Morza szum, ptaków śpiew...

Czy już niedługo cała polska część Zalewu Wiślanego będzie chronionym siedliskiem ptaków?
Taką propozycję konserwatorom przyrody w Olsztynie i Gdańsku przedstawiło Ministerstwo Ochrony Środowiska. Lista ponad 200, w tym wielu nowych, nie chronionych dotąd terenów, powstała w ramach dostosowywania polskich norm ochrony środowiska do obowiązujących w krajach Unii Europejskiej.
Na liście - jako jeden z największych obszarów i jedyny w naszym regionie - znalazł się Zalew
Wiślany. Zalew, kilka lat temu zaliczony do tzw. morskich wód wewnętrznych, nie był nigdy dotąd chroniony. Ochroną objęta jest jedynie jego niewielka część zwana Zatoką Elbląską, a w najbliższym czasie powstać ma także niewielki rezerwat pod nazwą Ujście Nogatu.
Teraz ministerstwo proponuje, by ochroną objąć całą należącą do Polski część zalewu - 328 km kwadratowych (około 40 procent powierzchni całego zbiornika).
- Ta propozycja ma na razie razie charakter bardzo wstępny - mówi pomorski konserwator przyrody, Jacek Rolbiecki. - Jest za wcześnie, aby mówić, jakie środki zostaną podjęte w celu ochrony unikalnej ostoi ptasiej, jaką jest zalew. Jego wartość jako części ekologicznego korytarza od Wielkich Jezior Mazurskich, przez Wisłę, Nogat i morze jest bezsporna - zaznacza konserwator.
Już dziś wiadomo, że jeśli ochrona zostanie wprowadzona, ograniczeniu ulegnie np. ruch jednostek napędzanych silnikami (jak wodoloty i łodzie motorowe, którymi poruszają się rybacy). Będą musiały także zostać wdrożone połowy ryb przy pomocy tzw. sit ochronnych. O sitach mówi się od lat, ale z powodu kosztów ich zakupu (kilkaset złotych od jednego rybaka) większość ryb, które trafiają do sieci, jest zbyt młoda jak na obowiązujące wymiary ochronne.
Jacek Rolbiecki zapewnia jednak, że zasady ochrony będą opracowywane z uwzlędnieniem gospodarczego wykorzystania akwenu:
- Zdajemy sobie sprawę z obaw nadzalewowych samorządów, ale ochrona nie oznacza, że chcemy dostępu na zalew komukolwiek bronić. Będziemy jednak chcieli, aby gospodarka prowadzona była racjonalnie i brała pod uwagę potrzeby cennego przyrodniczo terenu.
Regionalni specjaliści od ochrony przyrody, naukowcy, samorządy i władze obu województw, między które Zalew został podzielony po reformie administracyjnej, mają rok na przeanalizowanie i społeczne konsultacje ministerialnych propozycji. Odpowiedzi domagać się będą żeglarze, rybacy i... Rosjanie, do których należy pozostała część zalewu. Trzeba się będzie również zastanowić, co zrobić z powiększającą się i nie dającą się opanować żarłoczną populacją kormorana z Kątów Rybackich.
Na liście - jako jeden z największych obszarów i jedyny w naszym regionie - znalazł się Zalew
Wiślany. Zalew, kilka lat temu zaliczony do tzw. morskich wód wewnętrznych, nie był nigdy dotąd chroniony. Ochroną objęta jest jedynie jego niewielka część zwana Zatoką Elbląską, a w najbliższym czasie powstać ma także niewielki rezerwat pod nazwą Ujście Nogatu.
Teraz ministerstwo proponuje, by ochroną objąć całą należącą do Polski część zalewu - 328 km kwadratowych (około 40 procent powierzchni całego zbiornika).
- Ta propozycja ma na razie razie charakter bardzo wstępny - mówi pomorski konserwator przyrody, Jacek Rolbiecki. - Jest za wcześnie, aby mówić, jakie środki zostaną podjęte w celu ochrony unikalnej ostoi ptasiej, jaką jest zalew. Jego wartość jako części ekologicznego korytarza od Wielkich Jezior Mazurskich, przez Wisłę, Nogat i morze jest bezsporna - zaznacza konserwator.
Już dziś wiadomo, że jeśli ochrona zostanie wprowadzona, ograniczeniu ulegnie np. ruch jednostek napędzanych silnikami (jak wodoloty i łodzie motorowe, którymi poruszają się rybacy). Będą musiały także zostać wdrożone połowy ryb przy pomocy tzw. sit ochronnych. O sitach mówi się od lat, ale z powodu kosztów ich zakupu (kilkaset złotych od jednego rybaka) większość ryb, które trafiają do sieci, jest zbyt młoda jak na obowiązujące wymiary ochronne.
Jacek Rolbiecki zapewnia jednak, że zasady ochrony będą opracowywane z uwzlędnieniem gospodarczego wykorzystania akwenu:
- Zdajemy sobie sprawę z obaw nadzalewowych samorządów, ale ochrona nie oznacza, że chcemy dostępu na zalew komukolwiek bronić. Będziemy jednak chcieli, aby gospodarka prowadzona była racjonalnie i brała pod uwagę potrzeby cennego przyrodniczo terenu.
Regionalni specjaliści od ochrony przyrody, naukowcy, samorządy i władze obu województw, między które Zalew został podzielony po reformie administracyjnej, mają rok na przeanalizowanie i społeczne konsultacje ministerialnych propozycji. Odpowiedzi domagać się będą żeglarze, rybacy i... Rosjanie, do których należy pozostała część zalewu. Trzeba się będzie również zastanowić, co zrobić z powiększającą się i nie dającą się opanować żarłoczną populacją kormorana z Kątów Rybackich.
AJ