Remis Startu z Samborem (piłka ręczna)

Nie udało się podopiecznym Jerzego Cieplińskiego wywieźć dwóch punktów z Tczewa. Elblążanki nie wykorzystały szansy w ostatnich sekundach na zdobycie zwycięskiej bramki i ostatecznie musiały pogodzić się z remisem 22:22. Zapewne bardziej zadowolonego z takiego wyniku były gospodynie, które w końcu opuściły ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Zobacz zdjęcia.
Liczna grupa kibiców Startu, która udała się na mecz do Tczewa może czuć spory niedosyt. W końcu elblążanki były typowane do zwycięstwa w tym spotkaniu, jednak nie zagrały na takim poziomie, jakiego się od faworytek oczekuje. Beniaminek postawił twarde warunki i to on przez pierwszą połowę meczu grał lepiej.
Już pierwsze minuty spotkania wskazywały, że dla Startu nie będzie to łatwy mecz. Tczewianki szybko wyszły na prowadzenie 3:0, a elblążanki pierwszą bramkę zdobyły dopiero w 5. minucie. Dużo krwi napsuła zawodniczkom Startu Dominika Brzezińska, która co rusz broniła rzuty elblążanek. Miejscowe grały nieźle w obronie, potrafiły wykorzystać proste błędy podopiecznych Jerzego Cieplińskiego, dzięki czemu ich przewaga w 18. minucie wynosiła cztery bramki (9:5). Na szczęście i beniaminek zaczął popełniać błędy. Elblążanki zdołały rzucić cztery bramki pod rząd i w 26. minucie na tablicy wyników było remis 9:9. Do przerwy padły jeszcze trzy bramki, dwie po stronie gospodyń i jedna zdobyta przez Katarzynę Cekałę.
Po zmianie stron ponownie dała o sobie znać była zawodniczka Startu, Justyna Domnik, zdobywając dwie bramki pod rząd i gospodynie znów wyszły na trzybramkowe prowadzenie. Niemoc strzelecka elblążanek, która trwała blisko pięć minut przełamała w końcu Iveta Matouskova. Bramka ta podziałała mobilizująco na zawodniczki Startu, które wspomagane przez nieźle dysponowaną tego dnia Eketerinę Dzhukevę mozolnie odrabiały straty, by w końcu w 39. minucie spotkania wyjść na pierwsze w tym meczu prowadzenie (14:13), a trzy minuty później prowadzić 16:13. Elblążanki miały doskonałą okazję do wypracowania sobie jeszcze większej przewagi grając w przewadze, ale to gospodynie odrobiły straty i znów mogły się cieszyć z prowadzenia (19:18). W końcówce spotkania żaden z zespołów nie potrafił przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Tablica wyników kilkukrotnie pokazywała remis. Kiedy w 58. minucie Wioleta Janaczek ponownie doprowadziła do remisu (22:22), trener Sambora poprosił czas. Na zmianę wyniku najpierw nie pozwoliła golkiperka miejscowych, a chwilę później Ekaterina Dzhukeva. Na 26. sekund przed syreną kończącą spotkanie przy piłce były elblążanki. Przerwa zarządzona na prośbę Jerzego Cieplińskiego na nic się nie zdała. Elblążankom nie udało się już oddać skutecznego rzutu. Spotkanie zakończyło się remisem 22:22 i tym samym podziałem punktów.
Powiedzieli po meczu:
Robert Karnowski - Na boisku panowała jedna wielka dramaturgia i do końca nikt nie wiedział jak się to skończy. Od około 38. minuty Elblag zaczął grać lepiej, podkręcił tempo i trochę wybił nas z rytmu. Na szczęście dziewczyny się szybko pozbierały i doszliśmy na remis. Uważam, że wynik jest sprawiedliwy. Zwycięstwo jednej albo drugiej drużyny byłoby trochę niesprawiedliwe. Na wyróznienie zasługuje Dominika Brzezińska i druga bramkarka, która obroniła karne oraz Magda Krajewska, która dała dobrą zmianę, dzięki czemu nasze podstawowe zawodniczki mogły odpocząć.
