UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Tak pachniało tamto lato

 
Elbląg, Od lewej: Krzysztof Gołebiewski, Janusz Buczkowski, Bogusław Durzyński z drużyny juniorów Olimpii w 1978 r.
Od lewej: Krzysztof Gołebiewski, Janusz Buczkowski, Bogusław Durzyński z drużyny juniorów Olimpii w 1978 r. (fot. Anna Dembińska)

W lipcu 1978 r. juniorzy Olimpii grali w Elblągu w turnieju półfinałowym mistrzostw Polski. W sierpniu na Agrykoli w towarzyskim meczu podejmowali... juniorską reprezentację Japonii. O tym lecie rozmawiamy z Januszem Buczkowski, Bogusławem Durzyńskim i Krzysztofem Gołębiewskim – uczestnikami tamtych wydarzeń.

Lato 1978 r. Seniorska drużyna Olimpii Elbląg nie zdołała wrócić do II ligi i przygotowywała się do kolejnego sezonu na trzecim poziomie rozgrywek. Ale swoje chwile chwały przeżywali juniorzy żółto- biało – niebieskich.

Drużyna prowadzona przez Janusza Jakuszewskiego wygrała ligę wojewódzką...

- Na lokalnym podwórku nie mieliśmy konkurencji. W zasadzie tylko Braniewo i Kwidzyn próbowały się nam postawić. Ale tylko próbowały – wspomina po latach Bogusław Durzyński, wówczas obrońca Olimpii.

… potem był turniej ćwierćfinałowy w Słupsku, kolejny dwumecz z Olimpią Grudziądz (2:1 u siebie (bramki dla Olimpii: Karman i Burkhardt) i 0:0 w Grudziądzu.) i awansowała do turnieju półfinałowego. Jeden z nich rozgrywany był w Elblągu na boisku Olimpii przy Agrykola 8 i w Gronowie Elbląskim na boisku na tamtejszego Pomowca. Do Elbląga przyjechały juniorskie drużyny Polonii Bytom, Śląska Wrocław i Olimpii Poznań.

- Seniorskie drużyny Polonii i Śląska grały wówczas w pierwszej lidze [najwyższa klasa rozgrywkowa – przyp. SM], Olimpia Poznań w drugiej. Wśród naszych rywali byli zawodnicy, którzy grali lub ocierali się o ich pierwszą drużynę – wspomina Janusz Buczkowski, obrońca Olimpii.

- Śląsk był niesamowicie pewny siebie. Mirosław Pękala prosto w oczy powiedział naszemu trenerowi, że nas zleją. Po meczu miał zupełnie inną minę i już nie był tak bojowo nastawiony – mówi Bogusław Durzyński

Bogusław Durzyński dostał w tym meczu rolę „plastra” dla Stanisława Pękali. I reprezentant Polski sobie nie pograł, a Olimpia zremisowała 1:1. Niestety, nie udało się awansować dalej (z grupy wyszły Polonia Bytom i Śląsk Wrocław): - Po dwóch meczach nasz bramkarz trafił do notesu jednego z trenerów reprezentacji Polski. Niestety, trzeci mecz z Olimpią Poznań mu nie wyszedł i niestety „wypadł” z notatnika.

 

Wyniki Olimpii:

vs Śląsk Wrocław 1:1

vs Polonia Bytom 2:4

vs Olimpia Poznań 1:2

 

Tabela:

1) Polonia Bytom 5 pkt., bramki 7:4

2) Śląsk Wrocław 3 pkt, bramki 5:4

3) Olimpia Poznań 3 pkt, bramki 4:5

4) Olimpia Elbląg 1 pkt, bramki 4:7

 

„Dużą niespodziankę, zdaniem M. Bednarczyka [Marian Bednarczyk, ówczesny przewodniczący sekcji młodzieżowej PZPN – przyp. SM] sprawiła Olimpia Elbląg. Występuje przecież w niezbyt silnej lidze okręgowej, a mimo to potrafiła skompletować zespół sporo umiejący, niezły technicznie” - informował Głos Wybrzeża z 13 lipca 1978 r.

Olimpijczycy „w nagrodę” za bardzo dobrą organizację turnieju otrzymali możliwość rozegrania meczu towarzyskiego z bardzo atrakcyjnym przeciwnikiem. Ale po kolei. W 1979 r. w Japonii miały się odbyć nieoficjalne mistrzostwa świata juniorów w piłce nożnej. Latem 1978 r. juniorska reprezentacja Japonii przyjechała na tournée do Europy, aby podpatrzeć trochę europejskiej piłki. Japończycy mieli w planach rozegrać spotkania w Polsce, Czechosłowacji, Węgrzech, Rumunii i RFN. A swoje tournée zaczęli od Elbląga i meczu z półfinalistą mistrzostw Polski.

