UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

To miał być rutynowy zabieg, skończyło się tragedią

 
Elbląg, Kamil miał 28 lat...
Kamil miał 28 lat... (fot. Anna Dembińska)

Zabieg resekcji żołądka miał poprawić komfort życia pana Kamila, a skończył się dla niego tragicznie. - To był człowiek, który nieba by nam przychylił – mówi Bogumiła Śpiewak z Elbląga, żona 28-latka, który w lipcu w wyniku powikłań po zabiegu osierocił dwójkę dzieci. - To jest tak niesprawiedliwe, nie mogę sobie z tym poradzić.

Pani Bogumile o mężu przypominają dziś tylko rozwieszone w mieszkaniu zdjęcia. Widać na nim uśmiechniętego młodego chłopaka, przed którym, wydawałoby się, jeszcze całe życie. Spotykamy się w miesiąc po jego śmierci. W pokoju obok śpi dziewięciomiesięczna Oliwka, oczko w głowie tatusia. - Mąż tak czekał aż mała zacznie raczkować, a ona zaczęła w trzy dni po jego śmierci – płacze pani Bogumiła. - 7 października obchodzilibyśmy drugą rocznicę ślubu. W lutym miną dwa lata, jak wzięliśmy kredyt na mieszkanie.
       Decyzję o zabiegu resekcji żołądka podjęli wspólnie. Miał poprawić komfort życia rodziny, ponieważ pan Kamil miał problem z wagą i marzył o tym, by móc biegać razem z dziećmi. W marcu otrzymał skierowanie do szpitala w Bartoszycach na badania kwalifikujące do zabiegu. Przeszedł je w czerwcu, wyniki były pomyślnie. Nie było przeciwwskazań. - Lekarz, który potem operował męża, powiedział, że jest idealnym kandydatem – mówi Bogumiła Śpiewak. - Powiedział też, że wyrwanie ósemki jest trudniejszym zabiegiem niż zabieg resekcji żołądka.
       Zabieg odbył się 17 lipca w bartoszyckim szpitalu. Był małoinwazyjny, bo przeprowadzany laparoskopowo przez lekarza na stałe zatrudnionego w Miejskim Szpitalu Zespolonym w Olsztynie. Dwa dni później pacjenta wypisano do domu. - Mąż czuł się źle, ale powiedziano nam, że tak będzie, i lekarze i koleżanka, która przeszła podobny zabieg – opowiada pani Bogumiła. - Jeszcze w szpitalu mężowi spuchł brzuch, lekarz powiedział, że widocznie zapchał dziurkę laparoskopową, gdy przekręcił się na bok. Zbadano go palpitacyjnie, powiedziano, że się wchłonie i wypuścili do domu. Kolejnego dnia strasznie wymiotował. Mówili nam, że to normalne.
       W niedzielę, 21 lipca było jeszcze gorzej. - W pewnym momencie mąż powiedział: "Kochanie, chyba coś mi pękło". Zadzwoniłam do lekarza, który przeprowadzał zabieg, który powiedział, żeby dać mu środek przeciwbólowy i mamy odczekać dwie godziny. Nie odczekałam, zadzwoniłam po pogotowie. Było tak źle, że lekarze nie mogli wkłuć się w żyły męża, bo mu pękały – dodaje zrozpaczona.
       28-latek trafił na SOR elbląskiego szpitala. Po ponaddwugodzinnym oczekiwaniu pozwolono pani Bogumile zobaczyć się z mężem. Rozmawiali ze sobą. Lekarze powiedzieli, że najprawdopodobniej doszło do rozszczelnienia żołądka. W końcu przewieziono go do szpitala w Olsztynie. O godz. 22 miała odbyć się operacja. - Jeszcze przed operacją go umyłam, rozmawialiśmy, poszedł do ubikacji, przebrałam go w piżamę szpitalną – opowiada.
