Elbląg Rocks Europa po raz piąty

W miniony piątek na parkingu przy Muzeum Archeologiczno-Historycznym odbyła się kolejna edycja festiwalu Elbląg Rocks Europa. Tradycyjnie była część konkursowa i czysto rozrywkowa. Zobacz fotoreportaż.
Kto by pomyślał, że zainicjowany pięć lat temu festiwal przetrwa na naszej nieurodzajnej ziemi tę próbę czasu. Na szczęście jego organizatorzy trwają przy tej idei, dzięki czemu nasze miasto ma rozwijający się z każdym rokiem festiwal muzyki alternatywnej.
W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, w części konkursowej, czyli „Battle of the Bands” pojawiło się sześć zespołów, wyłonionych z ponad trzydziestki zgłoszeń. To świadczy o tym, że ranga rośnie i coraz więcej grup chce u nas wystąpić.
Zespoły tradycyjnie oceniało trzyosobowe jury w składzie: Krzysztof Jaworski (dziennikarz muzyczny), Katarzyna Zając-Baca (instruktor muzyczny, przewodnicząca festiwalu Enmusic) oraz jeden z ubiegłorocznych zwycięzców - Sid z grupy Tora Tora Tora.
Chwilę po godz. 16 na scenie pojawiła się pierwsza ekipa - AppleMint. Pochodzące trochę z Morąga a trochę z Małdyt trio zaprezentowało energetycznego punk rocka w mocno kalifornijskim duchu. Melodyjne, chwytliwe utwory, śpiewane na trzy głosy refreny to ich główne atuty. Niewielu jeszcze ludzi odważyło się podejść pod scenę, a szkoda, bo to dobra muzyka do skakania.
Jako drudzy na scenie zamontowali się Shadow Archetype. Pięcioosobowy skład z Trójmiasta (choć i elblążanin za garami się trafił) różnił się wizualnie i muzycznie dość mocno od swoich poprzedników. To pierwsze tego dnia spotkanie z muzyką metalową. A w dźwiękach tych słychać było przede wszystkim fascynację gotyckim metalem (Theatre of Tragedy, Tristania, czyli charakterystyczne mieszanie męskiego growlu z czystym, delikatnym damskim głosem) wzbogacone o elementy doom metalowe (My Dying Bride - skrzypce) ale także zagrywki rodem z melodyjnej Szwecji (Dark Tranquility, In Flames). W składzie znalazły się dwie niewiasty: wokalistka i skrzypaczka.
Hear the Hope to kolejny reprezentant Trójmiasta. Czterech facetów, którzy ewidentnie lubią przyłożyć. Mocne gitarowe riffy, świetny wokal, urozmaicone tempa. Dużo thrash metalowych naleciałości, odrobina deathowej brutalności i nieco rockowej melodyki. Ponadto jako pierwsi tego dnia zaśpiewali w naszym języku. Dobry, koncertowy materiał w sam raz do pomachania głową.
Po dwóch mocniejszych setach przeszedł czas na trochę lżejszego podejścia do tematu muzyki. Podeszfa to znowu zespół z Trójmiasta. Od samego początku było widać, że ekipa bawi się tym, co robi a bycie groźnymi i poważnymi jest im raczej obce. Wokalista pojawił się na scenie w kaftanie bezpieczeństwa, gitarzysta w lekarskim kitlu. A z głośników poleciała solidna dawka punkowego grania rodem z lat 80. i 90. Chyba najsympatyczniejsza ekipa tego wieczoru. No może poza kolejną.
Ten zespół już grał w Elblągu. Wtedy na ich koncercie była bardzo sympatyczna atmosfera. Tym razem było podobnie. Different, czyli francusko-trójmiejskie trio. Jednak w trakcie tego występu postawili na zdecydowanie mocniejsze numery: klasyczne rockowe granie, okraszone solidnym gitarowym brudem, sporo dozą melodii i poparte francuskimi tekstami. Ujmujący, w tym swoim nieco łamanym polskim, wokalista Nicolas zachęcał publiczność do podejścia pod scenę, co zresztą całkiem dobrze mu wyszło. Tak jak za pierwszym razem, tak i teraz dali bardzo dobry koncert, nie zapominając o relacji z publicznością.
Koniec części konkursowej należał do elblążan, czyli do kapeli YHY. Kapelę YHY od strony muzycznej znam z demówki, którą nagrali dwa lata temu. Potem zaszyli się w sali prób, mieli roszady personalne na pozycji wokalisty i dopiero teraz mogłem usłyszeć ich ponownie. Dwa lata to dużo czasu, w związku z czym nie powinno mnie dziwić, że muzyka zespołu uległa znacznym zmianom. A jednak trochę mnie zdziwiła, podobnie jak to, że obecnie wokalem zajmuje się Jezus. Wszystkie te niespodzianki wyszły jednak YHY na dobre. Obecnie ich twórczość to spójna mieszanka psychodelii i dark metalu. Generalnie: nie jest wesoło a klimat dźwięków nie zachęca do pląsów. Jezus znakomicie daje radę jako wokalista, dysponując głębokim, czystym głosem i mocnym ryknięciem godnym norweskiego czarnego metalu. Przydałoby się tylko więcej mocy w przesterowanych gitarach.
Występ YHY zakończył część konkursową tegorocznego Elbląg Rocks Europa. Przed nami pozostało jednak jeszcze kilka godzin muzyki. Nieco niezgodnie z programem, o godz. 20 na scenę wyszli ubiegłoroczni laureaci, czyli Tora Tora Tora dając pełen punk rockowej energii koncert. Po ich występie przyszedł czas na wyniki.
Zgodnie z wolą ludu nagroda publiczności przypadła zespołowi YHY. Wyróżnienie od jury powędrowało na ręce muzyków Shadow Archetype. A zwycięzcą tegorocznej, piątej edycji festiwalu Elbląg Rocks Europa, został Different.
Jedni powiedzą, że słusznie inni, że nie. Poziom tegorocznego konkursu był chyba jednak najwyższy w dotychczasowej historii ERE i prawdopodobnie każdy wybór byłby dobry. Ten był z całą pewnością.
Po ogłoszeniu wyników na scenie zainstalowali się muzycy Uncle Jeyphon, czyli zwycięzcy pierwszej edycji festiwalu sprzed pięciu lat. Kawał solidnej rockowej muzyki osadzonej w amerykańskim sosie wywołał poruszenie wśród publiczności i zagwarantował dobrą zabawę. Z końcem ich koncertu przyszedł czas na pozamuzyczny element wieczoru, czyli pokaz fireshow.
Wieczór zamknął występ zespołu Kuśka Brothers. To dobrze znana ekipa, która potrafi się bawić muzyką i znakomicie w tą zabawę wciągnąć publiczność. Zagrali co mieli najlepszego a zebranym pod sceną i tak było mało. Koniec jednak musiał nadejść.
Tegoroczna edycja Elbląg Rocks Europa w jej najważniejszej części – konkursowej – stała na naprawdę dobrym poziomie. Usłyszeliśmy niezły wachlarz gitarowego grania, każdy miał okazję znaleźć coś dla siebie.
Nie ma przegranych a zwycięzcy niech się cieszą i grają dalej bo najwyraźniej robią to znakomicie.
W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, w części konkursowej, czyli „Battle of the Bands” pojawiło się sześć zespołów, wyłonionych z ponad trzydziestki zgłoszeń. To świadczy o tym, że ranga rośnie i coraz więcej grup chce u nas wystąpić.
Zespoły tradycyjnie oceniało trzyosobowe jury w składzie: Krzysztof Jaworski (dziennikarz muzyczny), Katarzyna Zając-Baca (instruktor muzyczny, przewodnicząca festiwalu Enmusic) oraz jeden z ubiegłorocznych zwycięzców - Sid z grupy Tora Tora Tora.
Chwilę po godz. 16 na scenie pojawiła się pierwsza ekipa - AppleMint. Pochodzące trochę z Morąga a trochę z Małdyt trio zaprezentowało energetycznego punk rocka w mocno kalifornijskim duchu. Melodyjne, chwytliwe utwory, śpiewane na trzy głosy refreny to ich główne atuty. Niewielu jeszcze ludzi odważyło się podejść pod scenę, a szkoda, bo to dobra muzyka do skakania.
Jako drudzy na scenie zamontowali się Shadow Archetype. Pięcioosobowy skład z Trójmiasta (choć i elblążanin za garami się trafił) różnił się wizualnie i muzycznie dość mocno od swoich poprzedników. To pierwsze tego dnia spotkanie z muzyką metalową. A w dźwiękach tych słychać było przede wszystkim fascynację gotyckim metalem (Theatre of Tragedy, Tristania, czyli charakterystyczne mieszanie męskiego growlu z czystym, delikatnym damskim głosem) wzbogacone o elementy doom metalowe (My Dying Bride - skrzypce) ale także zagrywki rodem z melodyjnej Szwecji (Dark Tranquility, In Flames). W składzie znalazły się dwie niewiasty: wokalistka i skrzypaczka.
