UWAGA!

Tadeusz Nowak: Pirat był pierwszy

 
Elbląg, elbląski kanadyjkarz Tadeusz Nowak
elbląski kanadyjkarz Tadeusz Nowak (fot. Anna Dembińska)

- W Szwecji – inny świat. Jednym ze zdziwień był fakt, że kobiety jeździły na rowerach w krótkich spodenkach. Wówczas w Polsce – nie do pomyślenia – musiała być długa spódnica, żeby było skromnie. Regaty były na małej zasłoniętej od morza zatoczce w pobliżu Malmo. Piękne było, tak pięknie, że dwóch naszych kolegów postanowiło nie wracać do Polski. Ze statku widzieliśmy, jak nam machają z nabrzeża - tak Tadeusz Nowak, elbląski kajakarz, wspomina pierwsze lata tej dyscypliny w Elblągu. W rozmowie z wieloletnim działaczem tej dyscypliny sportu wspominamy kajakarskiego Pirata. Zobacz odznaczenia Tadeusza Nowaka.

- Jak zaczęła się Pana przygoda na wodzie?

- Wbrew pozorom pierwszy był jacht Pirat – poniemiecka jednomasztowa łódź z niemal całkowicie zniszczoną rufą. W 1953 r. Ja, wraz z kilkoma zapaleńcami wyremontowałaliśmy tę łódź i na niej odbywałem pierwsze rejsy m.in. na Druzno. A to dość zdradliwy, jak się potem okazało, akwen dla tak niedoświadczonych żeglarzy jak my. Nie wiadomo skąd przychodzi chmurka, zaczyna wiać i uciekaj, gdzie możesz. Myśmy uciec nie zdążyli. Ustawiliśmy się tak, że wichura wyrzuciła nas dziobem w ogromne zarośla i tam sztorm przeczekaliśmy. Ale co się wtedy strachu najedliśmy, to nasze. Potem wyprawialiśmy się też na Zalew Wiślany. Wówczas nie mieliśmy dokładnych map i trzeba było uważać. Na wysokości Kątów Rybackich była taka zdradliwa mielizna, kiedy trzeba było wyskakiwać do wody i własnymi silami ściągać łódź z mielizny. Potem Pirata zabrali na Śląsk.

 

- To skąd się wzięły kajaki?

- Z Elbląskiej Fabryki Urządzeń Kuziennych. Dyrektorem był Marian Polowczyk, który założył w zakładzie Klub Pirat. A że był zapalonym kajakarzem, to w klubie powstała sekcja kajaków. Na początku było to pływanie rekreacyjne, ale dość szybko przeszliśmy na sportowe. Ja trafiłem do dwójki wraz z serdecznym kolegą Michałem Radzionem, z którym mieszkaliśmy w jednym hotelu przy ul. Świętojańskiej 7, potem zmieniła nazwę na Parkową 7, a dziś jest to ul. 3 Maja. Lubiłem też jedynki ze względu na samodzielność: tam sam odpowiadasz i bierzesz odpowiedzialność za to, co się dzieje. A może być różnie. Wracamy na jedynkach z Druzna, na rzece jeszcze pływała kra. Zagadałem się z Michałem Radzionem, wpłynąłem w krę, wywrotka i jestem w zimnej wodzie. Popłynąłem do brzegu i biegiem na przystań, która wtedy znajdowała się przy ul. Kotwiczej. Tam mnie ogrzali i dali dwie setki wódki. W ten sposób po raz pierwszy posmakowałem alkoholu. Potem usnąłem i obyło się bez konsekwencji zdrowotnych, nawet kataru nie miałem.

 

- Jaki mieliście sprzęt?

- Z tym była ogromna trudność. W okolicy nie było warsztatów szkutniczych. Na początku pływaliśmy na kajakach turystycznych, w 1954 r. dostaliśmy sportowe. Pamiętam radość, jak dostaliśmy dwie nowe jedynki z warsztatu z Warszawy. Chętnych na pływanie, nie tylko tymi nówkami, było więcej niż sprzętu. Chętny dostawał kajak na godzinę, po której musiał go oddać sklarowany. Na zawody jeździliśmy Starami „sponsorowanymi” przez EFUK. W jednym zawodnicy na pace, a w drugim kajaki na specjalnych pasach.

 

- Pierwsze zawody?

