UWAGA!

----

Czekając na premierę. Recenzja

Właściwie wszystko w tym spektaklu jest poprawne; sztuka jest dobrze wyreżyserowana, aktorzy bezbłędnie odgrywają swoje role. A jednak… czekam na następną premierę.

Zważywszy na zapewnienia, że zaleceniem autorskim jest, aby przedstawienie odnosiło się do realiów miejsca, w którym sztuka jest grana, pewne zastrzeżenia może budzić scenografia, gdyż w naszym mieście salony fryzjerskie są z reguły urządzone z dużo większym rozmachem i wielkomiejskim blichtrem. Początek pierwszego aktu, który rozpoczyna się niepostrzeżenie, przy wciąż zapalonych światłach i gwarze na widowni, jest, moim zdaniem, bardzo atrakcyjny i zabawny. Widzowie w końcu dostrzegają, że dramat na scenie się toczy, że mogą podglądać dwójkę fryzjerów, którzy przy ogłuszających dźwiękach muzyki dyskotekowej z lat osiemdziesiątych trochę znudzeni kręcą się po salonie. Szybko orientujemy się, że on jest gejem, ona dziewczyną o dość swobodnym sposobie bycia. Do salonu zaczynają przychodzić klienci i tu zaczyna się akcja, której punktem kulminacyjnym jest śmierć pianistki.
     Świadoma farsowego charakteru tego widowiska oraz chyląc czoła dla jakości pracy zespołu artystycznego, z przykrością stwierdzam, że wiele partii tekstu jest żenujących, a jeszcze bardziej przykre jest to, że śmietanka elbląskiej publiczności, wśród której znajdują się posłowie, senatorowie i wysocy urzędnicy, uhonorowani przez dyrektora teatru publicznym powitaniem, gromkimi brawami nagradzają najbardziej niewybredne, wręcz prostackie dowcipy płynące ze sceny. Przez moment pomyślałam nawet, że to chyba ja jestem zblazowaną nudziarą, bo nie rechoczę ze śmiechu, gdy gej Tońcio wypowiada kwestię „Mocniej! - wszyscy tak mówią”, czy wijąc się i ocierając o drzwi sapie: „Bierz mnie, bierz mnie!”.
     Osobną kwestią jest, czy jako widz przychodzący do teatru mam ochotę nagradzać oklaskami kogokolwiek innego prócz artystów, a już na pewno nie jest moim celem przyklaskiwać politykom czy urzędnikom, a wymusza się na widzach właśnie takie zachowania.
     Moim zdaniem, kolejną osobą tej farsy stała się więc publiczność. Nie dziwi mnie, że spektakl amerykański, jak podają zapowiedzi, trafił do Księgi Rekordów Guinnessa - wiadomym jest bowiem, że najmniej wyszukane treści i obrazy znajdują największą liczbę zwolenników.
     Chwyt autora „Szalonych nożyczek”, by do udziału w przedstawieniu włączyć widownię i właśnie jej powierzyć rozstrzygnięcie zagadki kryminalnej, może bawić współczesnego widza rozsmakowanego w grach komputerowych i reality show. Choć w teatrze nie jest to zjawisko nowe, zwłaszcza w teatrze popularnym, a w taki nurt należy włączyć to wydarzenie.
     Twórcy spektaklu nie zapomnieli skorzystać z instrumentu teatralnego, jakim jest klaka. Uważny widz z pewnością dostrzegł, że inicjatorem spontanicznych zachowań publiczności była grupa młodych amatorów sztuki teatralnej. Nas, niezbyt entuzjastycznych ludzi północy, trudno byłoby włączyć do współuczestnictwa w tworzeniu widowiska. Twórcy spektaklu musieli zadbać o spontaniczne reakcji i je zainicjować. Interaktywność widowiska była więc w dużej mierze wyreżyserowana.
     Przedstawienie, moim zdaniem, zaspokaja drobnomieszczańskie gusta publiczności, którą bardziej bawi dialog Tońcia i Barbary o treści:
     „- Przeleciałaś połowę facetów w Elblągu!
     - A ty drugą!”,
     niż ignorancja policjanta śledczego, który nie zna, a więc nie potrafi odczytać nazwiska jednego z najwybitniejszych polskich pianistów - Krystiana Zimermana.
     Nie chcę negować zasady różnorodności w doborze repertuaru. Wiem, że przedstawienia lekkie, łatwe i przyjemne przyciągają do teatru publiczność spragnioną zabawy i odprężenia. Dostrzegam jednak zachwianie równowagi w doborze gatunków. W tym sezonie teatralnym przeważają premiery spektakli rozrywkowych. Chlubny wyjątek stanowiły „Celebracje”. Dlatego wyszłam z teatru trochę zasmucona i nadal czekam na premierę.
     
     Paul Pörtner, „Szalone nożyczki”. Premiera 24 lutego 2007 r.
     Reżyseria: Maciej Korwin, scenografia: Łucja i Bruno Sobczakowie, opracowanie muzyczne: Dariusz Łapkowski, obsada: Jolanta Tadla (fryzjerka), Tomasz Czajka (policjant), Marcin Tomasik (właściciel salonu), Krzysztof Bartoszewicz (Edward Wurzel), Jacek Wojciechowski (inspektor policji), Beata Przewłocka (pani Dąbek).

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • A mnie wcale nie zdziwiło, że chwilami tekst sztuki był dosyć płytki... wystarczy rozejrzeć się by zrozumieć i zobaczyć jak współcześni ludzie rozmawiają ze sobą, odnoszą się do siebie i co o sobie myslą. Umieszczanie sztuki w realiach miejskich nie mogłoby być poparte wzniosłymi słowami itp., ponieważ wtedy wszystko stałoby się sztuczne i nudne. Nie jestem krytykiem sztuki itp, ale wudaje mi się, że chwilami Pani recenzja jest zbyt surowa i tak naprawdę niesprawiedliwa. Pozdrawiam :)
  • publiczność , nie wiem czy tylko elbląska, niestety lubi taki rodzaj humoru!!!!! zalosne a z tymi oklaskami i viwatami dla oficjeli rzeczywiscie mogliby dac spokoj, nie po to sie chodzi do teatru
  • Czytając recenzję ma wrażenie iż jest ona dość płytka i nieprofesjonalna i to w kilku kwestiach od złej pisowni nazwisk w tym autora, słabej wiedzy krytyka teatralnego na temat tekstu oraz potraktowania tematu z widocznych kompleksem mieszczki . Nie jest niczym dziwnym fakt iż spektakl interaktywny wymaga udziału publiczności i tak jest pod każdą szerokością geograficzną . Komedia kryminalna uczy logicznego myślenia a to przydaje się każdemu nawet recenzentkom teatralnym z Elblaga.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Hanna Motyka(2007-03-02)
  • Pani Hania jest jeszcze bardziej zlosliwa niz recenzja, zabolalo? W koncu jest Pani pracownikiem teatru. No coz! Sztuka trafiona jesli chodzi o gusta drobnomieszczanskie. Ja osobiscie wole moze mniej "zabawne" ale cos wnoszace sztuki teatralne. Moze nastepnym razem uda sie premiera. Powodzenia. I najwazniejsze ze w koncu Elblazanie chodza do teatru.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Tez z Elblaga(2007-03-02)
  • Byłem na premierze. Mam wątpliwości czy ta pani w ogóle widziała spektakl. Mam też wrażenie że pani recenzent jest samotna albo mąż ją zdradza. Widowisko rewelacyjne. Jak się dowiedziałem że na drógi dzień publicznośc skazała zupełnie inną osobe - gdzie na premierze mało kto na nią głosował to wyobraźcie sobie jak aktorzy i cały spektakl może wkręcać. Chcem obejrzeć spektakl drugi raz choć podejrzewam że na drugim razie fascynacja się nie skończy :)
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Łukasz_24(2007-03-02)
  • Do Łukasza: chcem obejrzec drógi raz-mozem ci siem óda I to jest wlasnie publicznosc ktorej podoba sie ten wlasnie spektakt
  • Nie widziałam jeszcze sztuki, więc nie komentuję recenzji, ale chcę powiedzieć Łukaszowi_24, żeby takie chamskie, seksistowskie odzywki, sprowadzające się do: "bo dawno chłopa nie miała", wsadził sobie w buty - będzie wyższy, kurdupel :/
