W „Niezapominajce” jak w domu

Położony w zacisznym i przepięknym zakątku Elbląga Dom Pomocy Społecznej „Niezapominajka” pęka w szwach od radosnych i przepełnionych optymizmem ludzi. I mimo, że nie brakuje w nim cierpienia i łez, sprawia wrażenie prawdziwego domu, w którym chce się żyć.
„Niezapominajka” to 118 różnych historii, różnych życiorysów. Mieszkający w niej pensjonariusze mają tu czas wypełniony po brzegi. Nie brakuje rozrywek, wycieczek i tańców, bo „Niezapominajka” to miejsce, w którym starsi ludzie czują się bezpiecznie, czują się potrzebni i zawsze mają kogoś, z kim mogą porozmawiać, podyskutować, a czasem nawet się posprzeczać. Człowiek nie jest bowiem stworzony do życia w samotności. O „Niezapominajce” i jej mieszkańcach rozmawiam z dyrektorem placówki, Markiem Guldą.
- Słyszałam, że w „Niezapominajce” jest piękne patio?
Marek Gulda: - Tak, mamy piękne patio. Stoją w nim kwiaty sprezentowane od ludzi. Przyjmujemy niepotrzebne i zawadzające ludziom w domu kwiaty, żeby to nasze patio było coraz piękniejsze. Już teraz jest ono bardzo ładne. Dostajemy kwiaty od ludzi i z różnych instytucji. Czasami musimy te rośliny reanimować. Mamy na etacie ogrodniczkę. Gdy pani ogrodniczka idzie na urlop, to robi innym pracownikom rozpiskę, kiedy jakiego kwiatka trzeba podlewać. Nasza pani ogrodniczka ma nawet wszystkie listki policzone na tych kwiatach. Gdy wraca z urlopu, sprawdza dokładnie, w jakim rośliny są stanie. Mamy mnóstwo dużych kwiatów i jak tylko zrobi się ciepło, wyjedziemy z nimi na zewnątrz, by zdobiły nasz teren. Rośliny pochodzą albo z naszej hodowli, albo są to prezenty. Czasami ktoś oddaje nam kwiat do reanimacji i jak wraca do nas, to go nie poznaje. Patio jest zimą wspaniałym miejscem do spotkań naszych mieszkańców, miejscem, gdzie pije się kawę i prowadzi dyskusje.
- Jak wygląda zwykły dzień mieszkańców „Niezapominajki”?
- Mamy tu Radę Mieszkańców. Niestety, ostatnio kilku jej członków odeszło. Wiosna i jesień są takim specyficznym okresem, w którym, niestety, częściej nasi mieszkańcy umierają. Wczoraj mieliśmy zebranie, podczas którego wybraliśmy nowych członków rady. Rada ta ma konkretne zadania. Jej członkowie biorą udział w dekadówkach. A dekadówka jest to pisanie jadłospisu. Musimy przestrzegać diety, bo mnóstwo ludzi w starszym wieku choruje na cukrzycę. W porywach mamy dziewięć diet. W dekadówkach uczestniczy dwóch członków rady. Co dziesięć dni na dziesięć dni ustalany jest jadłospis. Jest on potem zatwierdzany przez kompetentne osoby. Nie lubimy marnotrawstwa, dlatego przyglądamy się mieszkańcom i jeśli im coś nie smakuje, wtedy tego nie podajemy. Jestem tutaj dyrektorem już prawie szósty rok i nigdy nie miałem skarg na jedzenie i uznaję to za duży sukces.
- Mieszkańcy zostają w „Niezapominajce” już na stałe?
