Stocznia Schichau’a przetrwała ofensywę
W przededniu 10 lutego przypominamy rok 1945 w Elblągu, oddając głos historykom i kronikarzom. Dziś Jan Obrzut, dyrektor elbląskiego Zamechu w latach 1984-1990.
10 lutego władze miasta powinny składać kwiaty na grobach żołnierzy radzieckich poległych podczas ofensywy zimowej 1945 roku w naszym mieście i regionie. To ofiary wojny. Mamy nadzieję, że w miastach rozsianych po całej Europie, gdzie są groby polskich żołnierzy, także pamięta się o nich.
Nie ma jednak powodu, by teraz, już w wolnej Polsce, wciąż nazywać dzień 10 lutego rocznicą wyzwolenia Elbląga. Przemawiają za tym choćby teksty, które przywołujemy w tym cyklu. Dziś oddajemy głos Janowi Obrzutowi, ostatniemu - przed prywatyzacją -dyrektorowi Zamechu.
„Elbląg w swej historii był zawsze miastem prężnym i rozwojowym. Wielki przemysł zapoczątkowały w Elblągu zakłady Schichau Werk już w połowie XIX w. Do końca II wojny światowej produkowano w nich okręty handlowe i wojenne, turbiny i kotły parowe, maszyny do obróbki plastycznej oraz silniki wysokoprężne do napędu łodzi podwodnych. W szczytowych okresie produkcji w roku 1944 zakłady Schichau’a zatrudniały ponad 18 tys. pracowników, głównie robotników przymusowych z krajów okupowanych przez III Rzeszę. Ich wartość szacowano na 1mld marek niemieckich, co odpowiadało około 40 proc. budżetu II Rzeczpospolitej tuż przed wojną.
Według inż. Mieczysława Filipowicza, pełnomocnika stoczni morskich (późniejszego dyrektora naczelnego Stoczni nr 16 w Elblągu), na 40 hal stoczniowych i budynków zakładów Schichau’a ani jeden nie został zburzony na skutek działań wojennych, a tylko niektóre z nich były w późniejszym okresie częściowo wypalone. Stało się tak, gdyż w lutym 1945 r. artyleria radziecka, oszczędzając teren stoczni Schichau’a, dokonała totalnych zniszczeń wokół niej, zwłaszcza w przyległym, bogatym śródmieściu. Zwycięska Armia Czerwona potraktowała jednak elbląski przemysł jako łup wojenny. Najbardziej znaczącą jego częścią były oczywiście zakłady Schichau’a. Od lutego do sierpnia 1945 r. demontowano i wywożono wszystko, co mogło stanowić jakąkolwiek wartość - od maszyn i urządzeń począwszy do narzędzi ręcznych włącznie. Skalę tych wydarzeń oddaje fragment wspomnień inż. Filipowicza dotyczący przekazania przez Rosjan Schichau Werk stronie polskiej: „Przy przejmowaniu stoczni Ferdinanda Schichau’a byłem nie tyle przejęty misją dziejową, co zdruzgotany widokiem ruin, które odbierałem. W opustoszałych i zrujnowanych halach nie pozostał choćby jeden suport do tokarki. Zniknęły nawet podręczne zapasy śrub, a w całym zakładzie nie można było znaleźć jednego pilnika”.
Według danych zawartych w „Roczniku Elbląskim” (1993, t. XIII), faktyczne straty w zakładach Schichau’a (stoczni i fabryce lokomotyw) wskutek działań wojennych wyniosły 10-20 proc., natomiast wskutek demontażu i wywózki wyposażenia do Rosji - aż 70-90 proc. Analogiczna była sytuacja w montowni samochodów Bussing Nag, produkującej przed wojną autobusy, przyczepy i silniki oraz w kilkudziesięciu innych zakładach przemysłowych."
