Malachit cienia: Bangor: „…ta energia idzie prosto z serducha”.

Zapraszamy czytelników do studiowania naszego cyklu, który w całości poświęcamy rodzimej scenie muzycznej. Tę część poświęcamy elbląskiej grupie metalowej Bangor. Przedstawiamy wam zarys historii nurtu Heavy/Trash w grodzie Piekarczyka, rozmowę z gitarzystą grupy, a także zdjęcia archiwalne.
Oddajemy wam do dyspozycji materiał, potraktowany dawką historii lub swobodnych rozważań o wybrykach współczesnych piewców sceny. O tym, co utrzymuje ich w cieniu, a co czasem daje nadzieję na wyjście z niego.
Kontynuujemy opowieść o naszej młodej scenie alternatywnej. O zespołach, które ją tworzą, nawożą, a coraz częściej stanowią jedyny dowód istnienia elbląskiego podziemia. Podczas gdy wielu zasłużonych metalowych wieszczy udało się na spoczynek, oni sięgnęli po instrumenty i zaczęli ustawiać pod ścianą…
„Ride The Lightning”, „Metal Heart”, „Spreading The Disease”, „Hell Awaits” czy regionalnie brzmiące: „Oddech Wymarłych Światów”, „Horda Goga” - to tytuły, o które niejeden człowieczek potknął się kiedyś i, przyjemnie waląc głową w podłoże, wyznaczył sobie długą i mozolną drogę zapuszczania włosów.
Heavy Metal, jak i jego troszkę młodszy, aczkolwiek bardziej wulgarny braciszek Trash, dla jednych stanowił początek i zarazem miłość na wieki, dla innych kładkę przejściową między Piccolo Coro dell’ Antoniano a, powiedzmy, Suffocation. Muzyka ta z biegiem lat ewaluowała znacznie i jej rdzenna „wersja” wzbudza już coraz mniejsze zainteresowanie, pomimo tego wiele formacji składa jej hołd, jeżeli nie w sercu (prosty, chłopski przykład: 1996 - płyta „Czarne zastępy - w hołdzie KAT” (Behemoth, Damnation, Vader)), to tworząc morder-nistyczne fuzje z innymi gatunkami, jak chociażby Trash-core (Od Dirty Rotten Imbeciles po Lamb Of God). Oznaką żywotności Heavy/Trash-u w naszym kraju może być chociażby działalność „zdziewiczałych”: Chainsaw i Pussy Busters, „skamieniałego” Corruption, posiwiałego Mech, zdemoralizowanego Acid Drinkers czy wrocławskiego Sapros, którego młodociani muzycy, wierni temu, co wyrzeźbione zostało w latach 80’, nie zrezygnowali nawet z noszenia „gumek” i białych, sięgających za kostkę adidasów.
Jak wypada na tym tle nasze miasto? Na pewno w odniesieniu do ilości działających na tym terenie zespołów defowych, słabiutko. Niemniej jednak mieliśmy założony w 1991 r. treszowy Neandertal, w którym na wokalu mogliśmy posłuchać znanego z basu na „Invisible Realisty” (1992) Traumy, Bubi-ego. Mieliśmy również kapele Thanatos (później Trauma), Dentalion i Decapitation, jednak ich muzyka była już znacznie przedeptana przez Death. Rok 1996 przyniósł nam dwie nazwy, z którymi już chyba zawsze młodsze pokolenia kojarzyć będą nasze miasto z nurtem, któremu poświęciłem te wypociny. Chodzi tu o Lafayn i Mistrust. Obydwa zespoły wyniosły elbląski hejvi na techniczne wyżyny, osiągając jednocześnie światowy poziom gry. I omijając szerokim łukiem rozważania na temat tego, czy obydwa zespoły są dobre, czy nie, zmierzam ku tym, którzy pewnego dnia ich zastąpią. Młoda scena Heavy/Trash w Elblągu - Sodalis, Exslicer, Metanol i ten, który, według mnie, działa najprężniej - Bangor.
Już sam zestaw kowerów, który prezentują nam w trakcie koncertów, znakomicie opisuje ich charakter. „Tylko” Illusion, „Enter Sandman” XMetallicaX, „Open Your Eyes” Guano Apes… Uczuciowi, techniczni i energiczni.
