Czy przyjedzie szeryf na białym koniu? (opinia nadesłana)

Za nami udane referendum i odwołanie władz miasta. Minął zaledwie tydzień, a na łamach elbląskich mediów zaczyna się festiwal żywo przypominający kampanię z 2010 roku. Obietnic i zapewnień ciąg dalszy. Przerwa była krótsza niż zwykle, bo nie czteroletnia. Czytając sprawozdania z konferencji prasowych, felietony i artykuły, przypomina mi się czechosłowacki film z 1964 r. „Lemoniadowy Joe”.
Dla młodszego pokolenia mała informacja, jest to nonsensowna parodia westernu nakręcona przez komunistycznych Czechów. Występuje w nim „czarny charakter” rządzący miasteczkiem, niedogolony, w czarnym garniturze i czarnym kapeluszu, ze srebrnymi coltami, pijący whisky. Mieszkańcy są przez niego terroryzowani. Nagle pojawia się wybawiciel na białym koniu, ubrany na biało, w białym kapeluszu, ze złotymi coltami, pijący tylko lemoniadę. Zaczyna się walka.
Czytając wspomniane już sprawozdania i felietony, czekamy już tylko na Lemoniadowego Joe, który przyjedzie i wszystko wszystkim da. Zastanawia mnie tylko jedno, działacze i felietoniści zapominają o bardzo ważnym fakcie. W sytuacji obowiązującego budżetu, żeby komuś dać, trzeba komuś zabrać. Komu damy, jest powiedziane, nie powiedziano natomiast, komu zabierzemy? Obiecuje się wiele, nie patrząc na to, że budżet to pieniądze z podatków (wzrost bezrobocia to mniej wpływów do budżetu) oraz z dotacji i subwencji przekazywanych przez Państwo. Planowany przez Rząd wzrost PKB na 2013 rok zakładany był na poziomie 2,2 proc. (MFW – 1,75 proc.) i do niego konstruowano budżety miast. Niestety, okazuje się, że wzrost został przeszacowany i prawdopodobnie wyniesie 1,3 proc., co spowoduje zmniejszenie dotacji i subwencji na zadania zlecone oraz udziału w podatkach. Wynika z tego, że różnicę będą musiały dołożyć gminy (miasta). Zastanawiam się, skąd Lemoniadowy Joe weźmie pieniądze?
Ale odłóżmy na chwilę sprawy budżetu. Są w programach całkowicie niezrozumiałe, wzajemnie wykluczające się pomysły, wręcz paradoksalne. Czytam bowiem: „Jednocześnie będziemy aktywniej współpracować z miastami partnerskimi szczególnie z Kaliningradem.” A kilka linijek niżej: „Zmienimy nazwę Ronda Kaliningrad!” Dużo zapłacę, żeby zobaczyć, jak pomysłodawcy będą tłumaczyć deputowanym Kaliningradu, dlaczego zmienili nazwę Ronda Kaliningrad, a pozostawili nazwę Ronda Compiegne (miasto partnerskie we Francji).
Zastanawiające jest też autorytatywne stwierdzenie „będziemy kontynuować rozpoczęte remonty dróg, doprowadzimy do ich przyspieszenia; inwestor wykona ułatwienia komunikacyjne – dojścia i dojazdy do sklepów i firm” – na czyj koszt? Inwestora czy miasta? Przyspieszenie? Przecież są jakieś harmonogramy. Każda zmiana w umowie, każda przeszkoda, nieprzewidziana trudność to znaczne zwiększenie kosztu inwestycji, która i tak jest znaczącą pozycją w budżecie miasta. O tym trzeba pamiętać.
Osobiście cieszy mnie pomysł: „Podejmiemy działania wspierające budowę małych, osiedlowych basenów”. Mieszkałem w Niemczech, zwiedziłem wiele krajów i cieszy mnie to dlatego, że będziemy chyba jedynym miastem w Europie z takim rozwiązaniem. Oczywiście pomijam miasta, gdzie jedna dzielnica jest większa w liczbie mieszkańców od Elbląga.
Jestem również bardzo zadowolony z pomysłu: „doprowadzimy do obniżenia opłat za wywóz śmieci”. Każda obniżka cieszy. Ale byłem przekonany, że cena za tzw. „wywóz śmieci” będzie kalkulowana na podstawie przetargów z firmami, które je odbierają? Jeśli aktualna kalkulacja jest dobra, to kto dopłaci firmom? Deklaracja bardzo ryzykowna. Jedno jest pewne, każdy w proponowanych programach znajdzie coś dla siebie.
