Elbląski handel międzynarodowy przy ul. Teatralnej (w obiektywie Henryka Myślińskiego)

- Pani, pani, bierite. Prima sort – tymi słowami handlarze zza wschodniej granicy zachęcali klientów na elbląskim „ruskim rynku”. Zapraszamy do obejrzenia rynku przy ul. Teatralnej na zdjęciach Henryka Myślińskiego.
To był nieodłączny element krajobrazu każdego większego miasta w Polsce w latach 90. ubiegłego wieku. Elbląski „ruski rynek” znajdował się na terenie dzisiejszego centrum handlowego przy ulicy Teatralnej. „Ruski”, bo wśród kupujących większość stanowili obywatele krajów byłego Związku Radzieckiego. Wśród kupujących „łamany rosyjski” ze szkoły pamiętali niemal wszyscy. Podobno język biznesu jest uniwersalny.
Na „ruskim rynku” można było zaopatrzyć się w kasety z muzyką od Sandry, New Kids On The Block, Iron Maiden, Depeche Mode, Roxette, Vanilla Ice, MC Hammer po polską muzykę chodnikową np. Top One czy Fanatic. Prawem autorskim nikt sobie głowy nie zawracał...
„To właśnie tam w pierwszej kolejności udawaliśmy się rodzinnie, by zaopatrzyć się w nowe kartridże z grami i jest to moje pierwsze skojarzenie z tym miejscem. Leżały sobie w rządkach, przeważnie żółte, ułożone na wystawie i kuszące naklejkami (które nieraz miały mało wspólnego z samymi grami). To właśnie stamtąd przyniosłem do domu takie klasyki, jak Kacze opowieści, Chip i Dale, Darkwing Duck, Wojownicze Żółwie Ninja czy Flintstonowie – gry, które rozpalały wyobraźnię (oraz policzki) kilkulatka i które właściwie do dziś gwarantują doskonałą rozrywkę. Nie trzeba ich było nawet kupować za całą sumę – sprzedawca na rynku dopuszczał możliwość wymiany kartridża i wzięcie nowego za dopłatą. Przynoszenie ich do domu, wsłuchiwanie się w ośmiobitowe melodyjki po uruchomieniu gry i rodzinna ekscytacja z pokonywania kolejnych poziomów miały swój niepodważalny i niepodrabialny urok.” - wspominał Łukasz Budnik w artykule „"Ruski rynek", czyli gry na Pegasusa i przymierzanie jeansów na kartonie.
Nie było takiego asortymentu, którego nie można było tam kupić. Podrabiane koszulki piłkarskie, lornetki, radia, kurtki dżinsowe, latarki, podrabiane dresy (czwarty pasek gratis), konserwy, buty... Można było wymienić dolary, marki i franki, przegrać filmy video na kasetach VHS. Wszystko rozłożone na łózkach polowych, albo zwyczajnie na ziemi, na kartonach. Charakterystycznym elementem były plastikowe kraciaste torby, w których sprzedający trzymali swój towar.
- Łysi panowie ze złotymi łańcuchami w charakterystycznych kreszowych dresach. Nikomu nie przeszkadzały nierówne chodniki, błoto, kałuże i dziury w nawierzchni – wspomina Elblążanka, jedna z klientek „ruskiego rynku”. - Pamiętam konserwy z tuszonką, walkmany ze słuchawkami na uszach i złote zęby kupców zza wschodniej granicy.
„Ruski rynek” przestał istnieć na początku XXI wieku, kiedy teren kupiła firma „Plaza”, która postawiła tam centrum handlowe z pierwszym w Elblągu multipleksem. Ale to już inna historia. Tymczasem zapraszamy do obejrzenia zdjęć elbląskiego fotoreportera Henryka Myślińskiego, który uwiecznił „ruski rynek” na zdjęciach.