Justyna Domnik - Cieszymy się z remisu i zdobycia jednego punktu, bo udało nam się odskoczyć z dna tabeli. Od początku meczu chciałyśmy grać agresywne 6-0 i to wypaliło. Jestem zadowolona z tego, że cały czas widać u nas progres, że nasza gra jest szybka i nie tracimy sił, nie gramy do którejś minuty, tylko do końca meczu.
Dariusz Bajczyk - Obie drużyny grały poniżej oczekiwań, jakie można postawić drużynom superligii. 22 bramki po obu stronach pokazują, co się działo na boisku. Żal niewykorzystanych sytuacji, niefrasobliwości, prostych, niewymuszonych błędów i niewykorzystanych rzutów karnych. Drużyna na tym poziomie mając 26 sekund do końca i piłkę, powinna chociażby oddać rzut. Z perspektywy tego meczu wynik jest sprawiedliwy. Poziom tego spotkania daleko odbiegał od poziomu jakiego ja bym oczekiwał i zapewne kibice, którzy głośno wspierali dziś nasze zawodniczki. Kibice nie zawiedli i za to należą im się ogromne podziękowania.
Wioleta Janaczek - Zagrałyśmy bardzo słaby mecz, dlatego wynik powinien nas cieszyć. Dziś niestety nic nam nie wychodziło. Dziewczyny są już na pewno troszeczkę zmęczone po ostatnim meczu (w środę Strat grał w Lubinie Puchar Polski - przyp. red.).
Sambor Tczew - Start Elbląg 22:22 (11:10)
Sambor: Brzezińska, Skonieczna A. - Domnik 8, Stanulewicz 3, Belter 3, Szott 2, Skonieczna K. 2, Lipska 1, Tomczyk 1, Krajewska 1, Strzałkowska 1, Szlija.
Start: Dzhukeva, Kordunowska - Janaczek 8, Matouskova 4, Cekała 3, Aleksandrowicz 3, Jędrzejczyk 2, Jałoszewska 2, Białoszewska, Szymańska, Karwecka, Wolska, Pesel, Konefał, Klonowska, Woronko.
19 stycznia o godz. 16 elblążanki zagrają kolejny ligowy mecz, w ktorym podejmować będą Olimpię-Beskid Nowy Sącz. Natomiast 16 stycznia o godz. 18:30 w ramach Pucharu Polski odbędzie sie rewanżowe spotkanie z Zagłębiem Lubin.
Już pierwsze minuty spotkania wskazywały, że dla Startu nie będzie to łatwy mecz. Tczewianki szybko wyszły na prowadzenie 3:0, a elblążanki pierwszą bramkę zdobyły dopiero w 5. minucie. Dużo krwi napsuła zawodniczkom Startu Dominika Brzezińska, która co rusz broniła rzuty elblążanek. Miejscowe grały nieźle w obronie, potrafiły wykorzystać proste błędy podopiecznych Jerzego Cieplińskiego, dzięki czemu ich przewaga w 18. minucie wynosiła cztery bramki (9:5). Na szczęście i beniaminek zaczął popełniać błędy. Elblążanki zdołały rzucić cztery bramki pod rząd i w 26. minucie na tablicy wyników było remis 9:9. Do przerwy padły jeszcze trzy bramki, dwie po stronie gospodyń i jedna zdobyta przez Katarzynę Cekałę.