- Różnie. Wszystko zależy od decyzji, jaka zapadnie. Główną decyzję o umieszczeniu osoby i długości jej pobytu u nas podejmuje MOPS. Są decyzje na czas określony: na trzy miesiące, na pół roku. Po upływie tego czasu, przychodzi pracownik z MOPS-u i stwierdza, czy pobyt tu się przedłuży czy nie. MOPS wydaje dwie decyzje: jedna dotyczy umieszczenia, druga to kwestia finansowa. I nie jest wcale tak, że jak kogoś nie stać, to nie będzie przyjęty do naszego domu. Jest to dom samorządowy. Zdarzają się takie sytuacje, że osoba starsza trafia do szpitala, a nie ma nikogo bliskiego, kto mógłby się nią zająć, a zdrowie jej nie pozwala na samodzielne życie, więc trafia do nas. Bez względu na sytuację finansową. Mamy bardzo dużą grupę mieszkańców, która ma 300 zł zasiłku. Kryterium finansowe nie decyduje więc o umieszczeniu w naszym domu.
- Co ciekawego dzieje się w „Niezapominajce”?
- My mówimy, że nasi mieszkańcy są u siebie w domu. To ma być dla nich dom. Rano jest czas na toaletę. Część mieszkańców wykonuje tę czynność sama, innym trzeba pomóc. Potem jest śniadanie, wszyscy spotykają się na stołówce. Pomaga nam grupa wolontariuszy z zakładu karnego. Panowie bardzo dobrze się sprawdzają w roli opiekunów osób starszych. A jest to bardzo trudne zadanie. Osoby starsze trzeba karmić, trzeba im coś poczytać, porozmawiać z nimi. Niektóre osoby są pobudliwe i trzeba mieć do nich właściwe podejście. Po śniadaniu są różne zajęcia, rehabilitacja, muzykoterapia, terapia zajęciowa. Wszystko zależy od tego, kto w czym chce uczestniczyć. W międzyczasie mamy gry, zabawy, wycieczki, mamy swoją kapliczkę, swojego księdza. Są msze integracyjne. Są msze w każdą niedzielę, w święta. Wyprawiamy wigilie. Jeździmy na wycieczki, organizujemy ogniska w Bażantarni. Bierzmy udział w imprezach organizowanych przez inne domy. Są to sympatyczne spotkania. Niedługo wybieramy się do Olsztyna. Staramy się zrobić wszystko, by nasi mieszkańcy nie siedzieli w domu. Wydajemy w naszym domu gazetę, której redaktorem jest pan Waldek Szostak. Tu wszystko funkcjonuje jak w domu.
- Czy łatwo dostać się do DPS? Jest wystarczająca liczba miejsc?
- Dziś utarło się mówić, że są kolejki do DPS-u. Jednak z tego co wiem, we wszystkich DPS-ach są miejsca. Ja mam w tej chwili 17 wolnych miejsc i mogę przyjąć 17 osób. Te przysłowiowe kolejki są więc mitem. Podkreślam, że decyzję w sprawie dostania się do naszego domu podejmuje MOPS.
- Kto mieszka w „Niezapominajce”? Są to ludzie schorowani, opuszczeni przez rodzinę, samotni. Przebywają tu z własnej woli?
