"Praca społeczna na dzieci wpływa wychowawczo". (Ze szkolnej kroniki SP w Łęczu, odc. 5)

8 października Szkoła Podstawowa w Łęczu będzie obchodzić 80. urodziny. Z okazji jubileuszu będziemy publikować artykuły z historii szkoły i Łęcza oparte na szkolnej kronice. Dziś kolejny odcinek z życia uczniów i nauczycieli. Zdjęcia.
Przez pierwsze lata kronika szkoły w Łęczu przede wszystkim rejestrowała. Były daty, uroczystości, nazwiska, wycieczki, remonty i wyniki nauczania. Z czasem jednak coś zaczęło się zmieniać. Coraz częściej za kolejnymi zapisami można dostrzec konkretnego człowieka – kronikarkę, która nie tylko wiedziała, co wydarzyło się w szkole, ale także miała na ten temat własne zdanie. Słyszymy jej głos. A czasem – także śmiech dzieci.
Dobrym przykładem jest Dzień Dziecka z 2 czerwca 1973 roku. Był mecz piłki nożnej, słodki poczęstunek i pokaz bajek:
Największym gwoździem programu był mecz piłki nożnej między klasą I i II kontra III i II. Ten mecz chyba był meczem stulecia. Najlepszym wymiataczem był Marek Misztal z klasy I, niech się schowa ze swoimi umiejętnościami Gorgoń. Sam Marek nic nie zdziałał, drużyna jego przegrała. Przegrali, ale schodzili z boiska uśmiechnięci.
Podsumowanie tego dnia było krótkie:
I tak najmilszy dzień roku dobiegł do końca. A szkoda.
W tym samym czasie własne zapiski prowadziła drużyna harcerska. I tu pojawia się drugi głos tej samej szkoły. Jeśli kronika szkolna jest spojrzeniem osoby dorosłej, kronika harcerska pozwala usłyszeć młodzież mówiącą o własnym świecie. Jest w niej więcej ruchu, spontaniczności i humoru. Widać to choćby w zapisie o Balu Gałganiarzy:
Bal Gałganiarzy w naszej drużynie wszedł już do tradycji. Tak samo jak i w ubiegłym roku połączyliśmy go ze Spółdzielnią Uczniowską. Nagrody zakupiła spółdzielnia. Mamy z Koła Gospodyń przygotowały pączki (palce lizać) i herbatę. (Oj, napiekły się te mamy).
Wszystko zostało opisane, ale po chwili autorzy przypominają sobie o czymś, co najwyraźniej umknęło im wcześniej:
Ale zaraz, zaraz. Zapomnieliśmy napisać, że cały bal rozpoczęliśmy polonezem. »Poloneza czas zacząć, Podkomorzy rusza…« No i ruszył się dh Józek Patyk z dh. Hanią Choromańską, a za nimi reszta par. Jak to pięknie wyglądało, aż trudno opisać. Korowód przeszedł całą szkołę, aż trafił do sali balowej.
To zupełnie inny sposób opowiadania. Młodzi kronikarze nie stoją z boku. Oni są w środku wydarzeń. Bawią się, organizują, śpiewają, przygotowują przedstawienia, jeżdżą na biwaki. I właśnie dlatego ich zapiski są tak bezpośrednie. Dwie kroniki opowiadają o tej samej szkole z dwóch perspektyw: dorosłego obserwatora i uczestniczących w wydarzeniach dzieci. To właśnie takie szczegóły sprawiają, że po latach nie czytamy już tylko dokumentu. Widzimy scenę. Kronika harcerska kończy zapisy na roku szkolnym 1974/75. Kronika szkolna zachowała również ślady świata, który dziś wydaje się bardzo odległy. Rok szkolny 1975/76 rozpoczął się 21 sierpnia, zgodnie z decyzją Ministerstwa Oświaty i Wychowania. Oficjalne rozpoczęcie roku szybko ustąpiło miejsca codzienności. A ta przyniosła problemy kadrowe. 23 października 1975 roku kronikarka zapisała:
Pojawiają się pierwsze kłopoty. Dwoje nauczycieli przeniosło się z początkiem roku szkolnego do Suchacza, wychowawczyni świetlicy szkolnej poszła na urlop macierzyński, przysłano wprawdzie dwoje następnych, lecz to nie rozwiązuje problemu. Nawet po zatrudnieniu państwa Skowronów sytuacja się nie poprawiła, bo – jak zaznaczono – nauczyciele „muszą i tak prowadzić po 40 godzin lekcyjnych tygodniowo”. Kilka dni później, 26 października, na urlop macierzyński odeszła kolejna nauczycielka, pani Sokołowska. To ważny zapis. Kronika nie przemilcza trudności, ale też nie zatrzymuje się przy nich na długo. Szkoła musi przecież działać. A więc dalej są: Dzień Nauczyciela, andrzejki, choinkowe spotkania klas, przedstawienia, wycieczki i bale.