Tekst jest fragmentem pracy Jana Obrzuta „Przemysł maszynowy Elbląga w latach 1945-2005 na przykładzie Zamechu i jego transformacji”, opublikowanej w specjalnym numerze „Rocznika Elbląskiego” pod redakcją prof. Andrzeja Grotha. Wybór i skróty - PD. Książkę można jeszcze kupić w elbląskim Muzeum.
Nie ma jednak powodu, by teraz, już w wolnej Polsce, wciąż nazywać dzień 10 lutego rocznicą wyzwolenia Elbląga. Przemawiają za tym choćby teksty, które przywołujemy w tym cyklu. Dziś oddajemy głos Janowi Obrzutowi, ostatniemu - przed prywatyzacją -dyrektorowi Zamechu.
„Elbląg w swej historii był zawsze miastem prężnym i rozwojowym. Wielki przemysł zapoczątkowały w Elblągu zakłady Schichau Werk już w połowie XIX w. Do końca II wojny światowej produkowano w nich okręty handlowe i wojenne, turbiny i kotły parowe, maszyny do obróbki plastycznej oraz silniki wysokoprężne do napędu łodzi podwodnych. W szczytowych okresie produkcji w roku 1944 zakłady Schichau’a zatrudniały ponad 18 tys. pracowników, głównie robotników przymusowych z krajów okupowanych przez III Rzeszę. Ich wartość szacowano na 1mld marek niemieckich, co odpowiadało około 40 proc. budżetu II Rzeczpospolitej tuż przed wojną.
Według inż. Mieczysława Filipowicza, pełnomocnika stoczni morskich (późniejszego dyrektora naczelnego Stoczni nr 16 w Elblągu), na 40 hal stoczniowych i budynków zakładów Schichau’a ani jeden nie został zburzony na skutek działań wojennych, a tylko niektóre z nich były w późniejszym okresie częściowo wypalone. Stało się tak, gdyż w lutym 1945 r. artyleria radziecka, oszczędzając teren stoczni Schichau’a, dokonała totalnych zniszczeń wokół niej, zwłaszcza w przyległym, bogatym śródmieściu. Zwycięska Armia Czerwona potraktowała jednak elbląski przemysł jako łup wojenny. Najbardziej znaczącą jego częścią były oczywiście zakłady Schichau’a. Od lutego do sierpnia 1945 r. demontowano i wywożono wszystko, co mogło stanowić jakąkolwiek wartość - od maszyn i urządzeń począwszy do narzędzi ręcznych włącznie. Skalę tych wydarzeń oddaje fragment wspomnień inż. Filipowicza dotyczący przekazania przez Rosjan Schichau Werk stronie polskiej: „Przy przejmowaniu stoczni Ferdinanda Schichau’a byłem nie tyle przejęty misją dziejową, co zdruzgotany widokiem ruin, które odbierałem. W opustoszałych i zrujnowanych halach nie pozostał choćby jeden suport do tokarki. Zniknęły nawet podręczne zapasy śrub, a w całym zakładzie nie można było znaleźć jednego pilnika”.
Według danych zawartych w „Roczniku Elbląskim” (1993, t. XIII), faktyczne straty w zakładach Schichau’a (stoczni i fabryce lokomotyw) wskutek działań wojennych wyniosły 10-20 proc., natomiast wskutek demontażu i wywózki wyposażenia do Rosji - aż 70-90 proc. Analogiczna była sytuacja w montowni samochodów Bussing Nag, produkującej przed wojną autobusy, przyczepy i silniki oraz w kilkudziesięciu innych zakładach przemysłowych."
Tekst jest fragmentem pracy Jana Obrzuta „Przemysł maszynowy Elbląga w latach 1945-2005 na przykładzie Zamechu i jego transformacji”, opublikowanej w specjalnym numerze „Rocznika Elbląskiego” pod redakcją prof. Andrzeja Grotha. Wybór i skróty - PD. Książkę można jeszcze kupić w elbląskim Muzeum.
oprac. PD