- Co człowiek to inna historia. Kiedyś zdarzył się taki przypadek, w innym mieście, nie w Elblągu, że synowa zostawiła swoją teściową w GOPS-ie i odjechała. Zadzwonili do nas, czy mamy miejsce, akurat takie miejsce było i przyjęliśmy tę panią. A mieszkańcy są różni. Są osoby, które już po zameldowaniu od razu bardzo dobrze się u nas czują. Znajdują sobie przyjaciółkę, przyjaciela. Mogą z kimś pogadać, pośmiać się. Są jednak też osoby, które zamykają się w sobie. I my: dyrekcja, terapeuci, psycholog różnymi sposobami staramy się wyciągnąć taką osobę z pokoju do różnych zdań. Poruszamy jej problem w naszym zespole terapeutycznym, omawiamy, co jeszcze można zrobić, by jej pomóc. Osoba taka ma przydzieloną osobę pierwszego kontaktu, którą sama sobie wybiera spośród pracowników. Każdy z nas ma bowiem oprócz swoich obowiązków pod swoją opieką od jednej do trzech takich osób. Ostatnio przyjmujemy osoby bardzo schorowane, wiekowe. W ich przypadku walczymy o poprawę ich stanu zdrowia. Są u nas ludzie po wylewach, po wypadkach, ze złamaniami. Nasi mieszkańcy korzystają z zabiegów rehabilitacyjnych. Mają pod tym względem bardzo dobrze, ponieważ w normalnych warunkach musieliby na tę rehabilitację długo czekać. Zdarzyło się kiedyś, że pewna pani leżała bardzo długo w ZOL-u, gdzie ją oczywiście rehabilitowano, jednak jak przyszła do nas, po trzech miesiącach zaczęła chodzić ku naszemu zadowoleniu i zadowoleniu rodziny. Są to sukcesy, z których cieszą się wszyscy. Może nie ma takich przykładów wiele, ponieważ są u nas ludzie i w bardzo podeszłym wieku i bardzo schorowani, ale sukcesy się zdarzają.
- Kto jest zatrudniony w „Niezapominajce”?
- Nasz dom jest samowystarczalny we wszystkim czyli gotujemy, pierzemy, myjemy, bawimy się. Funkcjonujemy 24 godziny na dobę. Są służby administracyjne, które pracują od 7 do 15. Wszystkie inne służby czyli tzw. „biały personel” pracują w systemie dwunastogodzinnym, światek, piątek i niedziela. Są to pokojowe, opiekunki i pielęgniarki. Ich praca jest najtrudniejsza, bardzo ją szanujemy i w miarę możliwości staramy się te trzy działy wspierać.
- A jak jest z wychodzeniem mieszkańców poza mury domu? Każdy może opuścić dom?
- Ci, którzy nie mają żadnych zaburzeń, mogą iść, gdzie im się rzewnie podoba. Każdy mieszkaniec ma urlop w ilości 21 dni rocznie, za który otrzymuje pieniądze. Wystarczy, że zgłosi nam fakt, że wyjeżdża i poda nam numer telefonu i adres miejsca, do którego się udaje. Każdy, kto wybiera się na spacer czy do kina, na lody czy do dziewczyny, musi nam zgłosić, że wychodzi i podać godzinę swojego powrotu. Są osoby, które nie mogą opuszczać domu. Są to osoby, które mają swoich opiekunów prawnych i o ich sprawach decyduje opiekun.
- Słyszałam, że w „Niezapominajce” jest piękne patio?
Marek Gulda: - Tak, mamy piękne patio. Stoją w nim kwiaty sprezentowane od ludzi. Przyjmujemy niepotrzebne i zawadzające ludziom w domu kwiaty, żeby to nasze patio było coraz piękniejsze. Już teraz jest ono bardzo ładne. Dostajemy kwiaty od ludzi i z różnych instytucji. Czasami musimy te rośliny reanimować. Mamy na etacie ogrodniczkę. Gdy pani ogrodniczka idzie na urlop, to robi innym pracownikom rozpiskę, kiedy jakiego kwiatka trzeba podlewać. Nasza pani ogrodniczka ma nawet wszystkie listki policzone na tych kwiatach. Gdy wraca z urlopu, sprawdza dokładnie, w jakim rośliny są stanie. Mamy mnóstwo dużych kwiatów i jak tylko zrobi się ciepło, wyjedziemy z nimi na zewnątrz, by zdobiły nasz teren. Rośliny pochodzą albo z naszej hodowli, albo są to prezenty. Czasami ktoś oddaje nam kwiat do reanimacji i jak wraca do nas, to go nie poznaje. Patio jest zimą wspaniałym miejscem do spotkań naszych mieszkańców, miejscem, gdzie pije się kawę i prowadzi dyskusje.
- Jak wygląda zwykły dzień mieszkańców „Niezapominajki”?