O początkach, niewypałach koncertowych, planach i kondycji elbląskiej sceny rozmawiałem z Mieszkiem - gitarzystą i jednym z założycieli formacji Bangor.
Orzeu: Początki…
Miechoo: Wszystko zaczęło się jakoś latem 2003 roku. Wtedy to właśnie na koncercie Mistrust poznał się Ława (git. solowa) i Dawid (bas). Dwóch młodzieńców szybko stwierdziło, że chcą mieć własny band! Niestety, we dwóch nic nie zdziałali i gra odeszła w niepamięć... Po jakimś roku Pająk (voc / git. solo) z kapeli Mistrust poznał ze sobą dwie zbłąkane Heavy-Metalowe dusze - czytaj: Ławę i Miecha, które szukały się od momentu, w którym zaczęły grać na gitarach - po to, by stworzyć Bangor... Po szybkim zapoznaniu się i sprecyzowaniu, jakie żyletki będą wylatywały z naszych głośników, nakłoniliśmy Dawida, by z nami grał. Tydzień po tym, jak do nas dołączył, na ogłoszenie zamieszczone w Internecie odpowiedział perkusista. Po pierwszej próbie już wiedzieliśmy, że będzie z nami kroił. I tak to instrumentaliści zaczęli poszukiwać frontmana. Na początku śpiewał u nas Limp, ale z powodów osobistych musiał opuścić zespół... aż tu nagle, jak uderzenie piorunem zjawia się gościu z Kadyn i powala nas swoim wokalem. Łukasz (voc) wprowadził nowe rytmy do naszej kapeli i znacznie ubarwił naszą gitarową muzę. Od tego momentu zaczęliśmy trzaskać koncertów co nie miara, aż tu nagle naszą kapelę opuścił basista Dawid. Pozostawił on jednak po sobie innego dobrego basistę - mianowicie Perego. Pery poprzednio grał w kapeli Metanol i wiedzieliśmy, jak szaleje na scenie! Od pierwszej próby nadawaliśmy na tych samych falach, a jego nietypowy styl gry wprowadził troszkę mięsa do naszego warsztatu. Pewnego dnia stwierdziliśmy również, że w naszej kapeli troszkę za słabo daje perkusja, wiąc postanowiliśmy zaprosić do naszego projektu Fizyka. Po pierwszej próbie już wiedzieliśmy, że to będzie inny Bangor: mocniejszy, szybszy i odważniejszy (co udowodniliśmy na koncercie 4 listopada 2006 r. w Volcie). I tak to dzielna grupa śmiałków brnie po dziś dzień.
Bangor…
Bangor to nazwa pewnej amerykańskiej bazy wojskowej w strefie 51. Pomyśleliśmy, że to może być dość tajemnicze i zarazem drapieżne. Pierwszy raz usłyszeliśmy tę nazwę, oglądając z Ławą film…
Pierwsza próba, pierwszy utwór, pierwszy koncert...
Ach… To były trzy najpiękniejsze dni. Pierwsza próba to takie typowe jam. Ogrywaliśmy się z chłopakami, grając jakieś proste riffy, aż w końcu zapytałem, czy ktoś zna „Enter Sandman” Metallicy. Okazało się, że znają to wszyscy. No to zaczęliśmy kroić - piękna sprawa. Co do pierwszego utworu - wymyśliliśmy parę riffów a’la Iron Maiden i czuliśmy się dosłownie, jakbyśmy odkryli Amerykę. Nazwaliśmy go „Confession”, ale po pewnym czasie ostro go stuningowaliśmy, co chcielibyśmy przedstawić przy najbliższym nagraniu Dema. Pierwszy koncert: marzenia się spełniły 27 listopada 2005 r. Zagraliśmy z Melayną, D.V.L. i The Wrath. Mieliśmy straszną tremę no i duży zapas adrenaliny. Myślę, że daliśmy trochę innego ognia temu miastu. Ku naszemu zaskoczeniu, dużo ludzi przyszło z ciekawości, mam nadzieję, że ich nie zawiedliśmy.
Pamiętasz płytę, która wciągnęła Cię w ten cały metal mjuzik?
