Teraz ja - Przereklamowane walentynki

14 lutego nadchodzi wielkimi krokami – to już najbliższy poniedziałek. Uskrzydlone aniołki, ogromne, czerwone serca, pluszowe misie, kwiatuszki, słodkie wierszyki i towarzysząca temu atmosfera lukru, czułości i miłości.
Nazwa „Walentynki” pochodzi od świętego Walentego, patrona zakochanych, który słynął m.in. z tego, iż udzielał ślubu właśnie zakochanym.
Walentynki mają wielu zwolenników, jak i przeciwników. Z pewnością jest bardzo romantyczne wysyłanie durnowatych wierszyków znalezionych w internecie, np. takich:
„W Dniu Świętego Walentego / Masz życzenia z serca mego! / Od początku znajomości / w moim sercu stale gościsz / I zostaniesz tam do końca, / Bo to rzecz nieustająca / To dla Ciebie Misiu, Wszystkiego Najlepszego.”
Rozsyłanie wszędzie, gdzie się da, tylko po to, aby udowodnić światu „jak bardzo jest się szczęśliwym”.
W Walentynki rośnie sprzedaż. Podejrzewam, że handlowcy już zacierają ręce, aby zbijać kokosy na zakochanych parach.
Pytanie jest następujące: czy powinniśmy swobodnie pozwalać na amerykanizację naszego kraju i oddać się głupkowatej zabawie 14 lutego? Dla konserwatystów mam dobrą wiadomość: proponuję poczekać jeszcze trochę i 21 czerwca podjechać do Bażantarni i urządzić sobie noc Kupały - NASZE, słowiańskie święto miłości. Jak informuje Wikipedia: „obecnie, jako rodzime święto zakochanych, noc Kupały stanowi propozycję alternatywną dla zachodnich walentynek”.
A jakie jest wasze zdanie?
Walentynki mają wielu zwolenników, jak i przeciwników. Z pewnością jest bardzo romantyczne wysyłanie durnowatych wierszyków znalezionych w internecie, np. takich:
„W Dniu Świętego Walentego / Masz życzenia z serca mego! / Od początku znajomości / w moim sercu stale gościsz / I zostaniesz tam do końca, / Bo to rzecz nieustająca / To dla Ciebie Misiu, Wszystkiego Najlepszego.”
Rozsyłanie wszędzie, gdzie się da, tylko po to, aby udowodnić światu „jak bardzo jest się szczęśliwym”.
W Walentynki rośnie sprzedaż. Podejrzewam, że handlowcy już zacierają ręce, aby zbijać kokosy na zakochanych parach.
Pytanie jest następujące: czy powinniśmy swobodnie pozwalać na amerykanizację naszego kraju i oddać się głupkowatej zabawie 14 lutego? Dla konserwatystów mam dobrą wiadomość: proponuję poczekać jeszcze trochę i 21 czerwca podjechać do Bażantarni i urządzić sobie noc Kupały - NASZE, słowiańskie święto miłości. Jak informuje Wikipedia: „obecnie, jako rodzime święto zakochanych, noc Kupały stanowi propozycję alternatywną dla zachodnich walentynek”.
A jakie jest wasze zdanie?