 

Trener Janusz Jakuszewski

Juniorów Olimpii prowadził wówczas Janusz Jakuszewski, wcześniej m.in. asystent u Grzegorza Polakowa, który seniorską drużynę Olimpii prowadził po spadku z II ligi.

- Najlepszy trener jakiego miałem. Profesjonalista w każdym calu. Na pierwszym spotkaniu z drużyną zapowiedział, że jeżeli się przyłożymy, to będziemy grać o mistrzostwo Polski, a niektórzy z nas zagrają w piłce seniorskiej. Postawił też weto w sprawie papierosów dając czas do końca roku na rzucenie nałogu. Mieliśmy w drużynie paru takich zawodników, którzy mieli miejsce w wyjściowym składzie, ale palili. I w styczniu 1978 r. okazało się, że nie są ujęci w kadrze na obóz przygotowawczy w Węgierskiej Górce – mówił Bogusław Durzyński. - Jak rozpoczął z nami pracę, to nam się dopiero oczy otworzyły, co to znaczy trenować piłkę nożną.

- Jak już mówimy o trenerze, to miał bardzo dobre podejście do młodzieży. Potrafił wprowadzić dobrą atmosferę do zespołu, jego treningi były ciekawe, chociaż trzeba też przyznać, że potrafił dać w kość – dodał Krzysztof Gołębiewski, napastnik elbląskiego zespołu. - Potem przynosiło to namacalne efekty na boisku.

Ten sukces nie wziął się jednak z niczego. Jedna sprawa, to była drużyna, druga to podejście samego klubu do juniorów. Dzięki współpracy z wojskiem udało się juniorom „załatwić” możliwość trenowania na boisku przy ul. Skrzydlatej. Wówczas były to tereny wojskowe, na które zwykły śmiertelnik nie miał dostępu.

- Mieliśmy szatnię w wojskowym baraku, tylko dla siebie, każdy miał podpisane miejsce, swoją piłkę, swój dres. Nowością było to, że dostawaliśmy herbatę po treningu – mówi Bogusław Durzyński.

Treningi bywały urozmaicone:  - Na obozie w Węgierskiej Górce trener zarządził, żeby wziąć sanki. Chyba wszyscy pomyśleli, że szykuje się lżejszy trening, mówiąc wprost, że będziemy zjeżdżać na sankach. Tylko jak się okazało jedne sanki przypadały na trzy osoby. Trener wytyczył odcinki po 150 metrów i się okazało, że jeden z trójki siada na sanki, drugi ciągnie, a trzeci pcha. Po kilku takich rundkach mało kto miał już ochotę na zjeżdżanie. Tylko ja z jednym kolegą zjechaliśmy raz – wspomina Bogusław Durzyński. - Ale dzięki temu byliśmy fizycznie nie do zdarcia. Potrafiliśmy rywali zabiegać.

- Po ciężkich treningach był czas na odnowę biologiczną i odżywki w postaci witamin, owoców i cytrusów o wszystko zadbał trener Jakuszewski . Wszystko po to aby być jak najlepiej przygotowanym do sezonu – dodaje Janusz Buczkowski.

  Elbląg, Juniorska reprezentacja Japonii
Juniorska reprezentacja Japonii (fot. Zdzisław Kusaj, źródło: Biblioteka Elbląska)

 

Japończycy w Elblągu

Mecz z Japonią był „nagrodą” PZPN dla ZKS ,Olimpii” i miasta Elbląg za bardzo dobrą organizację turnieju półfinałowego o mistrzostwo Polski juniorów w piłce nożnej, który odbył się w Elblągu i Gronowie Elbląskim. Byliśmy jedną drużyną klubową w Polsce która zagrała z Japonią . Tuż przed meczem z reprezentacją Japonii do naszej drużyny dołączyło dwóch zawodników Antoni Fijarczyk i Andrzej Kraniecwspomina Janusz Buczkowski.

Dla Japończyków, to był prawdopodobnie pierwszy kontakt z europejską piłką. Mecz zaczął się o godzinie 17, 3 sierpnia 1978 r.

