Danuta Gojlik: Po prostu uwielbiam pływać

- Szybko pokonywałam kolejne granice wytrzymałości i naturalnie pojawiła się myśl, że przecież nie muszę tylko stać. Bardzo lubię pływać, więc sprawdziłam, jak to jest w lodowatej wodzie. Jest inaczej niż w ciepłej, ale też przyjemnie - mówi Danuta Gojlik, elbląska lekarka, świeżo upieczona wicemistrzyni świata w pływaniu zimowym. Rozmawiamy o tym, jak zacząć przygodę z lodowatą wodą i o pływaniu nie tylko wtedy, gdy temperatura oscyluje wokół zera.
- Patrząc na sporty ekstremalne, jak np. pływanie w zimnej wodzie, z tyłu głowy mam wątpliwość: czy to jest do końca zdrowe?
- Jeżeli robimy to z głową, to tak. Ja wchodzę do wody na kwadrans. Taka jest moja granica. Na brzegu stoi mąż i pokazuje, ile czasu upłynęło. Jeśli zdecyduje się morsować ze mną, to wychodzi szybciej i pilnuje mojego kwadransa. Nawet jak mam ochotę zostać w wodzie dłużej, wychodzę po 15 minutach. Kwadrans to jest długo, więcej niż zajmuje mi przepłynięcie 450 metrów. W trakcie morsowania można stracić poczucie czasu, a należy pamiętać, że lodowata woda, to nie są dla organizmu normalne warunki. Układ odpornościowy broni się przed nimi i w ten sposób się hartuje. W moim przypadku morsowanie pozytywnie wpłynęło na zdrowie. Od lat nie choruję i oby tak było dalej.
- Co Pani przez ten czas robi, gdy już zanurzy się w lodowatej wodzie?
- Głównie pływam, jeżeli jest taka możliwość. A jeżeli jest to ten stereotypowy przerębel, to stoję po szyję w wodzie z zanurzonymi rękoma bez rękawiczek. Jest znaczna różnica między wchodzeniem do zimnej wody a pływaniem i ściganiem się w niej. „Rekreacyjne morsy” wchodzą do wody w rękawiczkach, czapkach, w butach. Ja wchodzę tylko w stroju kąpielowym i plastikowych sandałkach, a na głowie mam czapkę lub czepek kąpielowy; w zależności od tego, czy morsuję w przeręblu, czy pływam. Obuwie jest ważnym elementem ze względu na ryzyko skaleczenia stopy Odczuwanie bólu w zimnej wodzie jest znacznie zmniejszone i możemy nawet nie czuć, kiedy się zranimy.
- Podejrzewam, że każdy ma swoją indywidualną granicę przebywania w niskich temperaturach?
- Tak. Najlepiej zacząć od krótkich okresów. Kiedy czujemy, że zaczyna nam być zimno, wychodzimy. Nie należy sugerować się długością przebywania w wodzie innych osób. W sytuacji, kiedy czujemy dreszcze, jest to wyraźny sygnał, żeby wyjść na brzeg. Za pierwszym razem wychodzimy po około minucie i sprawdzamy nasze samopoczucie. Jeśli jest dobre, nic nam nie dolega, to następnym razem możemy przedłużyć morsowanie o kolejny okres. I znów sprawdzamy po wyjściu, czy wszystko jest z nami w porządku. W ten sposób możemy ustalić, jaka jest nasza granica. Ale nic na siłę, to ma być przyjemność.
- Na co trzeba zwrócić uwagę? Kiedy organizm mówi: dość, wystarczy?
- Pierwszym sygnałem są dreszcze, mówiąc kolokwialnie: kiedy nas „telepie". Wówczas należy wyjść z wody, żeby nie doszło do hipotermii, której objawami mogą być zaburzenia czynności serca, równowagi, nawet świadomości. Do takiego stanu nie powinniśmy doprowadzić. Dla własnego bezpieczeństwa podczas morsowania należy mieć wsparcie drugiej osoby, która w każdej chwili może udzielić nam pomocy np. przy wyjściu z wody, ubraniu się, zawiezieniu do domu. Po dłuższym morsowaniu nie jest wskazane prowadzenie samochodu m.in. ze względu na opóźniony refleks.
- Jak doszło do tego, że stwierdziła Pani, że nie ma co siedzieć bezczynnie w zimnej wodzie, przecież można pływać?
