Mirosław Plawgo: Biegać trzeba z głową

Jest trzykrotnym mistrzem Polski w maratonie, po dziesięciu latach przerwy chce wrócić na trasę królewskiego biegu, ale już rekreacyjnie. Na co dzień w Pasłęku trenuje grupę około dwudziestu osób, przekazując im swoje bogate doświadczenie. Poznajcie Mirosława Plawgo.
Mirosław Plawgo odnosił sukcesy w maratonie gdy jeszcze w Polsce nikt nawet nie myślał o modzie na bieganie. Trzykrotnie zdobył tytuł mistrza Polski w maratonie (1996, 2000 i 2001 rok), dwukrotnie mistrza Polski w półmaratonie (1994, 1996), zwyciężał w wielu innych zawodach. Dzisiaj ma 46 lat, ostatni maraton przebiegł 10 lat temu, ale w tym roku zamierza wrócić na trasę królewskiego biegu. Dopingują go do tego znajomi, z którymi założył pasłęcką grupę w ramach ogólnopolskiej akcji „Biegam, bo lubię”. Na co dzień jest ich trenerem i mentorem, pracuje jako menadżer w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Pasłęku i społecznie pełni funkcję prezesa Polonii Pasłęk. Karierę sportowca zakończył w 2007 roku z powodów zdrowotnych,
- Jest taki plan, by po 10 latach przerwy – po ostatni maraton przebiegłem 10 lat temu w Lubljanie – wrócić na trasę. Po zakończeniu kariery miałem spore problemy zdrowotne, między innymi zapalenie mięśnia sercowego, po dwóch latach powolutku zacząłem się ruszać. Obiecałem swojej grupie biegowej z Pasłęka, że przebiegnę maraton w Poznaniu w październiku tego roku, a w przyszłym roku – w Krakowie. To jedyne dwa duże maratony w kraju, w których nie startowałem jako wyczynowiec – mówi Mirosław Plawgo.
- Co trzeba poświęcić w swoim życiu, by przebiec maraton w takim tempie, jak twój rekordowy wynik, czyli 2 godziny 12 minut i 27 sekund?
- Biegania na takim poziomie nie da się powiązać z pracą zawodową. Znam co prawda takie osoby, które biegały w czasie 2:15 i pracowały, ale raczej jako nauczyciele wuefu w szkole. Ja żyłem z biegania. Byłem na etacie w wojsku, na papierze w wojskowym klubie, ale zajmowałem się tylko treningiem. Podziwiam osoby, które są w stanie pogodzić taki reżim z pracą. Gdy po 8-9 godzinach pracy przychodzą do domu, coś zjedzą i gonią na trening. Przez kilka lat też próbowałem się do tego przyzwyczaić, ale mi nie wychodziło. Dopiero niedawno zaskoczyło.
- Znajdujesz za to czas, by trenować innych...
- Przyszedł do mnie mój szkolny kolega i zaproponował, by założyć w Pasłęku grupę biegową. Dołączyliśmy do akcji „Biegam, bo lubię”, którą rozpoczął w Polsce Paweł Januszewski, z którym się bardzo dobrze znamy. I tak to trwa już kilka lat. Jest nas w sumie dwadzieścia parę osób.
- Jedną z nich jest mój znajomy Janek...
- Śmiejemy się, że to najszybszy inkasent za wodę w kraju... Spotykaliśmy się wcześniej na rozgrywkach koszykówki. Janek skarżył się, że źle się czuję. Poradziłem mu, żeby zaczął biegać. Dziwnie na mnie spojrzał, ale spróbował. Rok temu przebiegł pierwszy raz maraton (w czasie poniżej 3 godzin i 40 minut – red.), w tym roku poprawił się bodajże o cztery minuty i jest zadowolony!
- Jakie rady dałbyś osobom, które chciałyby zacząć biegać, a się jeszcze zastanawiają...
