Daleki świat zawitał do Centrum Kultury i Współpracy Międzynarodowej „Światowid”. Tym razem mamy okazję obejrzeć tam Australię i Nową Zelandię, widzianą oczami Krystyny Olechnowicz. Autorka prac dzieli się z widzami swoimi obserwacjami tego zakątka świata, dalekimi od opatrzonego widoku opery w Sydney.
Gości przybyłych na wernisaż (27 maja) powitała Magdalena Czarnocka, kierownik Działu Strategii i Projektów „Światowida”. Przypomniała o poprzednich wystawach Krystyny Olechnowicz, które zawsze są wyjątkowymi wydarzeniami, gdyż oprócz swoich prac autorka stara się - poprzez muzykę, taniec, jedzenie czy też film - przybliżyć kulturę prezentowanego kraju. Nie inaczej było i tym razem. Wernisażowi towarzyszyła muzyka didgeridoo - aborygeńskiego instrumentu, uznawanego za najstarszy muzyczny instrument świata. Dźwięki z tego egzotycznego instrumentu wydobywał Krzysztof Jaworski, który podzielił się z zebranymi trzema legendami opowiadającymi o powstaniu didgeridoo.
Zainteresowało nas, co sprawiło, że autorka wystawy postanowiła odwiedzić Australię i Nową Zelandię:
- Ciągnie mnie w kraje najbardziej egzotyczne, najbardziej odległe - przyznała Krystyna Olechnowicz. - Australia i Nowa Zelandia to kraje, które warto zobaczyć. Wielkie wrażenie wywiera przyroda, szczególnie niesamowita w Nowej Zelandii. Przepiękna, bujna roślinność, czerwona ziemia... To wszytko jest wyjątkowe, szczególne i dla Europejczyka często zaskakujące. Czas płynie tam wolniej, przyroda zaś jest bliższa człowiekowi. Jedyne, co mnie zasmuciło, to los Aborygenów. Nie mogłam uwierzyć, że w XX wieku istniał taki kraj na świecie, który ludzi traktował jak zwierzęta. Bowiem dopiero w latach 60. Aborygenów uznano za ludzi i wykreślono ich z Księgi Fauny i Flory - nie kryje emocji fotografka. - Mimo, że powszechnie uważa się, ze Aborygeni, którzy zostali zmuszeni do życia w miastach, nie potrafią odnaleźć się w nowym środowisku i często żyją poza nawiasem społeczeństwa, to my mieliśmy szczęście spotkać nietypowych Aborygenów - kontynuuje Krystyna Olechnowicz. - Rodzina, którą poznaliśmy, założyła centrum sztuki, tam starają się odbudować i ocalić od zapomnienia dziedzictwo swojej kultury.
Krystyna Olechnowicz zachęca: - Wyjazd do Australii poleciłabym każdemu, bo nikt nie będzie się tam nudził. Ważne tylko, by wybrać dobre miejsce.
Kawałek Australii i Nowej Zelandii można zobaczyć bez wyjazdu, wystarczy tylko wybrać się do „Światowida” i tam poznać mniej popularne oblicza tych krajów z końca świata.
Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania
W formularzu stwierdzono błędy!
Ok
Dodawanie opinii
A moim zdaniem...
A czy pani Krysia Olechnowicz jest żoną pana Pawła Olechnowicza, który sponsoruje Jantar? Bo jeśli tak, to pewnie zdjęcia szarego elblążanina z wypadu nawet do Australii nie będą miały szansy na wystawę z podobną pompą, a szkoda.