- Morsuję od ponad 20 lat. Początkowo polegało to tylko na wchodzeniu do zimnej wody. Szybko pokonywałam kolejne granice wytrzymałości i naturalnie pojawiła się myśl, że przecież nie muszę tylko stać. Bardzo lubię pływać, więc sprawdziłam, jak to jest w lodowatej wodzie. Jest inaczej niż w ciepłej, ale też przyjemnie.
- To w jakiej temperaturze jest najbardziej przyjemnie?
- W każdej. Ja po prostu uwielbiam pływać bez względu na to, czy temperatura wody oscyluje w granic zera, czy ma dwa stopnie na plusie, czy kilkanaście. Na pływanie nie ma za ciepłej albo za zimnej wody. Chociaż w basenach, gdzie woda jest sztucznie podgrzewana i bardzo ciepła, to nie ma takiej frajdy. W zimnej i ciepłej wodzie pływa się inaczej. Większa przyjemność z pływania jest jednak latem, ale zimą po wyjściu z wody odczuwam ogromną satysfakcję i radość.
- Wracamy do zawodów.
- Pierwsze w 2013 roku, Charzykowy nad jeziorem Charzykowskim. I potem już samo poszło. W gdańskiej Motławie, w marinach w Sopocie i Gdyni. Tegoroczna zima była „prawdziwa”, w związku tym, sezon dla zimowych pływaków był wyjątkowy pod wieloma względami. W styczniu byłam na zawodach w Gdyni, kiedy wykuwano w zamarzniętej zatoce basen w lodzie. Robi to wrażenie, na pierwszy rzut oka wygląda jakby to była stała budowla, a nie wykuta w lodzie na kilka dni. Kiedy tylko usłyszę, że gdzieś można popływać w zimnej wodzie, to robię wszystko, żeby tam pojechać. Cztery razy byłam na Mistrzostwach Świata w pływaniu zimowym. Pływa się na różnych dystansach: 25, 50, 100, 200 metrów. Moim ulubionym dystansem jest 450 metrów. 18 długości basenów, płynę kraulem i niemal przez cały czas mam głowę w wodzie o temperaturze około zera stopni Celsjusza.. To wytrzymałościowy i wyczerpujący dystans, który pokonuję około dziesięciu, jedenastu minut. Coraz więcej ludzi uczestniczy w zimowych zawodach pływackich. Szczegółowych statystyk nie znam, ale np.10 lat temu na Mistrzostwa Świata na Syberii było 8 osób z Polski, a w tym roku pod kołem podbiegunowym w Oulu w Finlandii naszych rodaków było około 70.

Trening przed zawodami w Finlandii (fot. arch. prywatne Danuty Gojlik)
- Jest jakaś granica, kiedy się człowiekowi robi zimno?
- Każdy ma indywidualną. Są pływacy, którzy startują tylko na krótkich dystansach, ponieważ nie są w stanie wytrzymać dłużej w niskich temperaturach. Dystans 450 metrów jest dystansem wytrzymałościowym i dlatego zawodników obowiązują bardzo rygorystyczne przepisy dopuszczające do startu. Przed startem przechodzimy badania lekarskie, pomiar ciśnienia tętniczego krwi, kontrolę EKG. Oprócz ratowników, którzy są na zawodach, każdy uczestnik musi mieć indywidualnego asystenta. To zaufana osoba która zna pływaka i może potwierdzić jego zdolność do przepłynięcia dystansu wytrzymałościowego, a później zapewnić wsparcie po zakończeniu dystansu. Jeżeli zachowanie zawodnika w basenie budzi obawy o bezpieczeństwo, asystent podnosząc rękę może podjąć decyzję o przerwaniu wyścigu swojego podopiecznego. Moim asystentem był mój mąż, który bardzo mnie wspiera i kibicuje. Na zawodach, na których nie było podjętych tak rygorystycznych środków bezpieczeństwa, zdarzały się przypadki tragiczne, do śmierci jednego z pływaków włącznie.
- Jak zacząć przygodę z morsowaniem?
- Spróbować wejść do zimnej wody, biorąc pod uwagę to, o czym mówiliśmy na początku rozmowy. Dobrze jest znaleźć grupę doświadczonych morsów, którzy przekażą wskazówki bezpiecznego morsowania. Nie bójmy się zimnej wody. Każdy dzień zaczynajmy od zimnego prysznica. I pamiętajmy, że najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo.
- Dziękuję za rozmowę.