- Nic nie wiedzieliśmy o tej drużynie jak grają ,co potrafią było niewiadomą Na powitanie daliśmy im proporczyki klubowe, sami otrzymaliśmy pamiątkowe znaczki . - Dość wesoła sytuacja miała miejsce, kiedy spiker przedstawiał drużynę gości. Wymienienie kilkunastu japońskich nazwisk okazało się bardzo trudne . Jak na mecz juniorski kibice dopisali . Może nie było wielkiego ścisku, ale mecz cieszył się stosunkowo dużym zainteresowaniem elblążan - wspomina Janusz Buczkowski

- Wszyscy Japończycy byli „z metra cięci”, ruchliwi, zwrotni i wybiegani. I cały czas do siebie krzyczeli. Nie tak, jak w „normalnych” meczach: plecy, uważaj itd. Oni przez 90 minut cały czas ze sobą „rozmawiali” po japońsku. To była dla nas raczej niecodzienna sytuacja – dodaje Bogusław Durzyński.

„W pierwszej połowie meczu lepiej wypadli elblążanie, oni też po strzale [Wojciecha - przyp. SM] Karmana w 18. minucie objęli prowadzenie. Po przerwie, w 56. minucie z rzutu wolnego egzekwowanego przez kapitana drużyny japońskiej Tinbo, najlepszego zawodnika zespołu, nastąpiło wyrównanie. Końcówka spotkania należala do gości, którzy wykazali lepsze przygotowanie kondycyjne” - informował Głos Zamechu z 1 sierpnia.

- To nie do końca prawda, że w końcówce Japończycy mieli większą wytrzymałość fizyczna. Po treningach u Janusza Jakuszewskiego seniorzy Olimpii mieli problemy, żeby nas dogonić. Remis z Japonią to raczej wynik „dobrego serca” trenera, który chciał dać zagrać wszystkim. W drugiej połowie wpuścił na boisku młodszych zawodników i skończyło się remisem – mówi Bogusław Durzyński.

- Dla nas to też była „atrakcja”, zagrać z Japonią. Trener mógł zostawić najsilniejszy skład i wygrać ten mecz, tylko po co? To była dla nas nagroda i to też dobrze świadczy o trenerze, że dał ją wszystkim – dodaje Krzysztof Gołębiewski.

Spotkanie sędziował Alojzy Jarguz, sędzia, który na mistrzostwach świata w Argentynie jako główny prowadził mecz Peru – Iran (4:1) i jako liniowy Szwecja – Brazylia (1:1) i Austria – Niemcy (3:2).

- Odbieraliśmy to jako wyróżnienie, że taki sędzia prowadzi nasz mecz – wspomina Janusz Buczkowski.

W następnym sezonie Olimpijczycy ponownie zwyciężyli w lidze wojewódzkiej. Wtedy ich przygoda w mistrzostwach Polski skończyła się na ćwierćfinale. Co ważniejsze jednak: trener Janusz Jakuszewski dotrzymał słowa: wielu piłkarzy z tamtej drużyny zagrało w lidze w „dorosłych” rozgrywkach. Dziś część z nich można oglądać w meczach Oldboyów Olimpii. Z meczu z Japonią pozostały tylko wspomnienia.

- Trochę nas to dziwi, że nie ma o tym meczu żadnej informacji w klubie. Kierownik klubu Zygmunt Prokop dbał o historię Olimpii, były prowadzone albumy do których wklejało się wycinki z gazet(lokalnych i ogólnopolskich) i zdjęcia po każdym meczu ,lub zawodach (wówczas był to klub wielosekcyjny ). Myślę że ten mecz był bardzo ważnym wydarzeniem w historii naszego klubu i dlatego warto o nim pamiętać. Jeżeli ktoś jest w posiadaniu takiego albumu lub pamiątki , zdjęcia prosimy o kontakt z redakcją portElu – apeluje Janusz Buczkowski.

Japończykom się na mistrzostwach świata nie powiodło. W grupie z Hiszpanią, Algierią i Meksykiem zajęli ostatnie miejsce. Jedyny punkt zdobyli bezbramkowo remisując z Algierią. Tytułem ciekawostki dodamy, że reprezentacja Polski na tym turnieju zajęła czwarte miejsce.

 

Olimpia Elblag (juniorzy) – Japonia (juniorzy) 1:1 (1:0)

Bramki: 1:0 – Karman (18. min.), 1:1 – Tinbo (56. min.)

 

Olimpia: Krawiec – Buczkowski, Rutkowski, Durzyński, Tarasiński, Pastewski (46' Kreft), Burkhardt (46' Światkowski), A. Fijarczyk, W.Karman (46' Jackowski), Małek (70' Gołębiewski), Kultys

Japonia: Suzuki – Sugiyama, Koshida, Tanaka, Yoshimura, Tinbo, Mitauchi, Yasui (40' Sasaki), Mizumunu, Ożaki, (70' Emoto), Takahasi (40' Higuchi)

Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama