Teraz ja - Elbląska scena muzyczna - Montana
Wywiad liderami zespołu Szymonem Skulimowskim i Martinem Schwillem.
Paweł Łobanowski: Jaka była idea założenia zespołu?
Szymon i Martin: Chcieliśmy po prostu rockować, znaleźć ludzi, z którymi będziemy się dogadywać i robić naszą muzykę.
W takim razie, jaki typ muzyki gracie?
Szymon i Martin: Punk rock z domieszką grunge, ale to się często zmienia. Ciągle szukamy czegoś wyłącznie naszego. Mamy odchyły, dzięki którym obieramy sobie jakąś drogę.
Kiedy wszystko się zaczęło? Pierwsze próby itp.?
Szymon Pierwsze próby w całym składzie wypadają tak na wakacje rok temu. Wtedy jeszcze graliśmy z Krisem i Rafałem.
Teraz gracie w składzie z Maćkiem i Łukaszem. Czy zmiany w składzie wpłynęły pozytywnie na wasz poziom?
Szymon: Na pewno. Chociażby dlatego, że nowi członkowie mają więcej motywacji do grania, a im więcej prób, rozmów i zaangażowania, tym wyższy jest poziom naszej muzyki.
Jak wyglądał Wasz pierwszy koncert?
Szymon i Martin: To były dni Elbląga 2006, ze skutkiem ubocznym...
To znaczy?
Martin: Zostaliśmy obrzuceni damską bielizną, z czego nie byliśmy zadowoleni my i pan akustyk.
Od początku graliście swoje kawałki?
Szymon i Martin: Na pierwszych dwóch koncertach graliśmy, obok naszych utworów, covery Nirvany, Green Day czy Puddle of Mudd. Nie mieliśmy jeszcze tyle swojego stuff'u.
Z Waszych własnych piosenek można wymienić „Niewinny”. Jaka jest jej geneza?
Martin: Szymon kiedyś siedział w irackim więzieniu za przemyt marihuany i do pilnującego go strażnika śpiewał, że jest niewinny. Strażnik o dobrym sercu dorzucił do drugiej zwrotki słowa o biskupie, bo zwyczajnie nie lubi księży. I tak oto jest, jak jest.
Czy wszystkie Wasze kawałki traktujecie... z ironią? Czy macie jakieś ulubione, najważniejsze?
Martin: Emocjonalnie najbardziej przemawia do mnie tekst „Wisielca”, ogólnie wszystkie kawałki są dla nas ważne. Niektóre po prostu już nam się przejadły, ale fajnie jest do nich z czasem wracać. Mogę wymienić „Look around”. Myślę, że każdy ma swoją interpretacje tekstu i tak jest najlepiej. Ja napisałem go po tym, jak, idąc pewnego ranka do sklepu, znalazłem martwego człowieka na ulicy. Uderzyła mnie wtedy taka refleksja, że ludzie żyją sztucznie i ślepo, nie dostrzegają piękna życia, a śmierć może nadejść zawsze i nic po nas nie zostanie. Odejdziemy samotnie, tak jak żyliśmy do tej pory.
Czy to, co można usłyszeć na Waszych koncertach, to wszystko, co macie do przekazania? Czy dajecie z siebie wszystko, nawet jeżeli widać, że publika niezbyt trawi waszą muzykę?
Szymon: Zawsze dajemy z siebie wszystko. Taki jest cel kapeli. Inaczej nie dałoby się wyrazić tego, co chcemy przekazać.
Ostatni koncert graliście na WOŚP-ie. Jak on wyglądał z Waszej strony?
Szymon: Było spoko, ale jak każdy chyba, kto występuje przed publicznością, wiele byśmy zmienili. Na dużej scenie zagraliśmy, ponieważ planowany koncert w Edenie tamtego dnia został odwołany dość nieoczekiwanie. Zadzwoniłem do organizatorów i zapytałem, czy mają jeszcze wolnych kilkadziesiąt minut. I tak zagraliśmy.
Dobrze, że graliście na dużej scenie. Więcej ludzi Was zobaczyło. Nawet ci, którzy zazwyczaj nie słuchają takiej muzyki, bawili się świetnie.
Szymon: Przed koncertem żałowałem, że zagramy na głównej zamiast w Edenie, ale w trakcie zmieniło mi się zdanie.
Czy planowane są jakieś projekty?
Szymon i Martin: Tak, ponieważ jesteśmy w trakcie nagrywania płytki i pracy nad nowym, dość pracochłonnym projektem.
Ja ze swojej strony mogę życzyć powodzenia i owocnej pracy.
Szymon i Martin: Chcieliśmy po prostu rockować, znaleźć ludzi, z którymi będziemy się dogadywać i robić naszą muzykę.
W takim razie, jaki typ muzyki gracie?
Szymon i Martin: Punk rock z domieszką grunge, ale to się często zmienia. Ciągle szukamy czegoś wyłącznie naszego. Mamy odchyły, dzięki którym obieramy sobie jakąś drogę.
Kiedy wszystko się zaczęło? Pierwsze próby itp.?
Szymon Pierwsze próby w całym składzie wypadają tak na wakacje rok temu. Wtedy jeszcze graliśmy z Krisem i Rafałem.
Teraz gracie w składzie z Maćkiem i Łukaszem. Czy zmiany w składzie wpłynęły pozytywnie na wasz poziom?
Szymon: Na pewno. Chociażby dlatego, że nowi członkowie mają więcej motywacji do grania, a im więcej prób, rozmów i zaangażowania, tym wyższy jest poziom naszej muzyki.
Jak wyglądał Wasz pierwszy koncert?
Szymon i Martin: To były dni Elbląga 2006, ze skutkiem ubocznym...
To znaczy?
Martin: Zostaliśmy obrzuceni damską bielizną, z czego nie byliśmy zadowoleni my i pan akustyk.
Od początku graliście swoje kawałki?
Szymon i Martin: Na pierwszych dwóch koncertach graliśmy, obok naszych utworów, covery Nirvany, Green Day czy Puddle of Mudd. Nie mieliśmy jeszcze tyle swojego stuff'u.
Z Waszych własnych piosenek można wymienić „Niewinny”. Jaka jest jej geneza?
Martin: Szymon kiedyś siedział w irackim więzieniu za przemyt marihuany i do pilnującego go strażnika śpiewał, że jest niewinny. Strażnik o dobrym sercu dorzucił do drugiej zwrotki słowa o biskupie, bo zwyczajnie nie lubi księży. I tak oto jest, jak jest.
Czy wszystkie Wasze kawałki traktujecie... z ironią? Czy macie jakieś ulubione, najważniejsze?
Martin: Emocjonalnie najbardziej przemawia do mnie tekst „Wisielca”, ogólnie wszystkie kawałki są dla nas ważne. Niektóre po prostu już nam się przejadły, ale fajnie jest do nich z czasem wracać. Mogę wymienić „Look around”. Myślę, że każdy ma swoją interpretacje tekstu i tak jest najlepiej. Ja napisałem go po tym, jak, idąc pewnego ranka do sklepu, znalazłem martwego człowieka na ulicy. Uderzyła mnie wtedy taka refleksja, że ludzie żyją sztucznie i ślepo, nie dostrzegają piękna życia, a śmierć może nadejść zawsze i nic po nas nie zostanie. Odejdziemy samotnie, tak jak żyliśmy do tej pory.
Czy to, co można usłyszeć na Waszych koncertach, to wszystko, co macie do przekazania? Czy dajecie z siebie wszystko, nawet jeżeli widać, że publika niezbyt trawi waszą muzykę?
Szymon: Zawsze dajemy z siebie wszystko. Taki jest cel kapeli. Inaczej nie dałoby się wyrazić tego, co chcemy przekazać.
Ostatni koncert graliście na WOŚP-ie. Jak on wyglądał z Waszej strony?
Szymon: Było spoko, ale jak każdy chyba, kto występuje przed publicznością, wiele byśmy zmienili. Na dużej scenie zagraliśmy, ponieważ planowany koncert w Edenie tamtego dnia został odwołany dość nieoczekiwanie. Zadzwoniłem do organizatorów i zapytałem, czy mają jeszcze wolnych kilkadziesiąt minut. I tak zagraliśmy.
Dobrze, że graliście na dużej scenie. Więcej ludzi Was zobaczyło. Nawet ci, którzy zazwyczaj nie słuchają takiej muzyki, bawili się świetnie.
Szymon: Przed koncertem żałowałem, że zagramy na głównej zamiast w Edenie, ale w trakcie zmieniło mi się zdanie.
Czy planowane są jakieś projekty?
Szymon i Martin: Tak, ponieważ jesteśmy w trakcie nagrywania płytki i pracy nad nowym, dość pracochłonnym projektem.
Ja ze swojej strony mogę życzyć powodzenia i owocnej pracy.