       Operację przeprowadzał ten sam lekarz co w Bartoszycach. Po północy pana Kamila przewieziono na OIOM z niewydolnością wielonarządową. Pękł krwiak. Nie pracowały nerki i układ krążeniowo-oddechowy. Wdała się sepsa. Dawano mu kilka procent na przeżycie. - W szpitalu wezwał nas (bo byli ze mną także teściowa, siostra i brat męża z żoną), do siebie profesor i powiedział, że na 400 operacji może zdarzyć się zgon i akurat padło na niego, że powinniśmy być świadomi tego, że taki zabieg, rzadko, bo rzadko, ale może skończyć się śmiercią – dodaje pani Bogumiła.
       Lekarze pozwolili pani Bogumile być przy mężu, przynieśli wygodne krzesło. Krótko przed śmiercią panu Kamilowi się polepszyło, unormowało się ciśnienie, wróciło krążenie, źrenice zaczęły reagować. Temperatura spadła, bo od operacji cały czas miał 41 stopni. Zdążył przyjąć ostatnie namaszczenie. - Ucieszyłam się, że jest coraz lepiej – wspomina pani Bogumiła. - Napisałam do rodziny, że jest już lepiej, wszyscy zaczęli się cieszyć. Po godz. 22 zaczęły pikać aparatury, lekarze zaczęli go reanimować, nawet nie wiem, ile to trwało, aparatury, pikały, przestawały, pikały, przestawały. Wyszła do mnie pani doktor i powiedziała, że serce nawet nie drgnęło. Pozwolili mi tam wejść, ja także podjęłam próby reanimacji, słuchałam uchem, czy serce bije. Nie zabiło – płacze.
       - Gdy byłam w drodze do Elbląga, zadzwonił do mnie lekarz, który przeprowadzał operację i powiedział, że jest mu strasznie przykro, że gdybym potrzebowała pomocy, to on mi we wszystkim pomoże i żebym się nie martwiła, bo on będzie przy sekcji. Wtedy już wiedziałam, że złożę papiery do prokuratury.
       Prokuratura zabezpieczyła ciało. Sekcja odbyła się 25 lipca, powołano biegłego z Warszawy. - Gdzieś popełniono błąd, nie mam pojęcia gdzie? Nie daje mi to spokoju i mam ogromny żal do szpitala w Elblągu, że trzymali go w nim tak długo i dopiero wieczorem zadecydowali o przewiezieniu do Olsztyna – mówi.
       - Zostałam z dwójką dzieci, Adaś ma osiem lat, mała ma 9 miesięcy. Co ona będzie pamiętała? Nic nie będzie pamiętała. A boję się, że nie będzie winnego, bo to przecież elita – mówi z płaczem pani Bogumiła.
       Jak podaje portal ABC Zdrowie, szpital w Olsztynie odmówił komentarza w tej sprawie, podobnie lekarz przeprowadzający zabieg. Głos zabrał Sławomir Wójcik, dyrektor szpitala w Bartoszycach. - Operacja przebiegła bez powikłań – czytamy w portalu ABC Zdrowie. - Przeprowadzamy rocznie kilkadziesiąt takich zabiegów, od kilku lat. Poza tym przypadkiem nie zdarzyło się, żeby ktoś zmarł, choć operacja jest obarczona dużym ryzykiem powikłań.
       Sprawę bada olsztyńska prokuratura. Czekamy na odpowiedź na pytanie, na jakim etapie jest śledztwo.
      
dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • Służba zdrowia od lat leci w dół, ostatnie 4 lata to już walka o przetrwanie. Brak dostatecznej dotacji, limity, itd. Może do zszycia żołądka, w ramach oszczędności użyto nici, które zostały po zamknięciu Truso?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    20 39
    (2019-08-29)
  • ludzie są dziwni, umrzeć można nawet po wizycie u dentysty, kazdy zabieg to ryzyko utraty życia, mniejsze lub większe, każdy myśli, ze statystki go nie dotyczą, wyrazy wspołczucia dla wszystkich, ktorym zmarły był bliski, ciekawe co tu zawiodło, dobrze to byloby wyjasnić, bliscy mają do tego prawo, a i lekarzom sie przyda wiedza o tym dlaczego operacja się udała ale pacjent zmarł
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    64 14
    RiP(2019-08-29)
  • Lecz się ale idź do znachora...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    6 10
    (2019-08-29)
  • Bardzo mi przykro to na prawdę olbrzymia tragedia, sam jestem po Sleeve i też miałem powikłania i 4 re-operacje wszyscy mi mówili że to operacja podwyższonego ryzyka, jak wycięcie wyrostka czy każda inna pod pełną narkozą, po 4 dniach po operacji byłem już w domu i zaczęło się moje piekło, najpierw zapalenie płuc, potem ropień, potem rozszczelnienie żołądka od maja do listopada szpital z przerwami 3-4 tygodniowymi, przy każdym moim powrocie mówiono mi że jestem "wyjątkowym przypadkiem" kiedy na korytarzu szpitalnym co i rusz poznawałem pacjentów z podobnym i takim samym powikłaniem jakoś moja wyjątkowość uleciała. Przed operacją ważyłem 160 kg i w wieku 36 lat usłyszałem że nie dożyję 45 jeśli się nie poddam operacji, miałem cukrzycę, olbrzymi cholesterol, bezdech, nadciśnienie a ja cholernie chciałem żyć i żyję, dziś mam 42 lata i cieszę się ze swoich 100kg ale po pięknym spadku do 89 kg po 4 latach od operacji przytyłem, najważniejsze co zawodzi to brak konsekwencji i ułożenie sobie w głowie że nie jest się już tą samą osobą, że nowy człowiek ma pełno obostrzeń, dieta, wzmożony wysiłek fizyczny i rezygnacja ze słodyczy i cukru. Z przypraw zostało mi już tylko patrzenie na solniczkę :( i tego nie umiem się wyzbyć i przez to przytyłem. Zastanówcie się niech ta historia będzie dla was ostrzeżeniem.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    50 0
    (2019-08-29)
  • hahaa profesor z Olsztyna !!!!! Przecież tam zwykłego porządnego lekarza nie ma i nie będzie. A służba zdrowia już dawno zeszła na psy. A niech jeszcze zaczną leczyć "lekarze" po akademii olsztyńskiej !!!! Współczucie dla rodziny
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    30 8
    wredny_typ(2019-08-29)
  • Ludzie są dziwni? Ale dlaczego? Że chcą dochodzić swoich praw? W dodatku w tak dramatycznej sprawie? Nie życzę Tobie człowieku takiej traumy i obyś nigdy nie był/a w takiej "dziwnej sutuacji" i nie musiał/a zachowywać się dziwnie. Pozdrawiam
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    19 11
    Nicka(2019-08-29)
  • Każdy jest dorosły i każdy wie (!!!) co podpisuje godząc się na zabieg chirurgiczny. .. .operacje chirurgii bariatrycznej to nie nacięcie ropnia tylko poważna operacja i w mojej ocenie należałoby przejrzeć ilość wykonanych zabiegów w danym ośrodku, w którym decydujemy się na taki zabieg. .. Jako osoba po 2 latach od zabiegu żałuję, że technika nie umożliwiła mi wykonania go 10 lat wcześniej. .. i tyle. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    18 10
    Misio(2019-08-29)
  • to jest właśnie morderczy Olsztyn, rzadko kiedy tam się coś udaje pozytywnie, okaleczają ludzi i nikt nie ponosi konsekwencji, ,wyrazy współczucia z całego serca,
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    8 7
    grace(2019-08-29)
  • Lekarze po Olsztynie są co najwyżej na stażu (to młoda uczelnia) poszukaj intensywniej by komuś dopiec. Osmieszasz się...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    4 3
    (2019-08-29)
  • a umiesz czytać, ze zrozumieniem? przecież jest napisane, ze dobrze, ze sprawa jest wyjaśniana, ...nie ma to jak się czepiać dla czepiania,
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    11 1
    Wawer(2019-08-29)
  • sorki, ale żeby tak poważną operację robić w podrzędnym powiatowym szpitalu? To jednak nie było wyrwanie zęba. Gdy ktoś decyduje się na taka operację, to wybiera się najlepszy szpital w Polsce, najlepiej akademicki. Mnie odstraszyłby już sam fakt, że lekarz mi klepie że jest to zabieg małoinwazyjny.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    31 4
    (2019-08-29)
  • Szczere wyrazy współczucia dla Pani tragedia nie ma słów nikt nie może tego sobie wyobrazić jaki jest ból stracie męża młodego człowieka. Kto wiedział nikt, ale prawdą jest to, że większość lekarzy to mordercy w białych rękawiczkach nie ma żadnej etyki i moralności tylko kasa się liczy prywatnie to może coś pomogą jak będziesz płacił. Banda pazernych łapiduchów, a po drugie niech Pani walczy nie można odpuścić.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    26 13
    ARESIAK1(2019-08-29)
Reklama