Truso nie powalczy już o II ligę (koszykówka)

Koszykarze MKS Truso Elbląg przegrali wczoraj (10 marca) z SMS PZKosz Władysławowo 65:71, tracąc tym samym możliwość walki o awans do II ligi. Był to ostatni mecz elblążan w tym sezonie przed własną publicznością. Zobacz zdjęcia.
Podopieczni Arkadiusza Majewskiego, by mieć jeszcze szanse na dalsza walkę o II ligę, musieli pokonać młodych graczy z Władysławowa. Zadanie to nie było łatwe, tym bardziej, że elblążanie podeszli do spotkania w okrojonym składzie, bez trzech kontuzjowanych zawodników: Mateusza Stawiaka, Michała Futregi oraz Marcina Zalewskiego. Mimo to, przez większą część meczu, realizowali swoje założenia i byli bliscy zwycięstwa. Niestety w końcówce przyjezdni odrobili straty i to oni mogli się cieszyć ze zwycięstwa, na bądź co bądź niełatwym terenie elblążan.
Spotkanie przy Korczaka lepiej rozpoczęła drużyna gości, która po 6 minutach gry prowadziła 16:7. Niezadowolony z takiego obrotu sprawy trener Majewski poprosił o czas. Przerwa dobrze wpłynęła na miejscowych graczy, którzy zaraz po wznowieniu zdobyli siedem punktów pod rząd. Do końca pierwszej kwarty gospodarze mieli spore problemy z trafieniem do kosza. Rywale natomiast w ostatnich sekundach dołożyli trzy oczka i po 10 minutach gry prowadzili 21:16. Drugą kwartę gospodarze rozpoczęli zdecydowanie lepiej niż poprzednią. Najpierw z dystansu trafił Michał Wódecki, a zaraz po nim dwa punkty dołożył Piotr Prokurat, doprowadzając tym samym do remisu po 21. Przyjezdni popełniali sporo błędów, co skrzętnie wykorzystali gracze Truso. Pierwsza połowa meczu zakończyła się wynikiem 35:30 dla Elbląga.
Zmiana stron nie wpłynęła na obraz gry. Na parkiecie w dalszym ciągu dominowali gospodarze, którzy w ciągu niespełna dwóch minut zdobyli siedem punktów, nie tracąc w tym czasie żadnego (42:30). Pięć minut później, m.in. dzięki skutecznym rzutom Pawła Budzińskiego, elblążanie prowadzili już 49:32. W dalszej części spotkania gospodarze zaczęli popełniać błędy, a piłka zbyt często trafiała do rąk przyjezdnych, którzy nie marnowali już okazji do zdobycia punktów. Końcówka trzeciej kwarty to seria rzutów wolnych po obu stronach, z których większość nie znalazła drogi do kosza. Po 30 minutach spotkania na tablicy wyników widniał rezultat 52:48 dla Elbląga. Ostatnia kwarta była bardzo zacięta i sytuacja na boisku udzieliła się zgromadzonej na hali publiczności, która głośno zaczęła dopingować swoich zawodników. Gdy w 32. minucie goście zdołali zremisować (52:52), trener Majewski poprosił o przerwę. Po wznowieniu gry elblążanie usilnie starali się trafiać z dystansu, jednak ani jeden rzut nie zakończył się zdobyciem 3 punktów. Na szczęście w walce pod koszem byli lepsi i większość akcji zakończyła się pomyślnie. Trzy minuty przed syreną kończącą mecz Truso prowadziło 63:59 i jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Wtedy o czas poprosił szkoleniowiec gości. Sugestie trenera Kociołka przyniosły zamierzony efekt. Gracze SMSu zdobyli 9 punktów pod rząd i do końca meczu nie dali już sobie wyrwać zwycięstwa. Mecz zakończył się wynikiem 71:65 dla Władysławowa.