- Mamy tu Radę Mieszkańców. Niestety, ostatnio kilku jej członków odeszło. Wiosna i jesień są takim specyficznym okresem, w którym, niestety, częściej nasi mieszkańcy umierają. Wczoraj mieliśmy zebranie, podczas którego wybraliśmy nowych członków rady. Rada ta ma konkretne zadania. Jej członkowie biorą udział w dekadówkach. A dekadówka jest to pisanie jadłospisu. Musimy przestrzegać diety, bo mnóstwo ludzi w starszym wieku choruje na cukrzycę. W porywach mamy dziewięć diet. W dekadówkach uczestniczy dwóch członków rady. Co dziesięć dni na dziesięć dni ustalany jest jadłospis. Jest on potem zatwierdzany przez kompetentne osoby. Nie lubimy marnotrawstwa, dlatego przyglądamy się mieszkańcom i jeśli im coś nie smakuje, wtedy tego nie podajemy. Jestem tutaj dyrektorem już prawie szósty rok i nigdy nie miałem skarg na jedzenie i uznaję to za duży sukces.
- Mieszkańcy zostają w „Niezapominajce” już na stałe?
- Różnie. Wszystko zależy od decyzji, jaka zapadnie. Główną decyzję o umieszczeniu osoby i długości jej pobytu u nas podejmuje MOPS. Są decyzje na czas określony: na trzy miesiące, na pół roku. Po upływie tego czasu, przychodzi pracownik z MOPS-u i stwierdza, czy pobyt tu się przedłuży czy nie. MOPS wydaje dwie decyzje: jedna dotyczy umieszczenia, druga to kwestia finansowa. I nie jest wcale tak, że jak kogoś nie stać, to nie będzie przyjęty do naszego domu. Jest to dom samorządowy. Zdarzają się takie sytuacje, że osoba starsza trafia do szpitala, a nie ma nikogo bliskiego, kto mógłby się nią zająć, a zdrowie jej nie pozwala na samodzielne życie, więc trafia do nas. Bez względu na sytuację finansową. Mamy bardzo dużą grupę mieszkańców, która ma 300 zł zasiłku. Kryterium finansowe nie decyduje więc o umieszczeniu w naszym domu.
- Co ciekawego dzieje się w „Niezapominajce”?
- My mówimy, że nasi mieszkańcy są u siebie w domu. To ma być dla nich dom. Rano jest czas na toaletę. Część mieszkańców wykonuje tę czynność sama, innym trzeba pomóc. Potem jest śniadanie, wszyscy spotykają się na stołówce. Pomaga nam grupa wolontariuszy z zakładu karnego. Panowie bardzo dobrze się sprawdzają w roli opiekunów osób starszych. A jest to bardzo trudne zadanie. Osoby starsze trzeba karmić, trzeba im coś poczytać, porozmawiać z nimi. Niektóre osoby są pobudliwe i trzeba mieć do nich właściwe podejście. Po śniadaniu są różne zajęcia, rehabilitacja, muzykoterapia, terapia zajęciowa. Wszystko zależy od tego, kto w czym chce uczestniczyć. W międzyczasie mamy gry, zabawy, wycieczki, mamy swoją kapliczkę, swojego księdza. Są msze integracyjne. Są msze w każdą niedzielę, w święta. Wyprawiamy wigilie. Jeździmy na wycieczki, organizujemy ogniska w Bażantarni. Bierzmy udział w imprezach organizowanych przez inne domy. Są to sympatyczne spotkania. Niedługo wybieramy się do Olsztyna. Staramy się zrobić wszystko, by nasi mieszkańcy nie siedzieli w domu. Wydajemy w naszym domu gazetę, której redaktorem jest pan Waldek Szostak. Tu wszystko funkcjonuje jak w domu.
- Czy łatwo dostać się do DPS? Jest wystarczająca liczba miejsc?
