Łódź Świętego Wojciecha przyjechała do Elbląga. W prezencie

Sanctus Adalbertus, czyli replika łodzi Świętego Wojciecha, która kiedyś pływała po wodach Zalewu Wiślanego i Jeziora Żarnowieckiego, dziś (29 kwietnia) osiadła na dziedzińcu elbląskiego Muzeum. Zbudowana według wzoru z X wieku, z drewna dębowego, ma 11 metrów długości i waży nieco ponad tonę. 14 maja, podczas Nocy Muzeów, łódź zaprezentuje się w całej okazałości - z ozdobnymi głowami na oraz masztem i żaglem. Zobacz fotoreportaż z "cumowania" w Elblągu.
- Miejsce Świętego Wojciecha jest tutaj, gdzie zakończył swoją męczeńską drogę pielgrzymkową. Tutaj, gdzie jest świetne muzeum – wyjaśniał Mirosław Kuklik, dyrektor Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy. – Teraz łódź będzie wam służyć.
- Ona już u was gościła – przypomina dyrektor puckiego muzeum. - W 1997 r., podczas misji związanej z obchodami 1000-lecia Gdańska, w okolicy dnia Świętego Wojciecha przybyliśmy do Elbląga, a następnie do Świętego Gaju, gdzie odbyły się uroczystości. Później wróciliśmy na Zalew Wiślany, by odbyć rejs szlakiem świętowojciechowym. Wspominamy to bardzo ciepło - dodaje. - Rejs obfitował w wiele wydarzeń. Padał śnieg, a my spaliśmy na pokładzie. Był też cud. Nasz kolega z Czech, Aleksander Pelikan, który odgrywał rolę św. Wojciecha, był ateistą. Podczas rejsu spędzaliśmy w kościele co najmniej 4 godziny dziennie. Nauczyliśmy go więc żegnać się, no, bo jak to, Święty Wojciech i nie umie się przeżegnać? Potem trochę nauczyliśmy go ceremoniału, a on – to było chyba w kościele w Tolkmicku - padł na kolana i powiedział, że wraca do kościoła. Obecnie mieszka w Domu Pomocy Społecznej w Czechach i nadal jest nawrócony (śmiech).
O replikę łodzi ubiegały się dwa ośrodki muzealne – w Elblągu i w Ostrowie Lednickim. Zdecydowano jednak o tym, by obiekt trafił do nas.
- Ten gest ma dla nas znaczenie symboliczne – przyznaje dr Maria Kasprzycka, dyrektor Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. – Świadczy o bardzo dobrej współpracy z innymi muzeami i o tym, że one doceniają nas i wspierają.
(na zdj. dr Maria Kasprzycka, dyrektor MAH w Elblągu i Mirosław Kuklik, dyrektor Muzeum Ziemi Puckiej )
A Sanctus Adalbertus to prezent niezwykły, z ciekawą historią.
- Łódź Świętego Wojciecha została zbudowana ze składek społecznych przez Komitet Budowy Łodzi zorganizowany na przygotowania do obchodów milenium Gdańska – opowiada Mirosław Kuklik, dyrektor muzeum w Pucku. – Powstała w warsztacie Aleksandra Celarka w Chałupach na podstawie rysunków podobnej łodzi znalezionej w okolicach Oruni. Wykonana została z dębiny, nie waży dużo – niewiele ponad tonę. Natomiast jest długa - na 11 metrów. Zbudowana zgodnie z doświadczeniem archeologicznym, czyli deski połączone są kołkami (brak gwoździ).
Powstała więc łódź z końca X wieku.
- Łódź była przez 14 lat w eksploatacji, z czego większość czasu pływała – wskazuje dyrektor Kuklik. - Pływała np. w „Ogniem i mieczem” – zaczyna film, jako kozacka Czajka na Dniestrze. Po rejsie świętowojciechowym łódź trafiła do Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku do magazynu – kontynuuje. - Zwróciliśmy się jednak do dyrekcji o jej udostępnienie. I tak zaczęliśmy łódź eksploatować na Zatoce Puckiej. Brała ona udział w pielgrzymkach rybackich, odbywała rejsy po Zatoce. Zakładaliśmy, że będzie ona służyła harcerzom wodniakom, ale okazało się to niemożliwe. To łódź, która wymaga żywego balastu, nie można na niej statycznie usiąść, to taki trochę kajak – wyjaśnia dyrektor puckiego muzeum. – Pływanie na niej wymaga od załogi doświadczenia i umiejętności. Przewożenie dzieciaków byłoby niebezpieczne.
- Potem łódź pojechała do Nadola nad Jeziorem Żarnowieckim – opowiada Mirosław Kuklik. - Nadole było w okresie międzywojennym jedyną polską osadą po zachodniej stronie jeziora, odciętą od reszty kraju. Mieszkańcy pływali do kościoła w Żarnowcu łodziami. Aby to upamiętnić od ośmiu lat odbywa się taka pielgrzymka przez jezioro i Święty Wojciech ją prowadził.
Niestety, pływanie nie służyło wojciechowej łodzi. Po każdym rejsie wymagała kosztownego remontu: - Trzeba było wymieniać ponad 200 kołków, a łódź ma ich ponad 2 tysiące – mówi Mirosław Kuklik. – To była żmudna i kosztowna praca.
Sanctus Adalbertus osiadł więc na lądzie, w Elblągu. W pełnej krasie będzie można podziwiać replikę 14 maja podczas Nocy Muzeów.
- Brakuje jeszcze głów, zdobień nawiązujących do wizerunku na drzwiach gnieźnieńskich – wyjaśnia Mirosław Kuklik. - Są to dwie głowy – jedni twierdzą, że to baranki, inni, że psy. Skłanialiśmy się jednak ku barankom, bo misja św. Wojciecha była pokojową. No i maszt i żagiel – z włókna naturalnego. Wszystko zostanie skompletowane na Noc Muzeów – zapewnia dyrektor muzeum w Pucku.
Agata Janik