Tu w kronice pojawia się luka – zapisy z roku szkolnego 1976/77 się nie zachowały. Historia szkoły rusza dalej dopiero jesienią 1977 roku. 7 stycznia 1978 roku odbył się bal noworoczny dla klas V–VIII, uświetniony przedstawieniem „Rycerskie ślubowanie” – fragmentem „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza. Kronikarka z detalami opisała obsadę i nastrój:
Przepięknie grali swoje role młodzi aktorzy z klas VII, VI, VIII i jedna ucz. z kl. I. Była to mała Beata Osmańska grająca wówczas rolę Danusi. Jej partnerem, Zbyszkiem z Bogdańca, był jej brat z siódmej klasy, Krzysztof Osmański. »Chwacko ci ją ułapił…« gdy spadała z brzozowej ławeczki, kiedy to jeden z ciężkich rybałtów nagle wstał. Wspaniała recytacja-narracja Grzegorza Lewandowskiego, którego starsza siostra Małgosia grała niegdyś tytułową rolę w bajce »Kopciuszek«. Tajemniczy nastrój karczmy pod Lutym Turem rozświetlonej blaskiem ognia na kominku, urzekająca melodia pieśni »Gdybym to ja miała skrzydełka«.
Na balu pojawili się też goście – harcerze z elbląskiej szkoły nr 24. Kronikarka oceniła ich zachowanie surowo:
„Ich stosunek do młodzieży i dzieci Łęcza był ekstrawagancki, lekceważący i wyzywający. Nasza młodzież czuła się źle. Ze strony przybyłych, ubranych nieodpowiednio jak na bal, padały często epitety »wsióra«, lekceważące spojrzenia i gesty.
W kontraście podkreślono, że młodzież i dzieci z Łęcza były „ubrane czysto, ładnie, estetycznie, odświętnie”. 6 maja 1978 roku uroczystości zbiegły się z Dniem Zwycięstwa. Jedynym kombatantem, który zgodził się przybyć na spotkanie z młodzieżą, był pan Godlewski – wprawdzie spóźnił się mocno, ale część artystyczna została powtórzona. Opowiedział dzieciom o swoich wojennych przeżyciach, a one w podzięce wręczyły mu kwiatki. 26 maja zapadła w pamięć wycieczka do Biskupina, Gniezna i Poznania – kronikarka podsumowała ją ciepło:
„Podróże kształcą i wychowują, i rzeczywiście dziatwa wróciła z pięknymi wrażeniami, bo słońce dopisało a zdrowie również.
Tydzień później, 1 czerwca, harcerze wyjechali na biwak do lasu, gdzie – jak zanotowano – „dużo wrażeń przysporzyło rozbijanie namiotów, budowanie polowej kuchni, schodzenie z wysokiej góry z kotłem do potoku, by naczynie to wyszorować”. Jeszcze mocniej własny charakter kronikarki ujawnia się w zapisie dotyczącym wykopków ziemniaków w 1978 roku. Szkoła, jak co roku, włączała się w prace polowe w okolicznych spółdzielniach rolniczych. Przez cztery dni dzieci uczestniczyły w pracach polowych. Sam fakt można by odnotować jednym zdaniem. Kronikarka jednak nie byłaby sobą, gdyby na tym poprzestała:
„Jak co roku zgłosiły się spółdzielnie rolnicze w Próchniku i Pogrodziu po cenne dziecięce ręce do zbierania ziemniaków. Przeważnie wykopki odbywały się przy słonecznej pogodzie. Praca społeczna na dzieci wpływa wychowawczo, ale przykro stwierdzić, że spółdzielnie czekają tylko na »dziecięcych robotników«, kiedy w biurach siedzi po 25 »urzędników« przekładając papiery z miejsca na miejsce, nie kwapiąc się wyjść w pole. Pewnie by to zaszkodziło urzędniczemu »majestatowi«.
Kronika pokazuje szkołę w Łęczu jako miejsce tętniące życiem mimo skromnych warunków i wiecznych niedoborów kadrowych – z licznymi organizacjami działającymi w szkole, z balami, wycieczkami, biwakami harcerskimi i rocznicami państwowymi, które wypełniały kalendarz roku szkolnego niemal bez przerwy. A kiedy przewracamy kolejną kartę, czeka już następna opowieść. Tym razem o zimie stulecia i o latach 80., które przyniosły szkole zupełnie nowe czasy. Co tym razem zapamiętała kronikarka?