Oczywiście. Muza metalowa i hard rockowa leciała u mnie w chacie zawsze, hehe, więc po części wtrącili mi ją moi rodzice. Sam tak na prawdę odkryłem metal, gdy zobaczyłem klip Metallicy - „Fuel”. Energia i moc tej piosenki po prostu wbiła mnie w glebę - podobnie jak fury, które smażyły kapcie na tym klipie, i tak to zakochałem się w całej CD Reload, a później zacząłem słuchać coraz starszych płyt.
Pamiętasz elbląskie składy Heavy/Trash metalowe?
Ba! Pamiętam doskonale Heavy-Metalową formacje Mistrust. Piękna muza, bardzo trafiona w moje gusta muzyczne. Świetnie oddawała klimat Metaliki. Swego czasu tak namiętnie tego słuchałem, że aż mi się krążek porysował i musiałem kupić nowy. Wielki szacun dla chłopaków.
Inne składy? Neandertal, Lafayn...
Lafayn też znam i bardzo podoba mi się ich gra, choć jakoś nie miałem ich płyty, czego żałuję.
Właśnie, nie było zbyt wiele tych kapel. W Elblągu narodziło się wiele dobrych zespołów, odtwarzających jednak głównie def. Jak myślisz, dlaczego w naszym miasteczku nie powstało proporcjonalnie tyle albo nawet więcej kapel, które grałyby flagowy, jak by nie było, gatunek - heavy, trash?
To prawda, Elbląg miał parę solidnych kapel, ale właśnie def metalowych. Myślę, że to już nie te czasy. Wiem, że dla wielu młodych kapel Heavy/Trash jest inspiracją na początek (bo dużo osób zaczyna od takiej muzy). Po pewnym czasie ewoluuje to właśnie w Death, czy teraz topowe Core. Ludzie zaczynają ostro mieszać w muzie.
Wasz warsztat, nie da się ukryć, ukazuje pewne fascynacje XMetallicąX...
Tak. Myślę, że po prostu to gdzieś siedzi tam w środku. Ja i mój gitarzysta startowaliśmy od Metaliki i po dziś dzień jej słuchamy. Po części to chyba jest jak z pierwszą miłością. Wiesz, zawsze coś tam zostanie w głowie. Aczkolwiek, nasze ostatnie kawałki są robione w zupełnie inną mańkę i myślę, że to były ostatnie schematy Metaliki.
Kto komponuje u was muzykę?
Większość materiału przygotowana jest przeze mnie. Następnie do tego klepiemy pomysły Ławy, czasami nawet Łukasza. I powstaje nowo upieczony kawałek…
Jesteście zespołem, który wyjątkowo skupia się na sprzęcie, na którym gra... Piszecie o nim na waszej stronie... Zakrawa to na fanatyzm.
Tak, to prawda. Każdy grosz, który mamy, ładujemy w sprzęcior. Myślę, że to obsesja idealnego brzmienia. Ława jest sprzęto-maniakiem totalnym, mnie już trochę przeszło (śmiech). Reszta jest w miarę normalna... A opis sprzętu na stronce zrobiliśmy, by było inaczej niż u każdego innego. Jak wiem, jest to temat kontrowersyjny, ale nam się spodobał.
Ostatnie zmiany w zespole wyszły wam na dobre. Zwiększyliście tempo, dostaliście energii, której wam brakowało. Mam na myśli nowego perkusistę i basa. Ale, jak wiemy, Fizia wyjeżdża...
Tak, to prawda. Bangor nabrał wiatru w żagle i ukazała mu się ciekawa wizja przyszłości. Ale tak, jak wspomniałeś, Fizyk wyjeżdża... Szczerze mówiąc, podłamaliśmy się tym. Na czas jego nieobecności mamy zastępczego perkusistę. Po powrocie Fizyka dalej działamy i kroimy koncerty, gdzie się da.
Kto go zastąpi?
Aktualnie zastępuje go Osman - bardzo fajny perkusista z Fromborka. Niestety, Bangor, będzie musiał przyhamować, bo to jest bardziej rockowy bębniarz.
Mieliście okazje w ciągu ostatniego roku zagrać dość sporą liczbę koncertów. Który wspominasz najmilej, a który najgorzej?