Po zmianie stron ponownie dała o sobie znać była zawodniczka Startu, Justyna Domnik, zdobywając dwie bramki pod rząd i gospodynie znów wyszły na trzybramkowe prowadzenie. Niemoc strzelecka elblążanek, która trwała blisko pięć minut przełamała w końcu Iveta Matouskova. Bramka ta podziałała mobilizująco na zawodniczki Startu, które wspomagane przez nieźle dysponowaną tego dnia Eketerinę Dzhukevę mozolnie odrabiały straty, by w końcu w 39. minucie spotkania wyjść na pierwsze w tym meczu prowadzenie (14:13), a trzy minuty później prowadzić 16:13. Elblążanki miały doskonałą okazję do wypracowania sobie jeszcze większej przewagi grając w przewadze, ale to gospodynie odrobiły straty i znów mogły się cieszyć z prowadzenia (19:18). W końcówce spotkania żaden z zespołów nie potrafił przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Tablica wyników kilkukrotnie pokazywała remis. Kiedy w 58. minucie Wioleta Janaczek ponownie doprowadziła do remisu (22:22), trener Sambora poprosił czas. Na zmianę wyniku najpierw nie pozwoliła golkiperka miejscowych, a chwilę później Ekaterina Dzhukeva. Na 26. sekund przed syreną kończącą spotkanie przy piłce były elblążanki. Przerwa zarządzona na prośbę Jerzego Cieplińskiego na nic się nie zdała. Elblążankom nie udało się już oddać skutecznego rzutu. Spotkanie zakończyło się remisem 22:22 i tym samym podziałem punktów.
Powiedzieli po meczu:
Robert Karnowski - Na boisku panowała jedna wielka dramaturgia i do końca nikt nie wiedział jak się to skończy. Od około 38. minuty Elblag zaczął grać lepiej, podkręcił tempo i trochę wybił nas z rytmu. Na szczęście dziewczyny się szybko pozbierały i doszliśmy na remis. Uważam, że wynik jest sprawiedliwy. Zwycięstwo jednej albo drugiej drużyny byłoby trochę niesprawiedliwe. Na wyróznienie zasługuje Dominika Brzezińska i druga bramkarka, która obroniła karne oraz Magda Krajewska, która dała dobrą zmianę, dzięki czemu nasze podstawowe zawodniczki mogły odpocząć.
Justyna Domnik - Cieszymy się z remisu i zdobycia jednego punktu, bo udało nam się odskoczyć z dna tabeli. Od początku meczu chciałyśmy grać agresywne 6-0 i to wypaliło. Jestem zadowolona z tego, że cały czas widać u nas progres, że nasza gra jest szybka i nie tracimy sił, nie gramy do którejś minuty, tylko do końca meczu.
Dariusz Bajczyk - Obie drużyny grały poniżej oczekiwań, jakie można postawić drużynom superligii. 22 bramki po obu stronach pokazują, co się działo na boisku. Żal niewykorzystanych sytuacji, niefrasobliwości, prostych, niewymuszonych błędów i niewykorzystanych rzutów karnych. Drużyna na tym poziomie mając 26 sekund do końca i piłkę, powinna chociażby oddać rzut. Z perspektywy tego meczu wynik jest sprawiedliwy. Poziom tego spotkania daleko odbiegał od poziomu jakiego ja bym oczekiwał i zapewne kibice, którzy głośno wspierali dziś nasze zawodniczki. Kibice nie zawiedli i za to należą im się ogromne podziękowania.
Wioleta Janaczek - Zagrałyśmy bardzo słaby mecz, dlatego wynik powinien nas cieszyć. Dziś niestety nic nam nie wychodziło. Dziewczyny są już na pewno troszeczkę zmęczone po ostatnim meczu (w środę Strat grał w Lubinie Puchar Polski - przyp. red.).
Sambor Tczew - Start Elbląg 22:22 (11:10)
Sambor: Brzezińska, Skonieczna A. - Domnik 8, Stanulewicz 3, Belter 3, Szott 2, Skonieczna K. 2, Lipska 1, Tomczyk 1, Krajewska 1, Strzałkowska 1, Szlija.
Start: Dzhukeva, Kordunowska - Janaczek 8, Matouskova 4, Cekała 3, Aleksandrowicz 3, Jędrzejczyk 2, Jałoszewska 2, Białoszewska, Szymańska, Karwecka, Wolska, Pesel, Konefał, Klonowska, Woronko.
19 stycznia o godz. 16 elblążanki zagrają kolejny ligowy mecz, w ktorym podejmować będą Olimpię-Beskid Nowy Sącz. Natomiast 16 stycznia o godz. 18:30 w ramach Pucharu Polski odbędzie sie rewanżowe spotkanie z Zagłębiem Lubin.
Anna Dembińska