Zastanawiający jest fakt, że żaden z zapytanych przeze mnie działaczy nie umiał odpowiedzieć, jaki jest faktyczny stan finansów miasta. Może być tak, że zmniejszenie wpływów z podatków, subwencji i dotacji będzie skutkowało korektą budżetu po stronie przychodów. Rozpoczęte inwestycje i wydatki stałe pozostaną. Zostanie przekroczony ustawowy próg zadłużenia i do Urzędu wejdzie komisarz, tego nikt na razie nie mówi. Licytacja obietnic trwa, czekam na dalsze.
Czytając wspomniane już sprawozdania i felietony, czekamy już tylko na Lemoniadowego Joe, który przyjedzie i wszystko wszystkim da. Zastanawia mnie tylko jedno, działacze i felietoniści zapominają o bardzo ważnym fakcie. W sytuacji obowiązującego budżetu, żeby komuś dać, trzeba komuś zabrać. Komu damy, jest powiedziane, nie powiedziano natomiast, komu zabierzemy? Obiecuje się wiele, nie patrząc na to, że budżet to pieniądze z podatków (wzrost bezrobocia to mniej wpływów do budżetu) oraz z dotacji i subwencji przekazywanych przez Państwo. Planowany przez Rząd wzrost PKB na 2013 rok zakładany był na poziomie 2,2 proc. (MFW – 1,75 proc.) i do niego konstruowano budżety miast. Niestety, okazuje się, że wzrost został przeszacowany i prawdopodobnie wyniesie 1,3 proc., co spowoduje zmniejszenie dotacji i subwencji na zadania zlecone oraz udziału w podatkach. Wynika z tego, że różnicę będą musiały dołożyć gminy (miasta). Zastanawiam się, skąd Lemoniadowy Joe weźmie pieniądze?
Ale odłóżmy na chwilę sprawy budżetu. Są w programach całkowicie niezrozumiałe, wzajemnie wykluczające się pomysły, wręcz paradoksalne. Czytam bowiem: „Jednocześnie będziemy aktywniej współpracować z miastami partnerskimi szczególnie z Kaliningradem.” A kilka linijek niżej: „Zmienimy nazwę Ronda Kaliningrad!” Dużo zapłacę, żeby zobaczyć, jak pomysłodawcy będą tłumaczyć deputowanym Kaliningradu, dlaczego zmienili nazwę Ronda Kaliningrad, a pozostawili nazwę Ronda Compiegne (miasto partnerskie we Francji).
Zastanawiające jest też autorytatywne stwierdzenie „będziemy kontynuować rozpoczęte remonty dróg, doprowadzimy do ich przyspieszenia; inwestor wykona ułatwienia komunikacyjne – dojścia i dojazdy do sklepów i firm” – na czyj koszt? Inwestora czy miasta? Przyspieszenie? Przecież są jakieś harmonogramy. Każda zmiana w umowie, każda przeszkoda, nieprzewidziana trudność to znaczne zwiększenie kosztu inwestycji, która i tak jest znaczącą pozycją w budżecie miasta. O tym trzeba pamiętać.
Osobiście cieszy mnie pomysł: „Podejmiemy działania wspierające budowę małych, osiedlowych basenów”. Mieszkałem w Niemczech, zwiedziłem wiele krajów i cieszy mnie to dlatego, że będziemy chyba jedynym miastem w Europie z takim rozwiązaniem. Oczywiście pomijam miasta, gdzie jedna dzielnica jest większa w liczbie mieszkańców od Elbląga.
Jestem również bardzo zadowolony z pomysłu: „doprowadzimy do obniżenia opłat za wywóz śmieci”. Każda obniżka cieszy. Ale byłem przekonany, że cena za tzw. „wywóz śmieci” będzie kalkulowana na podstawie przetargów z firmami, które je odbierają? Jeśli aktualna kalkulacja jest dobra, to kto dopłaci firmom? Deklaracja bardzo ryzykowna. Jedno jest pewne, każdy w proponowanych programach znajdzie coś dla siebie.
Zastanawiający jest fakt, że żaden z zapytanych przeze mnie działaczy nie umiał odpowiedzieć, jaki jest faktyczny stan finansów miasta. Może być tak, że zmniejszenie wpływów z podatków, subwencji i dotacji będzie skutkowało korektą budżetu po stronie przychodów. Rozpoczęte inwestycje i wydatki stałe pozostaną. Zostanie przekroczony ustawowy próg zadłużenia i do Urzędu wejdzie komisarz, tego nikt na razie nie mówi. Licytacja obietnic trwa, czekam na dalsze.
Sławomir Kula (SLD)