Najlepiej wspominam nasz przedostatni koncert, zagrany 4 listopada 2006 r. Pokazaliśmy wtedy pazur. Zagraliśmy w nowym składzie (czyli Pery i Fizyk), poleciało więcej ognia niż się tego spodziewali ludzie. Klimat był dobry, grały też ciekawe kapele (AWS, Monolit, Sainc red.). Fajnie było obserwować bawiące się dzieciaki, szczególnie, kiedy zaczęliśmy grać na koniec cover Guano Apes - „Open your eyes”. Co do najgorszego koncertu, to przypomina mi się koncert na „Rancho Strong”, gdzie troszkę zostaliśmy wystawieni przez organizatorów imprezy. Pojawiły się sytuacje w plenerze typu: nie ma przodów do nagłośnienia. No i jeszcze ci Panowie, którzy demontowali scenę podczas naszej gry...
Panowie?
Wiesz, ogólnie wyszedł kwas. Ludzi było, co prawda, mało, ale mimo to dobrze się bawili. Kiedy wciąż byliśmy na scenie, kolesie, którzy odpowiadali za ciężki sprzęt typu barierki, ławki, itp., zaczęli rozbierać naszą scenę. Ludzie się bawią, a oni ściągają reklamy i coś tam demontują... Masakra, trochę lipnie się wtedy zrobiło, ale i tak bywa.
Co chcecie przekazać poprzez waszą twórczość? Bo nie chodzi tylko i wyłącznie o trzepanie hałasu…
Dokładnie. Hałas może zrobić każdy, jeden lepiej, drugi gorzej (śmiech). Jeśli chodzi o kwestie gitarowe, staramy się grać w miarę melodyjnie, choć i czasem trzeba podkręcić śrubę, sypiąc kilka ciężarów. W sferach lirycznych wokalista pragnie przekazać każdy tekst jako prawdziwą historię, nie ma w nich nic zmyślonego. Są na pewno bardzo introwertyczne i osobiste. Mówią o chwilach, w których bardzo łatwo jest się poddać, ale też zawierają mały promyk nadziei.
Jaki jest wasz kierunek? Będziecie dalej robić hejviego, przywalicie cieżarem czy zwolnicie. Może jakieś melodyjne, wpadające w ucho refreny? Ludzie teraz lubią 10 Years, Beth…
Ha! Ciekawe pytanie. W dzisiejszej poszufladkowanej muzie ciężko też określić nas jako hejvi band. Nasze zainteresowania troszkę się pozmieniały. Co za tym idzie, nasz perkusista może pozwolić sobie na szybszą, cięższą grę, więc my to wykorzystujemy. Myślę więc, że po tej delikatnej transformacji, jaką przeżyliśmy, charakter naszej gry wyrwał się z lat 80-tych i wskoczył teraz w nową szkołę.
Nową szkolę? Co to wniesie do waszej gry, na czym polegać będzie zmiana?
Mam nadzieję, że wniesie więcej podziałów, utwory będą w rożnych tempach. Gitary będą częściej grały w oktawach. Do tego dołożymy nowe brzmienie i może być ciekawie.
Ciężar czy melodia?
Bez dwóch zdań, nie zrezygnujemy ani z jednego, ani z drugiego. Myślę, że „nowy” Bangor będzie właśnie ciężarówką z melodyjnymi refrenami. Choć powiem, że czasami mamy nawet ochotę, żeby pocisnąć w stylu starego dobrego Obituary...
Czy zamierzacie wejść do studia? Macie chyba wystarczająco dużo materiału...
Tak, mieliśmy wchodzić do studia w marcu, ale, niestety, wyjazd Fizyka pokrzyżował plany. Na pewno nagramy demo po jego powrocie, chociaż jest prawdopodobne, że kilka kawałków zagramy z Osmanem. Może być ciekawie.
Które studio?
Mieliśmy plany na Hertz i myślę, że przy nim zostaniemy.
Jaka jest, Twoim zdaniem, kondycja sceny elbląskiej?
Ojojoj, kuleje to strasznie. Kiedyś była Trauma, Mistrust, Immemorial, Demise, Enter Chaos i parę jeszcze innych dobrych składów. Dzisiaj jest dosłownie bieda. Ciężko mi to pisać, ale naprawdę marnie stoimy...