Powiedzieli po meczu:
Janusz Kociołek (trener PZKosz) - Pierwszą połowę zagraliśmy troszeczkę na śpiąco, drużyna była nieskoncentrowana. Popełnialiśmy bardzo dużo błędów, przede wszystkim podań oraz w obronie. W dwóch pierwszych kwartach nie było walki. Moi zawodnicy nie podjęli obrony jeden na jeden i było bardzo dużo dziur. Druga połowa była już lepsza. Chłopcy zmobilizowali się w szatni i postanowili, że zagrają troszeczkę agresywniej. Drugi raz postawiliśmy obronę strefową i zespół z Elbląga sobie nie poradził. Awans nie jest naszym celem, bo mamy drużynę w II lidze. Ogrywamy pierwsze klasy, które przyszły do liceum.
Arkadiusz Majewski (trener Truso) – Zabrakło nam w końcówce zimnej głowy, szczególnie graczom rozgrywającym. Bardzo wolno wyprowadzaliśmy piłkę z naszej połowy i przez to na akcje ofensywne na stronie przeciwnika mieliśmy dosłownie parę sekund i kilka razy zdarzyło się, że rzucaliśmy raze z syreną z jakichś dziwnych pozycji, a to nie miało szans powodzenia. Dużym problemem był brak Marcina Zalewskiego, który jest drugim graczem rozgrywającym. Piotr Prokurat musiał grać cały mecz jako jedyny na tej pozycji i zabrakło mu trochę sił, ale też chłodnej głowy.
Piotr Matkiewicz (kapitan Truso) - Niestety przegraliśmy mecz ostatniej szansy i nie liczymy się już w walce o awans do baraży. Szkoda, gdyż spotkanie było jak najbardziej do wygrania. W trzeciej kwarcie prowadziliśmy już 15 punktami, jednak zabrakło nam sił oraz zimnej krwi aby utrzymać prowadzenie. Był to nasz ostatni mecz przed własną publicznością, więc korzystając z okazji chciałbym w imieniu całej drużyny podziękować kibicom, którzy w całym sezonie byli naszym "szóstym zawodnikiem". W tym sezonie na własnym parkiecie przegraliśmy tylko dwa mecze i bez wątpienia jest to w dużej mierze zasługa kibiców.
Truso Elbląg - SMS PZKosz Władysławowo 65:71 (16:21, 19:9, 17:18, 13:23)
Truso: Budziński 16, Matkiewicz 15, Prokurat 14, jakubów 11, Wódecki 8, Jędrzejewicz 1, Pożarycki, Karhut, Majewski, Czarnul.
SMS: Fatz 16, Majchrzak 10, Siriatowicz 10, Sanny 9, Kaczmarki 8, Łucka 8, Wieluński 5, Siewruk 3, Olejniczak 2, Krawczyk.
Ostatni mecz elblążanie zagrają 17 marca na wyjeździe przeciwno drużynie Itago Gdynia.
Spotkanie przy Korczaka lepiej rozpoczęła drużyna gości, która po 6 minutach gry prowadziła 16:7. Niezadowolony z takiego obrotu sprawy trener Majewski poprosił o czas. Przerwa dobrze wpłynęła na miejscowych graczy, którzy zaraz po wznowieniu zdobyli siedem punktów pod rząd. Do końca pierwszej kwarty gospodarze mieli spore problemy z trafieniem do kosza. Rywale natomiast w ostatnich sekundach dołożyli trzy oczka i po 10 minutach gry prowadzili 21:16. Drugą kwartę gospodarze rozpoczęli zdecydowanie lepiej niż poprzednią. Najpierw z dystansu trafił Michał Wódecki, a zaraz po nim dwa punkty dołożył Piotr Prokurat, doprowadzając tym samym do remisu po 21. Przyjezdni popełniali sporo błędów, co skrzętnie wykorzystali gracze Truso. Pierwsza połowa meczu zakończyła się wynikiem 35:30 dla Elbląga.