Hear the Hope to kolejny reprezentant Trójmiasta. Czterech facetów, którzy ewidentnie lubią przyłożyć. Mocne gitarowe riffy, świetny wokal, urozmaicone tempa. Dużo thrash metalowych naleciałości, odrobina deathowej brutalności i nieco rockowej melodyki. Ponadto jako pierwsi tego dnia zaśpiewali w naszym języku. Dobry, koncertowy materiał w sam raz do pomachania głową.
Po dwóch mocniejszych setach przeszedł czas na trochę lżejszego podejścia do tematu muzyki. Podeszfa to znowu zespół z Trójmiasta. Od samego początku było widać, że ekipa bawi się tym, co robi a bycie groźnymi i poważnymi jest im raczej obce. Wokalista pojawił się na scenie w kaftanie bezpieczeństwa, gitarzysta w lekarskim kitlu. A z głośników poleciała solidna dawka punkowego grania rodem z lat 80. i 90. Chyba najsympatyczniejsza ekipa tego wieczoru. No może poza kolejną.
Ten zespół już grał w Elblągu. Wtedy na ich koncercie była bardzo sympatyczna atmosfera. Tym razem było podobnie. Different, czyli francusko-trójmiejskie trio. Jednak w trakcie tego występu postawili na zdecydowanie mocniejsze numery: klasyczne rockowe granie, okraszone solidnym gitarowym brudem, sporo dozą melodii i poparte francuskimi tekstami. Ujmujący, w tym swoim nieco łamanym polskim, wokalista Nicolas zachęcał publiczność do podejścia pod scenę, co zresztą całkiem dobrze mu wyszło. Tak jak za pierwszym razem, tak i teraz dali bardzo dobry koncert, nie zapominając o relacji z publicznością.
Koniec części konkursowej należał do elblążan, czyli do kapeli YHY. Kapelę YHY od strony muzycznej znam z demówki, którą nagrali dwa lata temu. Potem zaszyli się w sali prób, mieli roszady personalne na pozycji wokalisty i dopiero teraz mogłem usłyszeć ich ponownie. Dwa lata to dużo czasu, w związku z czym nie powinno mnie dziwić, że muzyka zespołu uległa znacznym zmianom. A jednak trochę mnie zdziwiła, podobnie jak to, że obecnie wokalem zajmuje się Jezus. Wszystkie te niespodzianki wyszły jednak YHY na dobre. Obecnie ich twórczość to spójna mieszanka psychodelii i dark metalu. Generalnie: nie jest wesoło a klimat dźwięków nie zachęca do pląsów. Jezus znakomicie daje radę jako wokalista, dysponując głębokim, czystym głosem i mocnym ryknięciem godnym norweskiego czarnego metalu. Przydałoby się tylko więcej mocy w przesterowanych gitarach.
Występ YHY zakończył część konkursową tegorocznego Elbląg Rocks Europa. Przed nami pozostało jednak jeszcze kilka godzin muzyki. Nieco niezgodnie z programem, o godz. 20 na scenę wyszli ubiegłoroczni laureaci, czyli Tora Tora Tora dając pełen punk rockowej energii koncert. Po ich występie przyszedł czas na wyniki.
Zgodnie z wolą ludu nagroda publiczności przypadła zespołowi YHY. Wyróżnienie od jury powędrowało na ręce muzyków Shadow Archetype. A zwycięzcą tegorocznej, piątej edycji festiwalu Elbląg Rocks Europa, został Different.
Jedni powiedzą, że słusznie inni, że nie. Poziom tegorocznego konkursu był chyba jednak najwyższy w dotychczasowej historii ERE i prawdopodobnie każdy wybór byłby dobry. Ten był z całą pewnością.
Po ogłoszeniu wyników na scenie zainstalowali się muzycy Uncle Jeyphon, czyli zwycięzcy pierwszej edycji festiwalu sprzed pięciu lat. Kawał solidnej rockowej muzyki osadzonej w amerykańskim sosie wywołał poruszenie wśród publiczności i zagwarantował dobrą zabawę. Z końcem ich koncertu przyszedł czas na pozamuzyczny element wieczoru, czyli pokaz fireshow.
Wieczór zamknął występ zespołu Kuśka Brothers. To dobrze znana ekipa, która potrafi się bawić muzyką i znakomicie w tą zabawę wciągnąć publiczność. Zagrali co mieli najlepszego a zebranym pod sceną i tak było mało. Koniec jednak musiał nadejść.
Tegoroczna edycja Elbląg Rocks Europa w jej najważniejszej części – konkursowej – stała na naprawdę dobrym poziomie. Usłyszeliśmy niezły wachlarz gitarowego grania, każdy miał okazję znaleźć coś dla siebie.
Nie ma przegranych a zwycięzcy niech się cieszą i grają dalej bo najwyraźniej robią to znakomicie.
Tomasz Sulich