Powiedz jeszcze, znasz receptę na naszą scenę? Jak ją uzdrowić?
Siedzieć w domach i piłować granie - może to pomoże. Przynajmniej ja tak staram się pomóc sobie. Myślę, że kiedyś kapele miały większą determinację i zacięcie. Były inne czasy, tak mi się wydaje, inne zainteresowania. Kiedyś dawało się po sześć godzin na gitarze w domu, dzisiaj siedzi się po tyle na necie albo pod blokiem (śmiech).
Myślisz, że ludzie odchodzą od słuchania muzyki?
Od słuchania muzyki na pewno nie, ale mnie jest tych, którzy chcą coś z tym zrobić dalej.
Co jest dla Ciebie w metalu najważniejsze?
Najważniejsze jest to, że daje on energię. A ta energia idzie prosto z serducha!!
Najlepszy elbląski zespół?
Mam takie trzy: Trauma, Immemorial i Mistrust.
Płyta wszechdziejów?
Metallica - „S&M”.
Zespół?
Killswitch Engage.
Kilka słów do naszych czytelników?
Chciałbym zacytować polskiego wokalistę Kostka z zespołu Human: „Dobrze wiesz i ja to wiem! Że kochasz, kochasz, ale boisz się!” Więc nie bójcie się grać i słuchać tego, co kochacie naprawdę! Stay true! Pozdrówki!
Kontynuujemy opowieść o naszej młodej scenie alternatywnej. O zespołach, które ją tworzą, nawożą, a coraz częściej stanowią jedyny dowód istnienia elbląskiego podziemia. Podczas gdy wielu zasłużonych metalowych wieszczy udało się na spoczynek, oni sięgnęli po instrumenty i zaczęli ustawiać pod ścianą…
„Ride The Lightning”, „Metal Heart”, „Spreading The Disease”, „Hell Awaits” czy regionalnie brzmiące: „Oddech Wymarłych Światów”, „Horda Goga” - to tytuły, o które niejeden człowieczek potknął się kiedyś i, przyjemnie waląc głową w podłoże, wyznaczył sobie długą i mozolną drogę zapuszczania włosów.
Heavy Metal, jak i jego troszkę młodszy, aczkolwiek bardziej wulgarny braciszek Trash, dla jednych stanowił początek i zarazem miłość na wieki, dla innych kładkę przejściową między Piccolo Coro dell’ Antoniano a, powiedzmy, Suffocation. Muzyka ta z biegiem lat ewaluowała znacznie i jej rdzenna „wersja” wzbudza już coraz mniejsze zainteresowanie, pomimo tego wiele formacji składa jej hołd, jeżeli nie w sercu (prosty, chłopski przykład: 1996 - płyta „Czarne zastępy - w hołdzie KAT” (Behemoth, Damnation, Vader)), to tworząc morder-nistyczne fuzje z innymi gatunkami, jak chociażby Trash-core (Od Dirty Rotten Imbeciles po Lamb Of God). Oznaką żywotności Heavy/Trash-u w naszym kraju może być chociażby działalność „zdziewiczałych”: Chainsaw i Pussy Busters, „skamieniałego” Corruption, posiwiałego Mech, zdemoralizowanego Acid Drinkers czy wrocławskiego Sapros, którego młodociani muzycy, wierni temu, co wyrzeźbione zostało w latach 80’, nie zrezygnowali nawet z noszenia „gumek” i białych, sięgających za kostkę adidasów.
Jak wypada na tym tle nasze miasto? Na pewno w odniesieniu do ilości działających na tym terenie zespołów defowych, słabiutko. Niemniej jednak mieliśmy założony w 1991 r. treszowy Neandertal, w którym na wokalu mogliśmy posłuchać znanego z basu na „Invisible Realisty” (1992) Traumy, Bubi-ego. Mieliśmy również kapele Thanatos (później Trauma), Dentalion i Decapitation, jednak ich muzyka była już znacznie przedeptana przez Death. Rok 1996 przyniósł nam dwie nazwy, z którymi już chyba zawsze młodsze pokolenia kojarzyć będą nasze miasto z nurtem, któremu poświęciłem te wypociny. Chodzi tu o Lafayn i Mistrust. Obydwa zespoły wyniosły elbląski hejvi na techniczne wyżyny, osiągając jednocześnie światowy poziom gry. I omijając szerokim łukiem rozważania na temat tego, czy obydwa zespoły są dobre, czy nie, zmierzam ku tym, którzy pewnego dnia ich zastąpią. Młoda scena Heavy/Trash w Elblągu - Sodalis, Exslicer, Metanol i ten, który, według mnie, działa najprężniej - Bangor.
