Oblężenie dobiegło końca

Ponad trzystu rycerzy pieszych i konnych z bractw rycerskich z Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy walczyło zaciekle o malborską twierdzę w 600-lecie tego wydarzenia. To już jedenasta edycja oblężenia zamku, która co roku przyciąga ok. 100 tys. zwiedzających i nawet fatalna pogoda nie jest w stanie odstraszyć rzeszy turystów. Zobacz fotoreportaż.
Jak podkreśla Beata Stawarska z Muzeum w Malborku, oblężenie to impreza edukacyjno-promocyjna, podczas której naprawdę każdy z gości znajdzie coś dla siebie. – Składa się z wielu elementów, takim najbardziej spektakularnym są wieczorne inscenizacje. Jednak niesamowicie urokliwym elementem programu jest jarmark rzemiosła, na który przyjeżdża mnóstwo odtwórców historycznych. Jarmark ma fantastyczny klimat i prezentuje rzemiosło, które już dzisiaj często jest zapomniane, więc można zapoznać się z zawodami, które praktycznie przestały już istnieć – wyjaśnia Beata Stawarska, wicedyrektor ds. administracji i marketingu Muzeum w Malborku.
Wśród najciekawszych atrakcji imprezy znalazły się również pokazy polsko-litewskiej grupy fire show, która skorzystała z programu wymiany młodzieży, by już nie poprzez walkę, ale poprzez pracę i zabawę podkreślić braterstwo naszych państw. Ta ciekawa inicjatywa połączyła siły litewskiej grupy tancerzy historycznych – Grupy Fire Dance z partnerskiego miasta Troki oraz malborski ruch kuglarski do stworzenia wspólnego widowiska po okiem litewskiej choreografki. Malborskich kuglarzy wspierali również artyści z zaprzyjaźnionych grup, takich jak krakowski Sirrion czy gdański Flagranti. W sumie projekt połączył ok. 30-osobową grupę polsko-litewską, a różnice narodowościowe zacierały się podczas wspólnych występów.
Natomiast dla osób żądnych wiedzy przygotowano wykłady historyczne prowadzone przez historyków Muzeum oraz pracowników naukowych Uniwersytetu Toruńskiego. – W tym roku impreza trwała cztery dni. Po pierwsze dlatego, że mamy wielką rocznicę 600-lecia bitwy pod Grunwaldem, a po drugie inscenizacja oblężenia odbywa się w nowo wybudowanych trybunach. W związku z tym, żeby umożliwić publiczności jak najlepsze obejrzenie, inscenizacja była pokazywana aż trzykrotnie – mówi Beata Stawarska.
– Inscenizacja oblężenia Malborka z roku na rok ewoluuje, ale pewien schemat pozostaje ten sam, bo przecież faktów historycznych nie pozmieniamy – mówi z uśmiechem Szymon Klein – W tym roku zmieniło się przede wszystkim miejsce inscenizacji. Wcześniej spotykaliśmy się tutaj bliżej mostku przy ul. Piastowskiej, w zupełnie innej przestrzeni. Teraz powstały nowe trybuny, dzięki którym nie oglądamy inscenizacji na zabłoconym stoku skarpy, tylko mamy wygodne siedziska i pod tym względem wzrósł komfort.
Wybudowanie nowych trybun do oglądania oblężenia było już koniecznością ze względu na ogromną skalę imprezy. Jednak powstanie nowej infrastruktury ma również negatywne strony. – Kiedyś taka skarpa była w stanie pomieścić kilkanaście tysięcy osób, a w związku z tym, że jest teraz zabudowana, inscenizację może jednocześnie oglądać ok. 4 tys. ludzi, w związku z czym trzeba było wprowadzić bilety i to jest kolejny minus tej zmiany – dodaje Szymon Klein.
Tradycyjnie oblężenie Malborka przyciągnęło tłumy widzów, pomimo paskudnej pogody i wprowadzenia biletów na inscenizację. – Podczas imprezy ok. 10 tys. osób dziennie odwiedza muzeum w zamku. Natomiast dane uczestnictwa w oblężeniu są tylko szacunkowe i powstają na podstawie obliczeń policji – zagęszczenie ludności na 1 km kwadratowy. Średnio jest to ok. 100 tys. osób w okresie trwania oblężenia – podsumowuje Beata Stawarska.
Do zobaczenia za rok!