  • Przerażające, jak krytyka, w sumie rzeczowa, może wywoływać chamskie odzywki typu:"mąż zdradza" itp. Zaznaczam, że byłam na spektaklu (premierze) i podzielam opinię recenzentki. Co prawda przyznaję, mnie nie starczyłoby cywilnej odwagi aby nazwać pewne rzeczy po imieniu, tak jak zrobiła to pani Małgosia. Widocznie drobnomieszczaństwo też we mnie siedzi. Jednak wolę prostackie dowcipy w pubie niż w teatrze, ale przecież nie muszę iść drugi raz na przedstawienie. Sztuka warta obejżenia jako "ciekawostka", rodem zza oceanu. Aktorzy ( recenzentka wszak doceniła ich wysiłki) dopisali, więc o co chodzi ? Sponsorom trzeba dziękować, ale czemu np radnym, którzy zechcieli przyjść na premierę ( nic do radnych nie mam). Myślę, że Kultura( duże K) słowa przydałaby się również w opiniach " a moim zdaniem", tym bardziej w dziale kultura (małe k). Wszyscy wiedzą, a przynajmniej domyślają się, że przygotowanie spektaklu, to ciężka praca. Nie bądźcie jednak Państwo aktorzy takie nożyce ( nomen omen). Publiczność dopisze nie dzięki politykom, ale właśnie dzięki Waszej pracy (mam nadzieję).
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    zjadacz(2007-03-02)
  • Recenzja bardzo fajna i zachęcająca do obejrzenia spektaklu. Wynika z niej, że ta sztuka to jakiś dramatyczny erotyk z udziałem aktorów i publiczności - a o seksie każdy lubi posłuchać i pogadać, bez wg na intelekt. Tylko ci inteligentni powinni walnąć setkę przed spektaklem. Zobaczę też czy pachnie skandalem scenograficznym jeżeli rzeczywiście salony fryzjerskie w mieście są urządzone z dużo większym rozmachem i wielkomiejskim blichtrem, niż ten na scenie.. Intryguje mnie jeszcze skąd wzięli szalone nożyczki, nożyczki to nożyczki i tyle. Wszystko sprawdzę, idę kupić bilety.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Wytrawny Miłosnik Sztuki(2007-03-02)
  • Pani Hanno Powinna Pan piszac nie robić błędów , zamiast ma powinno być- mam ,zamiast widocznych powinno być- widocznym Ciekaw jestem co na to Pan Siedler
  • anonim : ale na co : na recenzję czy na na blędy Pani Hanny?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    koleś(2007-03-02)
  • Panno Hannno ja wiem, obelgi są pewną obroną ale to tylko i wyłącznike ukazuje Pani poziom. JAk widaźć ktoś tu ma małe problemy i nie jest zbyt dowartościowany i mniemam iż nie do końca wie co oznacza ternmin ''mieszczka''. Jakkolwiek żaden dobrze wychowany człowiek nie nazwałby drugiego takim określeniem a sądze, iż pani Małgorzata poziomem jest wyższa. Coż ja w tej chwili trochę zniżam się do Pani ale cóż..czasem należy się poświęcić. Co do recenzji jest napisana prawidłowo, krasną polszczyzną. Spektakl... Całkowicie zgadzam się z tą ostrą oceną. Do mego gustu nie należą tak mało wzniosłe i intrygujące sztuki. PS pani Gosia (co do drobnomieszczaństwa) niek pisze recenzji dla dorobku materialnego lecz z zamiłowania do teatru, więc słowo mieszczanka wylkucza się.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    widz123(2007-03-02)
Reklama