch