UWAGA!

----

Teraz ja - Bieszczady okiem elblążanki. Polecam!

 Elbląg, Bieszczady okiem elblążanki. Polecam!

W piątek (16 października) w Światowidzie Krystyna Szostak, do niedawna elbląska artystka, zaprezentowała swoje najnowsze obrazy. Ciekawą, nieco inną od poprzednich wystawę warto zobaczyć, a można to zrobić tylko do niedzieli 25 października w Galerii Nobilis w Światowidzie.

Dla elblążan interesujących się kulturą Krystyna Szostak to dobrze znana i szanowana postać. Wieloletni dyrektor Warmińsko Mazurskiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Elblągu, nauczyciel, a ponadto artysta w każdym calu: ubiorze, wyszukanym języku, sposobie bycia. Ponad dwa lata temu wyjechała z Elbląga i szczęśliwie tworzy, już na emeryturze, w pięknych Bieszczadach.
       Do miasta, które kocha, przyjechała tydzień temu, by razem ze swoimi elbląskimi znajomymi z pracy świętować 20-lecie ODN-u. Poza tym malarka postanowiła przywieźć nam z drugiego końca Polski kawałek swojej codzienności, kilka bieszczadzkich chwil. Przybyli na piątkowy wernisaż mogli zobaczyć m.in. tamtejsze cerkwie, zmienność kapryśnej, górskiej pogody, a także kwiaty – najczęstszych bohaterów dzieł artystki, zwanych przez niektórych znajomych „Szostakami”.
       Wystawa bardzo mi się podobała i łatwo zauważyć, że elblążanka pokochała bieszczadzkie klimaty z wzajemnością! Zdecydowanie największą uwagę zwrócił obraz z dwiema dziewczynkami wśród wrzosów (zobacz zdjęcie). Faworyt (mój również) w trakcie trwania wernisażu znalazł swego nowego nabywcę. Co ważne, nie tylko ten obraz został sprzedany tego wieczoru.
      
       Krystyna Szostak, w tym wypełnionym wydarzeniami i ważnym dniu znalazła dla mnie kilka minut i odpowiedziała na trzy pytania.
      
       ARO: – Powrót do Elbląga to na pewno wielkie przeżycie... Jak to jest odwiedzić miejsce, w którym tak wiele się przeżyło, pokazując jego mieszkańcom swoje najnowsze obrazy?
      
Krystyna Szostak: – Powrót po latach jest przeżyciem ogromnym. Przyjechałam z wielką tremą. Nie tylko dlatego, że malowałam i czekałam na ten przyjazd. Sama dziesięciogodzinna podróż to było właściwie jedno myślenie:„Boże, jak mnie tu przyjmą? Co zastanę?”. Te moje ukochane klimaty, moi ukochani ludzie... I przeszło to moje oczekiwanie. Ale trema, mimo wszystko, była wielka.
      
       – Ciekawy jestem, jak wyglądało przygotowywanie do wystawy… Proszę zdradzić kilka szczegółów.
      
– Mam tak wielu serdecznych ludzi, że to wszystko działo się poza mną ze względu na odległość. Ja tylko przywiozłam obrazy. Natomiast zaproszenia, plakaty, tę oprawę, to wszystko tworzyli moi serdeczni przyjaciele, kochani ludzie.
      
       – Jak można interpretować nazwę wystawy, oglądając prezentowane prace?
      
– Wystawę nazwałam „Ulotność” i wcale nie dlatego, że obrazy są ulotne... Tam, w Bieszczadach, zwłaszcza po odejściu na emeryturę, uświadamiam sobie, jak wszystko w życiu jest ulotne, właściwie każda chwila. Przykładem mogą być piękne, kwitnące kwiaty w ogrodzie, którym nagle opadają płatki, albo to, jak zmieniają się pory roku. Wyjeżdżałam z Bieszczad, była cudowna jesień, taka, jaką faktycznie można sobie wymarzyć i nagle zaczął padać śnieg... I miałam na myśli ulotność czasu, przestrzeni czasowej, a nie ulotność jako delikatność. Niektóre obrazy są ciężkie, w formie, kompozycji... A mi zależało na tym, by ukazać ulotność czasu.
      
      
Autor Teraz Ja
Liczba publikacji: 70
W tym miesiącu: 0
Ocena Głosów Komentarzy
6.0 3 1

A moim zdaniem...

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • O jak fajnie Pani Krysiu! Pozdrowienia. Widzę, że Bieszczady dostarczają Pani wielu ciekawych wrażeń. Jak zawsze podziwiam Pani talent z wielka nieśmiałością myśląć o małym pejzażu, akurat pięknych Bieszczad. .. .
Reklama