Już sam zestaw kowerów, który prezentują nam w trakcie koncertów, znakomicie opisuje ich charakter. „Tylko” Illusion, „Enter Sandman” XMetallicaX, „Open Your Eyes” Guano Apes… Uczuciowi, techniczni i energiczni.
O początkach, niewypałach koncertowych, planach i kondycji elbląskiej sceny rozmawiałem z Mieszkiem - gitarzystą i jednym z założycieli formacji Bangor.
Orzeu: Początki…
Miechoo: Wszystko zaczęło się jakoś latem 2003 roku. Wtedy to właśnie na koncercie Mistrust poznał się Ława (git. solowa) i Dawid (bas). Dwóch młodzieńców szybko stwierdziło, że chcą mieć własny band! Niestety, we dwóch nic nie zdziałali i gra odeszła w niepamięć... Po jakimś roku Pająk (voc / git. solo) z kapeli Mistrust poznał ze sobą dwie zbłąkane Heavy-Metalowe dusze - czytaj: Ławę i Miecha, które szukały się od momentu, w którym zaczęły grać na gitarach - po to, by stworzyć Bangor... Po szybkim zapoznaniu się i sprecyzowaniu, jakie żyletki będą wylatywały z naszych głośników, nakłoniliśmy Dawida, by z nami grał. Tydzień po tym, jak do nas dołączył, na ogłoszenie zamieszczone w Internecie odpowiedział perkusista. Po pierwszej próbie już wiedzieliśmy, że będzie z nami kroił. I tak to instrumentaliści zaczęli poszukiwać frontmana. Na początku śpiewał u nas Limp, ale z powodów osobistych musiał opuścić zespół... aż tu nagle, jak uderzenie piorunem zjawia się gościu z Kadyn i powala nas swoim wokalem. Łukasz (voc) wprowadził nowe rytmy do naszej kapeli i znacznie ubarwił naszą gitarową muzę. Od tego momentu zaczęliśmy trzaskać koncertów co nie miara, aż tu nagle naszą kapelę opuścił basista Dawid. Pozostawił on jednak po sobie innego dobrego basistę - mianowicie Perego. Pery poprzednio grał w kapeli Metanol i wiedzieliśmy, jak szaleje na scenie! Od pierwszej próby nadawaliśmy na tych samych falach, a jego nietypowy styl gry wprowadził troszkę mięsa do naszego warsztatu. Pewnego dnia stwierdziliśmy również, że w naszej kapeli troszkę za słabo daje perkusja, wiąc postanowiliśmy zaprosić do naszego projektu Fizyka. Po pierwszej próbie już wiedzieliśmy, że to będzie inny Bangor: mocniejszy, szybszy i odważniejszy (co udowodniliśmy na koncercie 4 listopada 2006 r. w Volcie). I tak to dzielna grupa śmiałków brnie po dziś dzień.
Bangor…
Bangor to nazwa pewnej amerykańskiej bazy wojskowej w strefie 51. Pomyśleliśmy, że to może być dość tajemnicze i zarazem drapieżne. Pierwszy raz usłyszeliśmy tę nazwę, oglądając z Ławą film…
Pierwsza próba, pierwszy utwór, pierwszy koncert...
Ach… To były trzy najpiękniejsze dni. Pierwsza próba to takie typowe jam. Ogrywaliśmy się z chłopakami, grając jakieś proste riffy, aż w końcu zapytałem, czy ktoś zna „Enter Sandman” Metallicy. Okazało się, że znają to wszyscy. No to zaczęliśmy kroić - piękna sprawa. Co do pierwszego utworu - wymyśliliśmy parę riffów a’la Iron Maiden i czuliśmy się dosłownie, jakbyśmy odkryli Amerykę. Nazwaliśmy go „Confession”, ale po pewnym czasie ostro go stuningowaliśmy, co chcielibyśmy przedstawić przy najbliższym nagraniu Dema. Pierwszy koncert: marzenia się spełniły 27 listopada 2005 r. Zagraliśmy z Melayną, D.V.L. i The Wrath. Mieliśmy straszną tremę no i duży zapas adrenaliny. Myślę, że daliśmy trochę innego ognia temu miastu. Ku naszemu zaskoczeniu, dużo ludzi przyszło z ciekawości, mam nadzieję, że ich nie zawiedliśmy.
Pamiętasz płytę, która wciągnęła Cię w ten cały metal mjuzik?
Oczywiście. Muza metalowa i hard rockowa leciała u mnie w chacie zawsze, hehe, więc po części wtrącili mi ją moi rodzice. Sam tak na prawdę odkryłem metal, gdy zobaczyłem klip Metallicy - „Fuel”. Energia i moc tej piosenki po prostu wbiła mnie w glebę - podobnie jak fury, które smażyły kapcie na tym klipie, i tak to zakochałem się w całej CD Reload, a później zacząłem słuchać coraz starszych płyt.
Pamiętasz elbląskie składy Heavy/Trash metalowe?
Ba! Pamiętam doskonale Heavy-Metalową formacje Mistrust. Piękna muza, bardzo trafiona w moje gusta muzyczne. Świetnie oddawała klimat Metaliki. Swego czasu tak namiętnie tego słuchałem, że aż mi się krążek porysował i musiałem kupić nowy. Wielki szacun dla chłopaków.
Inne składy? Neandertal, Lafayn...
Lafayn też znam i bardzo podoba mi się ich gra, choć jakoś nie miałem ich płyty, czego żałuję.
Właśnie, nie było zbyt wiele tych kapel. W Elblągu narodziło się wiele dobrych zespołów, odtwarzających jednak głównie def. Jak myślisz, dlaczego w naszym miasteczku nie powstało proporcjonalnie tyle albo nawet więcej kapel, które grałyby flagowy, jak by nie było, gatunek - heavy, trash?
To prawda, Elbląg miał parę solidnych kapel, ale właśnie def metalowych. Myślę, że to już nie te czasy. Wiem, że dla wielu młodych kapel Heavy/Trash jest inspiracją na początek (bo dużo osób zaczyna od takiej muzy). Po pewnym czasie ewoluuje to właśnie w Death, czy teraz topowe Core. Ludzie zaczynają ostro mieszać w muzie.
Wasz warsztat, nie da się ukryć, ukazuje pewne fascynacje XMetallicąX...
Tak. Myślę, że po prostu to gdzieś siedzi tam w środku. Ja i mój gitarzysta startowaliśmy od Metaliki i po dziś dzień jej słuchamy. Po części to chyba jest jak z pierwszą miłością. Wiesz, zawsze coś tam zostanie w głowie. Aczkolwiek, nasze ostatnie kawałki są robione w zupełnie inną mańkę i myślę, że to były ostatnie schematy Metaliki.
Kto komponuje u was muzykę?
Większość materiału przygotowana jest przeze mnie. Następnie do tego klepiemy pomysły Ławy, czasami nawet Łukasza. I powstaje nowo upieczony kawałek…
Jesteście zespołem, który wyjątkowo skupia się na sprzęcie, na którym gra... Piszecie o nim na waszej stronie... Zakrawa to na fanatyzm.
Tak, to prawda. Każdy grosz, który mamy, ładujemy w sprzęcior. Myślę, że to obsesja idealnego brzmienia. Ława jest sprzęto-maniakiem totalnym, mnie już trochę przeszło (śmiech). Reszta jest w miarę normalna... A opis sprzętu na stronce zrobiliśmy, by było inaczej niż u każdego innego. Jak wiem, jest to temat kontrowersyjny, ale nam się spodobał.
Ostatnie zmiany w zespole wyszły wam na dobre. Zwiększyliście tempo, dostaliście energii, której wam brakowało. Mam na myśli nowego perkusistę i basa. Ale, jak wiemy, Fizia wyjeżdża...