- Z tych poważniejszych to mistrzostwa Federacji Stal w Poznaniu w 1955 r. Piraci zdobyli tam dwa srebrne medale. Elbląg był wówczas w województwie gdańskim, a dwoma najważniejszymi ośrodkami kajakarstwa była właśnie stolica województwa i Elbląg. Potem dołączył do nas Malbork. W Gdańsku ścigaliśmy się na Motławie, nikt nie chciał wylosować skrajnego toru, ze względu na porastające zarośla. Wiadomo było, że jak ktoś wylosował tor blisko nurtu rzeki, to jego szanse na awans wzrastały. Ale dyskusji nie było – startowało się na takich torach, jakie los przydzielił. W Malborku, no to wiadomo, pływaliśmy po Nogacie. Tam z kolei doskonałe warunki mieli kibice.

 

- Warto też wspomnieć o międzynarodowych regatach ze Szwedami.

- Już nie pamiętam, w którym to było roku, ale Szwedzi przyjechali na regaty do Elbląga. Pościgaliśmy się, ugościliśmy ich, a oni zaprosili nas do siebie. Wówczas o tym, żeby można było wyjechać za granicę można było tylko pomarzyć, o tym, żeby pojechać do kraju „zgniłego zachodu” nawet marzyć nie można było. A mimo pozwolili nam jechać do Szwecji, dostaliśmy tylko opiekuna z Warszawy. Można się domyślać, że miał jakieś powiązania z bezpieczeństwem. W Szwecji – inny świat. Jednym ze zdziwień był fakt, że kobiety jeździły na rowerach w krótkich spodenkach. Wówczas w Polsce – nie do pomyślenia – musiała być długa spódnica, żeby było skromnie. Regaty były na małej zasłoniętej od morza zatoczce w pobliżu Malmo. Piękne było, tak pięknie, że dwóch naszych kolegów postanowiło nie wracać do Polski. Ze statku widzieliśmy jak nam machają z nabrzeża. Podejrzewam, że nasz opiekun z Warszawy miał potem jakieś nieprzyjemności.

 

- Paru ciekawych zawodników się przez Pirata przewinęło.

- Tutaj zaczynała Janina Mendalska, przyszła olimpijka z Rzymu z 1960 r, gdzie w duecie z Danielą Walkowiak wypływały czwarte miejsce. W tym „pierwszym składzie” z 1954 r. byli m.in. Janina Araszewska, Teresa Kmiecik, Andrzej Dziurka, Rajmund Kamiński, Feliks Kossowski, Marian Krzyśka, Maksymilian Lewandowski, Kazimierz Ługowski, Stefan Nagaj, Marian Nawrocki, Michał Radzion, Tadeusz Ratajczak, Józef Waldelt, Józef Wernicki i ja. Walczyliśmy głównie w województwie gdańskim, chociaż na mistrzostwach Polski też potrafiliśmy zajmować czołowe miejsca. Największy sukces: w 1958 r. na mistrzostwach Polski Janina Mendalska startująca jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Korzeniowska wraz z Janiną Araszewską wywalczyły złoto w dwójce na 3 tysiące metrów i srebro na 500 metrów. Dodatkowo Janina Mendalska była druga w jedynce na 500 metrów. To były udane dla nas mistrzostwa: juniorzy Lewicki i Glinkowski wywalczyli w dwójce złoto na 500 metrów i srebro na 3 tys. metrów. I trzeba wspomnieć o ojcu tych sukcesów trenerze Kazimierzu Kozierasie.

 

- Pirat został przejęty przez Olimpię Elbląg.

- W 1962 r., po włączeniu Elbląskiej Fabryki Urządzeń Kuziennych. Dla nas oznaczało to więcej pieniędzy, gdyż Olimpię wspierały najważniejsze przedsiębiorstwa w ówczesnym Elblągu: Zamech i Zakłady Wielkiego Proletariatu. To głównie dzięki Zdzisławowi Olszewskiemu, dyrektorowi ZWP, udało się wybudować obecną przystań przy ul. Radomskiej, gdzie przenieśliśmy się z Kotwiczej. Było z tym trochę zamieszania, pieniądze na ten teoretycznie miały być przeznaczone na inny remont. Nieoficjalnie wszyscy wiedzieli, oficjalnie nikt, przystań stoi i służy kajakarzom do dziś. Zdzisław Olszewski miał słabość do sportu, to dzięki niemu stoi hala przy ul. Kościuszki, pierwszy obiekt tego typu w Elblągu, który ułatwił życie całemu środowisku sportowemu w mieście. Historia Pirata jest krótka, ale wtedy zostały podłożone fundamenty pod późniejsze sukcesy. A ja... zostałem przy kajakach całe życie.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama