UWAGA!

----

Ostatkowe zwyczaje i szaleństwa

Ostatnie dni karnawału – od tłustego czwartku do wtorku, zwanego w Polsce „śledzikiem”, zwane były powszechnie zapustami i mięsopustem. W tym czasie obżarstwu i zabawom w karczmach oraz w domach nie było końca. Tańczono do upadłego…i to dosłownie.

Poziom zabaw u schyłku karnawału zależał oczywiście od stanu majątkowego danego środowiska, ale bawili się wszyscy, bo nawet chłopi mieli czas wolny od prac polowych. Typową rozrywką zapustową w dawnych czasach były maskarady, przebieranki i tańce, które stanowiły swego rodzaju symbol odrodzenia i przebudzenia do życia po długiej zimie. Hulanki i żarty często przekraczały zwykłą miarę, przeciw czemu niejednokrotnie wypowiadał się Kościół.
      
       Damsko-męskie przebieranki
      
Jak wykazują badania etnografów, dla zabaw zapustnych charakterystyczne było przebieranie się w kostium, szczególnie mężczyzn w kobiecy i odwrotnie. Opis takich zabaw znaleźć można w kościelnych statutach, o czym pisał m.in. biskup sambijski Michał w 1444 r. (Sambia to dawna nazwa krainy historycznej, zamieszkałej przez jedno z plemion pruskich, na obszarze obecnego obwodu kaliningradzkiego):
       „…dowiedzieliście się o wielorakim zgorszeniu [...], które się bierze z zabaw z maskami i nieprzyzwoitych widowisk urządzanych w czasie karnawału. Niejeden bowiem w infule z pastorałem i w szatach pontyfikalnych błogosławi na ulicach jak biskup, inni przebrani za królów lub książęta, inni z żartami z maskarad, inni, wyprawiając tańce i pląsy kobiet i mężczyzn, wciągają ludzi do zabawy”.
       Podobnie w statucie poznańskim biskupa Andrzeja z Gosławic z 1420 r. napisano: „[...] ponieważ w czasie karnawału ma miejsce wiele czarów i wiele zabobonnych praktyk, zmuszajcie lud, by porzucił je, a także wyuzdany obyczaj przebierania się mężczyzn za kobiety, a kobiet za mężczyzn”.
       Sugestie te wyraźnie wskazują na chęć wyrugowania z obyczajów towarzyszących ostatkowym zabawom praktyk magicznych, które są sprzeczne z chrześcijańskimi zasadami. Jednak rygorystyczne wprowadzenie ściśle przestrzeganego Wielkiego Postu spowodowało, że wśród ludu świadomość mającego nadejść okresu różnorakich wyrzeczeń spotęgowała szaleństwa zabaw zapustowych.
      
       Pląsy do utraty świadomości
      
Słowiańska nazwa tańca, czyli „pląs” pochodzi od określenia na klaskanie w dłonie (plesat), które podkreślało rytm tańca. Jak podkreślają etnografowie, pląsy zbiorowe polegały na tworzeniu korowodu (łańcucha) zamkniętego lub otwartego, poruszającego się w rytm muzyki, śpiewu lub klaskania. Czasem, zwłaszcza podczas zbiorowej zabawy na weselach czy z okazji jarmarków, taniec urozmaicano występami wędrownych kuglarzy i błaznów. Przy czym taniec dworski był znacznie bardziej dostojny niż spontaniczne i niczym nieokiełznane wyczyny pochodzących z chłopstwa tancerzy, którzy skakali, tupali, wykonywali „nieobyczajne” gesty i spoufalali się, trzymając się za ręce. Na koniec spoceni, padali na ziemię ze zmęczenia. W tej sytuacji nie może dziwić, że tak obchodzone ostatki gorszyły elity z wyższym duchowieństwem na czele, gdyż, co warte podkreślenia, uczestnicy zabaw nie omijali żadnych miejsc, o czym może świadczyć pojawiający się od XIII wieku w ustawodawstwie kościelnym zakaz tańca w kościołach i na cmentarzach przykościelnych.
       W uroczystym nauczaniu potwierdził te zakazy papież Klemens V na Soborze Vienneńskim, stwierdzając dodatkowo: „wielu tak duchownych, jak i świeckich zwłaszcza w wigilie niektórych świąt, gdy powinni oddawać się modlitwie, nie wzdraga się tańczyć rozwiąźle nawet na przykościelnych cmentarzach, śpiewać pieśni i dopuszczać się wielu wybryków. Za tym idzie bezczeszczenie kościoła i cmentarza oraz rozmaite niegodziwe przestępstwa. Zakłóca to liturgię przez obrazę majestatu i zgorszenie obecnego przy tym ludu”.
      
       Z klockiem u szyi
      
Pewne zabawy i zwyczaje zapustowe poza charakterem matrymonialnym miały też za zadanie piętnować zachowania i postawy odstające od powszechnie akceptowalnych norm, do których należał m.in. wybór stanu cywilnego. W związku z tym, że system feudalny ograniczał dobór małżeński chłopów, a panowie rzadko zezwalali na małżeństwa swych poddanych z kimś spoza własnych włości, dla wielu kobiet, które nie wyszły za mąż, jedyną alternatywą pozostawał klasztor, gdyż tzw. „stare panny” były powszechnie lekceważone, a nawet ośmieszane podczas karnawałowych zabaw. Dotyczyło to zwłaszcza dziewcząt, które w czasie zapustów nie wyszły za mąż. Przyczepiano im drewniane klocki za to, że nie chciały dźwigać jarzma małżeńskiego, śpiewając przy tym: „U której panny w tym roku, Mąż nie będzie podle boku, Taka musi już kloc ciągnąć, Albo kury z kwoką lągnąć”.
      
       Kulminacją zabaw był wtorek zapustny, ostatni dzień przedmościa, zwany potocznie „śledzikiem”. O północy wszystko cichło, sprzątano jedzenie ze stołu i podawano symbolizujące początek Wielkiego Postu ryby. W ciągu następnych 40 dni radość wracała na krótko, wyjątkowo w niedzielę Laetare (czwarta niedziela Wielkiego Postu), gdy świętowano pożegnanie zimy i początek roku rolniczego. Do radosnego świętowania powracano ponownie w Wielkanoc.
      
       Źródło: „Obyczaje w Polsce. Od Średniowiecza do czasów współczesnych”, A. Chwalba (red.), PWN, Warszawa 2008.
      
mk

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama