Gdy lód się załamie

Drabina, kolce lodowe, linka asekuracyjna, sanie czy rzutka ratownicza – to wszystko może uratować życie osobie, pod którą załamał się lód i która wpadła do wody. Najczęściej jednak w sytuacji zagrożenia nie mamy przy sobie takiego specjalistycznego sprzętu, warto więc pamiętać, że na ratunek można pospieszyć nawet z gałęzią, wiosłem, deską czy z szalikiem. Ważne, by zadbać o bezpieczeństwo własne, a następnie sprawnie wyciągnąć osobę tonącą na brzeg. Zobacz fotoreportaż i film z pokazu ratownictwa lodowego.
Dziś (5 marca) na terenie kompleksu gastronomiczno-rekreacyjnego Nowa Holandia odbył się pokaz ratownictwa lodowego w wykonaniu ratowników WOPR oraz strażaków. Obserwatorami byli uczniowie szkół powiatu elbląskiego.
- O tej porze roku lód staje się bardzo zdradliwy – ostrzega Stanisław Chomentowski z EL WOPR. - Słońce, wiatr, podwyższona temperatura osłabiają jego pokrywę i nawet w miejscach, gdzie przedtem chodziliśmy czy ludzie poruszali się samochodem, robi się niebezpiecznie. Na niebezpieczeństwo najbardziej narażone są dzieci oraz wędkarze, ale każdego może ponieść fantazja – dodaje ratownik - wyjdzie na lód i okaże się, że ten lód się załamie.
Ratownicy WOPR oraz strażacy w kilku scenkach pokazali najmłodszym, w jaki sposób zachować się, gdy sami znajdziemy się w wodzie, jak również wtedy, gdy widzimy osobę, która potrzebuje pomocy. Specjaliści korzystali ze sprzętu, w ruch poszły sanie lodowe, kolce, rzutka ratownicza. Jednak w sytuacji zagrożenia najczęściej nie mamy pod ręką takiego ekwipunku. Jak sobie wówczas poradzić?
- Podstawowa zasada: autoratownictwo – mówi Stanisław Chomentowski. - Na lód nie powinno się wychodzić , gdy pokrywa robi wrażenie słabszej, gdy lód trzeszczy i pęka. Warto mieć w ręku coś długiego np. kijek narciarski, wiosło czy zwykłą gałąź, coś, co da opór, gdy wpadniemy do wody. Warto mieć także przy sobie gwizdek, którego dźwięk jest głośniejszy niż wołanie o pomoc. Warto również mieć kolce, nawet takie zrobione ze starych śrubokrętów połączonych sznurkiem.
- Gdy lód pod nogami zaczyna trzeszczeć i zrobi się niebezpiecznie, należy położyć się i czołgać, starając się przywierać do powierzchni lodu całym ciałem, a nie pokonywać odcinek do brzegu podpierają się na kolanach i łokciach – zastrzega ratownik. – Można się też turlać, jednak zawsze w kierunku, z którego przyszliśmy, bowiem tam lód jest już sprawdzony.
A jak pomóc osobie, która wpadła do wody?
- Powinno się podsunąć do takiej osoby i podepchnąć bądź rzucić jej coś, czego się przytrzyma – instruuje Stanisław Chomentowski. – Może to być żerdź, kij, gałąź, szalik. Akcję ratunkową musimy prowadzić tak, by nie narażać siebie na niebezpieczeństwo. Najlepiej, gdy na lód podczołgamy się z zabezpieczeniem linowym. Wówczas ratownikom stojącym na brzegu będzie łatwiej nas i osobę ratowaną wyciągnąć.
Ratownik zaleca jednak przede wszystkim ostrożność „przed”.
- Nie należy już wchodzić na lód, bo staje się coraz cieńszy – mówi Chomentowski. – Najbezpieczniej jest się bawić na sztucznym lodowisku, ale gorzej z wędkarzami, którzy lubią łowić pod lodem.
Wędkarz, nawet ciepło ubrany, który oddaje się swojej pasji na tafli, smagany wiatrem, narażony na niską temperaturę już na powierzchni wstępnie się wychładza. Prawdziwy dramat może rozpocząć się w wodzie.
- W wodzie o temperaturze 0 stopni Celsjusza człowiek jest w stanie przeżyć 15-30 minut – mówi ratownik. – Ale to też zależy od stanu zdrowia. Osoba schorowana ma mniejsze szanse.
Ratownicy WOPR oraz strażacy często odbywają ćwiczenia ratownictwa lodowego. Organizują również pokazy dla dzieci. W dzisiejszym uczestniczyły m.in. piątoklasistki ze Szkoły Podstawowej w Węzinie.
