Felieton trochę jubileuszowy

Moje stare, dobre I Liceum świętowało w sobotę swoje 65-lecie. Zaczęło się od porannej mszy, na którą po raz kolejny nie zdążyłem, ale ponieważ zaproszony na późniejsze uroczystości ksiądz biskup też nie zdążył, mimo że czekała na niego nagroda, to czuję się rozgrzeszony. Potem była nudna jak zwykle, ale trudna do uniknięcia w takich razach „oficjałka”. Za to finał uroczystości w Światowidzie był zaskakująco ciekawy. Zobacz zdjęcia.
Występ zakończył licealista naśladujący całkiem nieźle taniec Michaela Jacksona. Ważnym elementem choreografii jest w tym wypadku jak wiadomo nieustanne poprawianie ułożenia klejnotów artysty. Pewnie niejednego z obecnych na sali absolwentów naszła refleksja, że za jego czasów za mniej obsceniczne gesty można było dostać nomen omen pałę ze sprawowania. Nieprawdą jest więc, że nic w naszej oświacie się nie zmienia. Wspaniałą rzeczą było odnotować, że wśród współczesnych licealistów jest sporo takich, którzy nie tylko potrafią zaśpiewać i zatańczyć, ale też nie mają oporów żeby się z tym ujawnić.
Godziny popołudniowe obchodów organizatorzy rozpoczęli mocnym punktem – otwarciem muzeum szkolnego. Tłum zwiedzających nie pozwolił na dokładne obejrzenie ekspozycji. Na pewno wrócę tam kiedy będzie trochę luźniej, ale już z pobieżnego oglądu widać jaki ogrom pracy został włożony przez szkołę w zebranie i prezentację eksponatów. Żal bierze, że zapewne będzie to bardzo hermetyczna wystawa odwiedzana w większości tylko przez kolejne roczniki uczniów tej szkoły. A szkoda, bo jest tam kawał historii naszego miasta. Obym był złym prorokiem.
Tego rodzaju obchody, to oczywiście przede wszystkim pretekst do spotkań z koleżankami i kolegami sprzed lat. Mam nadzieję, że jestem odosobniony w odczuciach, ale w tym roku zainteresowanie absolwentów było wyraźnie słabsze, w niektórych salach przeznaczonych na spotkania ziało pustką. Oby to nie znaczyło, że ci którzy czuli się najmocniej związani z naszym ogólniakiem już odeszli. Sam spotkałem tylko jednego kolegę z mojej starej klasy. W przeciwieństwie do mnie zrobił karierę, i to w dodatku jako sędzia. Upewniłem się więc na wszelki wypadek czy nie przybijał ostatnio piątki z Donaldem na jakiejś trybunie. Okazało się, że nie. Zostanie więc na stanowisku, a ja mogę liczyć „po układzie” na nadzwyczajne złagodzenie kary za ten tekst.
Włodek Gęsicki