UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Nie dla bylejakości

 
Elbląg, Magdalena Fowler uwielbia pracę tłumacza i nie zamieniłaby jej na żadną inną
Magdalena Fowler uwielbia pracę tłumacza i nie zamieniłaby jej na żadną inną (fot. Anna Dembińska)
Reklama

Wyjaśnienie po polsku, co to są „wałki połuszczarskie”, „powłoka hydrofobowa” czy „krawędziaki” stanowi wyzwanie. A jak to przetłumaczyć na język angielski, by w materiałach promocyjnych czy w ofercie biznesowej fachowe określenia zostały zapisane poprawnie? Najlepiej wywiąże się z tego zadania ten, dla którego język Szekspira jest językiem ojczystym. Taką gwarancję daje pomoc Magdaleny Fowler i jej męża Davida, którzy wspólnie zajmują się tłumaczeniami i korektą tekstów do folderów reklamowych, publikacji naukowych, stron internetowych.

- GOING NATIVE to mała firma, ja jestem tłumaczem, a mąż - native speaker języka angielskiego – korektorem – mówi Magdalena Fowler. - Specjalizuję się w tłumaczeniach na język angielski, ponieważ studiowałam anglistykę, spędziłam 9 lat w Anglii [pracowała jako tłumacz przysięgły; wykonywała tłumaczenia pisemne i ustne na zlecenie policji, sądów i kancelarii prawniczych. W trakcie swojej pracy uczestniczyła w wielotygodniowych rozprawach w sądach koronnych, przesłuchaniach świadków na komisariatach policji, a także brała udział w wielu sprawach prowadzonych przez lokalne sądy magistrackie. Mieszkając w Anglii, pracowała także dla znanej firmy organizującej luksusowe podróże kolejowe oraz firmy zajmującej się organizacją konferencji dla organów państwowych], a od 20 lat rozmawiam z mężem w domu po angielsku. Nasz klient ma więc pewność, że tłumaczenie wykonane jest absolutnie profesjonalnie – gwarantuje.
       Magdalena Fowler pracowała dla agencji zajmujących się tłumaczeniami, ale od kiedy otworzyła swoją działalność gospodarczą buduje własną bazę klientów. Wśród nich ma już kilka znaczących firm działających w różnych branżach, m.in. turystyka, reklama i promocja, przemysł, ale jest otwarta na nowe propozycje.
       - Tłumacz musi zajmować się wszystkim, ciężko bowiem koncentrować się tylko na muzealnych zleceniach, które akurat uwielbiam – przyznaje Magdalena Fowler. - Bardzo miło wspominam zlecenia dla Muzeum Zamkowego w Pszczynie, Muzeum w Malborku czy dla różnych galerii. To bardzo ciekawa praca. Trzeba jednak być elastycznym więc specjalizuję się w tłumaczeniu marketingowym, czyli przygotowaniu tekstów na strony internetowe, do katalogów produktów np. drzwi, okien czy kosmetyków. Tu jest wymagana znajomość języka angielskiego na bardzo wysokim poziomie – podkreśla tłumaczka. - Trzeba znać zarówno terminologię, ale i sposób, w jaki osoby anglojęzyczne mówią, konstruują zdania. Często tłumacze, którzy nie mają kontaktu z „żywym” językiem, realizują zlecenia trochę niezgrabnie. Ja zawsze mogę liczyć na Davida, który jako native speaker znakomicie zajmuje się korektą. Staramy się, by firmy, którym zależy na tym, by mieć profesjonalną twarz, profesjonalną stronę internetowa i publikacje, były zadowolone.
       - Codziennie tłumaczymy coś innego, dlatego sama też muszę się szkolić, czytać artykuły naukowe. To trudna praca, wymagająca samodyscypliny, ale bardzo ją lubię i nie zamieniłabym jej na żadną inną – deklaruje Magdalena Fowler.
       Czy są angielskie słowa, których tłumacz nie zna?
       - Na pewno, bo język angielski ma najwięcej słów na ziemi – przyznaje z uśmiechem Magdalena Fowler. - Zawsze uczę się czegoś nowego, doszkalam się, sprawdzam stylistykę, muszę wiedzieć, gdzie postawić przecinek, jaki zastosować przyimek. Na szczęście, obok jest mój mąż David (śmiech). Żeby uniknąć zawstydzających błędów firmy, którym zależy na wizerunku, powinny korzystać z korekty native speakera.
       A czy są tłumaczenia, którymi powinni zajmować się tylko native speakerzy?
       - Myślę, że do tej kategorii należą tłumaczenia literackie, chociaż oczywiście zdarzają się wyjątki – zaznacza Magdalena Fowler.
       Czy Polacy dobrze mówią po angielsku?
       - Za dużo wagi przywiązują do akcentów – mówi tłumaczka. - Anglicy się tym nie przejmują, chcą być zrozumiani. Poza tym, gdyby wszyscy mieli taki sam akcent to byłoby nudno (śmiech).
       Magdalena Fowler wkłada w swoją pracę wiele serca. Do każdego tłumaczonego tekstu podchodzi indywidualnie: - Nie zmieniam tekstu klienta, ale staram się dopasować rejestr i styl do klienta docelowego. Warto zaufać tłumaczowi, ale najpierw należy go sprawdzić, ale na pewno nie sugerować się ceną - radzi.

 

Więcej na stronie www.goingnative.eu

tel. 733479010

 

 

To artykuł w ramach cyklu publikacji na temat firm, uczestniczących w programie "Startup House III - Inkubacja przedsiębiorstw w Elblągu", realizowanym przez Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Elblągu. Celem projektu jest wykreowanie na terenie Elbląga oraz województwa warmińsko-mazurskiego sprzyjających warunków do powstawania i rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw.

 

 

 

----------------artykuł promocyjny-----------------

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
Reklama