- Nie wchodzimy na lód na rzeczkach czy innych zbiornikach, bo to jest bardzo niebezpieczne – przyznały Zuzanna Kochańska i Ewelina Kozłowska. - Ale wiemy, jak się zachować w sytuacji niebezpiecznej – zapewniały. - Trzeba wołać o pomoc i szukać kłody, gałęzi, by pomóc tonącemu i wyciągnąć go na brzeg. Dzwonimy szybko po pogotowie, straż. Wiedziałyśmy o tym wcześniej, ale dziś też dużo się nauczyłyśmy.
Pokaz został dofinansowany ze środków PO FIO w ramach realizowanego projektu pn."Bezpieczna przyszłość".
- O tej porze roku lód staje się bardzo zdradliwy – ostrzega Stanisław Chomentowski z EL WOPR. - Słońce, wiatr, podwyższona temperatura osłabiają jego pokrywę i nawet w miejscach, gdzie przedtem chodziliśmy czy ludzie poruszali się samochodem, robi się niebezpiecznie. Na niebezpieczeństwo najbardziej narażone są dzieci oraz wędkarze, ale każdego może ponieść fantazja – dodaje ratownik - wyjdzie na lód i okaże się, że ten lód się załamie.
Ratownicy WOPR oraz strażacy w kilku scenkach pokazali najmłodszym, w jaki sposób zachować się, gdy sami znajdziemy się w wodzie, jak również wtedy, gdy widzimy osobę, która potrzebuje pomocy. Specjaliści korzystali ze sprzętu, w ruch poszły sanie lodowe, kolce, rzutka ratownicza. Jednak w sytuacji zagrożenia najczęściej nie mamy pod ręką takiego ekwipunku. Jak sobie wówczas poradzić?
- Podstawowa zasada: autoratownictwo – mówi Stanisław Chomentowski. - Na lód nie powinno się wychodzić , gdy pokrywa robi wrażenie słabszej, gdy lód trzeszczy i pęka. Warto mieć w ręku coś długiego np. kijek narciarski, wiosło czy zwykłą gałąź, coś, co da opór, gdy wpadniemy do wody. Warto mieć także przy sobie gwizdek, którego dźwięk jest głośniejszy niż wołanie o pomoc. Warto również mieć kolce, nawet takie zrobione ze starych śrubokrętów połączonych sznurkiem.
- Gdy lód pod nogami zaczyna trzeszczeć i zrobi się niebezpiecznie, należy położyć się i czołgać, starając się przywierać do powierzchni lodu całym ciałem, a nie pokonywać odcinek do brzegu podpierają się na kolanach i łokciach – zastrzega ratownik. – Można się też turlać, jednak zawsze w kierunku, z którego przyszliśmy, bowiem tam lód jest już sprawdzony.
A jak pomóc osobie, która wpadła do wody?
- Powinno się podsunąć do takiej osoby i podepchnąć bądź rzucić jej coś, czego się przytrzyma – instruuje Stanisław Chomentowski. – Może to być żerdź, kij, gałąź, szalik. Akcję ratunkową musimy prowadzić tak, by nie narażać siebie na niebezpieczeństwo. Najlepiej, gdy na lód podczołgamy się z zabezpieczeniem linowym. Wówczas ratownikom stojącym na brzegu będzie łatwiej nas i osobę ratowaną wyciągnąć.
Ratownik zaleca jednak przede wszystkim ostrożność „przed”.
- Nie należy już wchodzić na lód, bo staje się coraz cieńszy – mówi Chomentowski. – Najbezpieczniej jest się bawić na sztucznym lodowisku, ale gorzej z wędkarzami, którzy lubią łowić pod lodem.
Wędkarz, nawet ciepło ubrany, który oddaje się swojej pasji na tafli, smagany wiatrem, narażony na niską temperaturę już na powierzchni wstępnie się wychładza. Prawdziwy dramat może rozpocząć się w wodzie.
- W wodzie o temperaturze 0 stopni Celsjusza człowiek jest w stanie przeżyć 15-30 minut – mówi ratownik. – Ale to też zależy od stanu zdrowia. Osoba schorowana ma mniejsze szanse.
Ratownicy WOPR oraz strażacy często odbywają ćwiczenia ratownictwa lodowego. Organizują również pokazy dla dzieci. W dzisiejszym uczestniczyły m.in. piątoklasistki ze Szkoły Podstawowej w Węzinie.
- Nie wchodzimy na lód na rzeczkach czy innych zbiornikach, bo to jest bardzo niebezpieczne – przyznały Zuzanna Kochańska i Ewelina Kozłowska. - Ale wiemy, jak się zachować w sytuacji niebezpiecznej – zapewniały. - Trzeba wołać o pomoc i szukać kłody, gałęzi, by pomóc tonącemu i wyciągnąć go na brzeg. Dzwonimy szybko po pogotowie, straż. Wiedziałyśmy o tym wcześniej, ale dziś też dużo się nauczyłyśmy.
Pokaz został dofinansowany ze środków PO FIO w ramach realizowanego projektu pn."Bezpieczna przyszłość".
Agata Janik