- Do biegania trzeba podchodzić z rozsądkiem. Nie można przebiec maratonu w dobrym zdrowiu, trenując tylko dwa, trzy razy w tygodniu. Często na masowych biegach obserwuję osoby, które chcą pokonać 10, 20 kilometrów, ale są do tego źle przygotowani i często się to źle kończy. Najważniejsza jest systematyczność. Ruch i rekreacja to najlepsze lekarstwo, to w zawodowym sporcie trochę zdrowia ucieka. Ja sam niedawno ważyłem 40 kilo więcej niż w czasach, gdy zdobywałem medale w maratonie i też zacząłem się kiepsko czuć. W ostatnim czasie poleciało mi 15 kilo i już jest inaczej. Do biegania należy podchodzić spokojnie..
- Jest taki plan, by po 10 latach przerwy – po ostatni maraton przebiegłem 10 lat temu w Lubljanie – wrócić na trasę. Po zakończeniu kariery miałem spore problemy zdrowotne, między innymi zapalenie mięśnia sercowego, po dwóch latach powolutku zacząłem się ruszać. Obiecałem swojej grupie biegowej z Pasłęka, że przebiegnę maraton w Poznaniu w październiku tego roku, a w przyszłym roku – w Krakowie. To jedyne dwa duże maratony w kraju, w których nie startowałem jako wyczynowiec – mówi Mirosław Plawgo.
- Co trzeba poświęcić w swoim życiu, by przebiec maraton w takim tempie, jak twój rekordowy wynik, czyli 2 godziny 12 minut i 27 sekund?
- Biegania na takim poziomie nie da się powiązać z pracą zawodową. Znam co prawda takie osoby, które biegały w czasie 2:15 i pracowały, ale raczej jako nauczyciele wuefu w szkole. Ja żyłem z biegania. Byłem na etacie w wojsku, na papierze w wojskowym klubie, ale zajmowałem się tylko treningiem. Podziwiam osoby, które są w stanie pogodzić taki reżim z pracą. Gdy po 8-9 godzinach pracy przychodzą do domu, coś zjedzą i gonią na trening. Przez kilka lat też próbowałem się do tego przyzwyczaić, ale mi nie wychodziło. Dopiero niedawno zaskoczyło.
- Znajdujesz za to czas, by trenować innych...
- Przyszedł do mnie mój szkolny kolega i zaproponował, by założyć w Pasłęku grupę biegową. Dołączyliśmy do akcji „Biegam, bo lubię”, którą rozpoczął w Polsce Paweł Januszewski, z którym się bardzo dobrze znamy. I tak to trwa już kilka lat. Jest nas w sumie dwadzieścia parę osób.
- Jedną z nich jest mój znajomy Janek...
- Śmiejemy się, że to najszybszy inkasent za wodę w kraju... Spotykaliśmy się wcześniej na rozgrywkach koszykówki. Janek skarżył się, że źle się czuję. Poradziłem mu, żeby zaczął biegać. Dziwnie na mnie spojrzał, ale spróbował. Rok temu przebiegł pierwszy raz maraton (w czasie poniżej 3 godzin i 40 minut – red.), w tym roku poprawił się bodajże o cztery minuty i jest zadowolony!
- Jakie rady dałbyś osobom, które chciałyby zacząć biegać, a się jeszcze zastanawiają...
- Do biegania trzeba podchodzić z rozsądkiem. Nie można przebiec maratonu w dobrym zdrowiu, trenując tylko dwa, trzy razy w tygodniu. Często na masowych biegach obserwuję osoby, które chcą pokonać 10, 20 kilometrów, ale są do tego źle przygotowani i często się to źle kończy. Najważniejsza jest systematyczność. Ruch i rekreacja to najlepsze lekarstwo, to w zawodowym sporcie trochę zdrowia ucieka. Ja sam niedawno ważyłem 40 kilo więcej niż w czasach, gdy zdobywałem medale w maratonie i też zacząłem się kiepsko czuć. W ostatnim czasie poleciało mi 15 kilo i już jest inaczej. Do biegania należy podchodzić spokojnie..
RG