- Dziś utarło się mówić, że są kolejki do DPS-u. Jednak z tego co wiem, we wszystkich DPS-ach są miejsca. Ja mam w tej chwili 17 wolnych miejsc i mogę przyjąć 17 osób. Te przysłowiowe kolejki są więc mitem. Podkreślam, że decyzję w sprawie dostania się do naszego domu podejmuje MOPS.
- Kto mieszka w „Niezapominajce”? Są to ludzie schorowani, opuszczeni przez rodzinę, samotni. Przebywają tu z własnej woli?
- Co człowiek to inna historia. Kiedyś zdarzył się taki przypadek, w innym mieście, nie w Elblągu, że synowa zostawiła swoją teściową w GOPS-ie i odjechała. Zadzwonili do nas, czy mamy miejsce, akurat takie miejsce było i przyjęliśmy tę panią. A mieszkańcy są różni. Są osoby, które już po zameldowaniu od razu bardzo dobrze się u nas czują. Znajdują sobie przyjaciółkę, przyjaciela. Mogą z kimś pogadać, pośmiać się. Są jednak też osoby, które zamykają się w sobie. I my: dyrekcja, terapeuci, psycholog różnymi sposobami staramy się wyciągnąć taką osobę z pokoju do różnych zdań. Poruszamy jej problem w naszym zespole terapeutycznym, omawiamy, co jeszcze można zrobić, by jej pomóc. Osoba taka ma przydzieloną osobę pierwszego kontaktu, którą sama sobie wybiera spośród pracowników. Każdy z nas ma bowiem oprócz swoich obowiązków pod swoją opieką od jednej do trzech takich osób. Ostatnio przyjmujemy osoby bardzo schorowane, wiekowe. W ich przypadku walczymy o poprawę ich stanu zdrowia. Są u nas ludzie po wylewach, po wypadkach, ze złamaniami. Nasi mieszkańcy korzystają z zabiegów rehabilitacyjnych. Mają pod tym względem bardzo dobrze, ponieważ w normalnych warunkach musieliby na tę rehabilitację długo czekać. Zdarzyło się kiedyś, że pewna pani leżała bardzo długo w ZOL-u, gdzie ją oczywiście rehabilitowano, jednak jak przyszła do nas, po trzech miesiącach zaczęła chodzić ku naszemu zadowoleniu i zadowoleniu rodziny. Są to sukcesy, z których cieszą się wszyscy. Może nie ma takich przykładów wiele, ponieważ są u nas ludzie i w bardzo podeszłym wieku i bardzo schorowani, ale sukcesy się zdarzają.
- Kto jest zatrudniony w „Niezapominajce”?
- Nasz dom jest samowystarczalny we wszystkim czyli gotujemy, pierzemy, myjemy, bawimy się. Funkcjonujemy 24 godziny na dobę. Są służby administracyjne, które pracują od 7 do 15. Wszystkie inne służby czyli tzw. „biały personel” pracują w systemie dwunastogodzinnym, światek, piątek i niedziela. Są to pokojowe, opiekunki i pielęgniarki. Ich praca jest najtrudniejsza, bardzo ją szanujemy i w miarę możliwości staramy się te trzy działy wspierać.
- A jak jest z wychodzeniem mieszkańców poza mury domu? Każdy może opuścić dom?
- Ci, którzy nie mają żadnych zaburzeń, mogą iść, gdzie im się rzewnie podoba. Każdy mieszkaniec ma urlop w ilości 21 dni rocznie, za który otrzymuje pieniądze. Wystarczy, że zgłosi nam fakt, że wyjeżdża i poda nam numer telefonu i adres miejsca, do którego się udaje. Każdy, kto wybiera się na spacer czy do kina, na lody czy do dziewczyny, musi nam zgłosić, że wychodzi i podać godzinę swojego powrotu. Są osoby, które nie mogą opuszczać domu. Są to osoby, które mają swoich opiekunów prawnych i o ich sprawach decyduje opiekun.
dk