Zmiana stron nie wpłynęła na obraz gry. Na parkiecie w dalszym ciągu dominowali gospodarze, którzy w ciągu niespełna dwóch minut zdobyli siedem punktów, nie tracąc w tym czasie żadnego (42:30). Pięć minut później, m.in. dzięki skutecznym rzutom Pawła Budzińskiego, elblążanie prowadzili już 49:32. W dalszej części spotkania gospodarze zaczęli popełniać błędy, a piłka zbyt często trafiała do rąk przyjezdnych, którzy nie marnowali już okazji do zdobycia punktów. Końcówka trzeciej kwarty to seria rzutów wolnych po obu stronach, z których większość nie znalazła drogi do kosza. Po 30 minutach spotkania na tablicy wyników widniał rezultat 52:48 dla Elbląga. Ostatnia kwarta była bardzo zacięta i sytuacja na boisku udzieliła się zgromadzonej na hali publiczności, która głośno zaczęła dopingować swoich zawodników. Gdy w 32. minucie goście zdołali zremisować (52:52), trener Majewski poprosił o przerwę. Po wznowieniu gry elblążanie usilnie starali się trafiać z dystansu, jednak ani jeden rzut nie zakończył się zdobyciem 3 punktów. Na szczęście w walce pod koszem byli lepsi i większość akcji zakończyła się pomyślnie. Trzy minuty przed syreną kończącą mecz Truso prowadziło 63:59 i jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Wtedy o czas poprosił szkoleniowiec gości. Sugestie trenera Kociołka przyniosły zamierzony efekt. Gracze SMSu zdobyli 9 punktów pod rząd i do końca meczu nie dali już sobie wyrwać zwycięstwa. Mecz zakończył się wynikiem 71:65 dla Władysławowa.
Powiedzieli po meczu:
Janusz Kociołek (trener PZKosz) - Pierwszą połowę zagraliśmy troszeczkę na śpiąco, drużyna była nieskoncentrowana. Popełnialiśmy bardzo dużo błędów, przede wszystkim podań oraz w obronie. W dwóch pierwszych kwartach nie było walki. Moi zawodnicy nie podjęli obrony jeden na jeden i było bardzo dużo dziur. Druga połowa była już lepsza. Chłopcy zmobilizowali się w szatni i postanowili, że zagrają troszeczkę agresywniej. Drugi raz postawiliśmy obronę strefową i zespół z Elbląga sobie nie poradził. Awans nie jest naszym celem, bo mamy drużynę w II lidze. Ogrywamy pierwsze klasy, które przyszły do liceum.
Arkadiusz Majewski (trener Truso) – Zabrakło nam w końcówce zimnej głowy, szczególnie graczom rozgrywającym. Bardzo wolno wyprowadzaliśmy piłkę z naszej połowy i przez to na akcje ofensywne na stronie przeciwnika mieliśmy dosłownie parę sekund i kilka razy zdarzyło się, że rzucaliśmy raze z syreną z jakichś dziwnych pozycji, a to nie miało szans powodzenia. Dużym problemem był brak Marcina Zalewskiego, który jest drugim graczem rozgrywającym. Piotr Prokurat musiał grać cały mecz jako jedyny na tej pozycji i zabrakło mu trochę sił, ale też chłodnej głowy.
Piotr Matkiewicz (kapitan Truso) - Niestety przegraliśmy mecz ostatniej szansy i nie liczymy się już w walce o awans do baraży. Szkoda, gdyż spotkanie było jak najbardziej do wygrania. W trzeciej kwarcie prowadziliśmy już 15 punktami, jednak zabrakło nam sił oraz zimnej krwi aby utrzymać prowadzenie. Był to nasz ostatni mecz przed własną publicznością, więc korzystając z okazji chciałbym w imieniu całej drużyny podziękować kibicom, którzy w całym sezonie byli naszym "szóstym zawodnikiem". W tym sezonie na własnym parkiecie przegraliśmy tylko dwa mecze i bez wątpienia jest to w dużej mierze zasługa kibiców.
Truso Elbląg - SMS PZKosz Władysławowo 65:71 (16:21, 19:9, 17:18, 13:23)
Truso: Budziński 16, Matkiewicz 15, Prokurat 14, jakubów 11, Wódecki 8, Jędrzejewicz 1, Pożarycki, Karhut, Majewski, Czarnul.
SMS: Fatz 16, Majchrzak 10, Siriatowicz 10, Sanny 9, Kaczmarki 8, Łucka 8, Wieluński 5, Siewruk 3, Olejniczak 2, Krawczyk.
Ostatni mecz elblążanie zagrają 17 marca na wyjeździe przeciwno drużynie Itago Gdynia.
Anna Dembińska