Tak, to prawda. Bangor nabrał wiatru w żagle i ukazała mu się ciekawa wizja przyszłości. Ale tak, jak wspomniałeś, Fizyk wyjeżdża... Szczerze mówiąc, podłamaliśmy się tym. Na czas jego nieobecności mamy zastępczego perkusistę. Po powrocie Fizyka dalej działamy i kroimy koncerty, gdzie się da.
Kto go zastąpi?
Aktualnie zastępuje go Osman - bardzo fajny perkusista z Fromborka. Niestety, Bangor, będzie musiał przyhamować, bo to jest bardziej rockowy bębniarz.
Mieliście okazje w ciągu ostatniego roku zagrać dość sporą liczbę koncertów. Który wspominasz najmilej, a który najgorzej?
Najlepiej wspominam nasz przedostatni koncert, zagrany 4 listopada 2006 r. Pokazaliśmy wtedy pazur. Zagraliśmy w nowym składzie (czyli Pery i Fizyk), poleciało więcej ognia niż się tego spodziewali ludzie. Klimat był dobry, grały też ciekawe kapele (AWS, Monolit, Sainc red.). Fajnie było obserwować bawiące się dzieciaki, szczególnie, kiedy zaczęliśmy grać na koniec cover Guano Apes - „Open your eyes”. Co do najgorszego koncertu, to przypomina mi się koncert na „Rancho Strong”, gdzie troszkę zostaliśmy wystawieni przez organizatorów imprezy. Pojawiły się sytuacje w plenerze typu: nie ma przodów do nagłośnienia. No i jeszcze ci Panowie, którzy demontowali scenę podczas naszej gry...
Panowie?
Wiesz, ogólnie wyszedł kwas. Ludzi było, co prawda, mało, ale mimo to dobrze się bawili. Kiedy wciąż byliśmy na scenie, kolesie, którzy odpowiadali za ciężki sprzęt typu barierki, ławki, itp., zaczęli rozbierać naszą scenę. Ludzie się bawią, a oni ściągają reklamy i coś tam demontują... Masakra, trochę lipnie się wtedy zrobiło, ale i tak bywa.
Co chcecie przekazać poprzez waszą twórczość? Bo nie chodzi tylko i wyłącznie o trzepanie hałasu…
Dokładnie. Hałas może zrobić każdy, jeden lepiej, drugi gorzej (śmiech). Jeśli chodzi o kwestie gitarowe, staramy się grać w miarę melodyjnie, choć i czasem trzeba podkręcić śrubę, sypiąc kilka ciężarów. W sferach lirycznych wokalista pragnie przekazać każdy tekst jako prawdziwą historię, nie ma w nich nic zmyślonego. Są na pewno bardzo introwertyczne i osobiste. Mówią o chwilach, w których bardzo łatwo jest się poddać, ale też zawierają mały promyk nadziei.
Jaki jest wasz kierunek? Będziecie dalej robić hejviego, przywalicie cieżarem czy zwolnicie. Może jakieś melodyjne, wpadające w ucho refreny? Ludzie teraz lubią 10 Years, Beth…
Ha! Ciekawe pytanie. W dzisiejszej poszufladkowanej muzie ciężko też określić nas jako hejvi band. Nasze zainteresowania troszkę się pozmieniały. Co za tym idzie, nasz perkusista może pozwolić sobie na szybszą, cięższą grę, więc my to wykorzystujemy. Myślę więc, że po tej delikatnej transformacji, jaką przeżyliśmy, charakter naszej gry wyrwał się z lat 80-tych i wskoczył teraz w nową szkołę.
Nową szkolę? Co to wniesie do waszej gry, na czym polegać będzie zmiana?
Mam nadzieję, że wniesie więcej podziałów, utwory będą w rożnych tempach. Gitary będą częściej grały w oktawach. Do tego dołożymy nowe brzmienie i może być ciekawie.
Ciężar czy melodia?
Bez dwóch zdań, nie zrezygnujemy ani z jednego, ani z drugiego. Myślę, że „nowy” Bangor będzie właśnie ciężarówką z melodyjnymi refrenami. Choć powiem, że czasami mamy nawet ochotę, żeby pocisnąć w stylu starego dobrego Obituary...
Czy zamierzacie wejść do studia? Macie chyba wystarczająco dużo materiału...
Tak, mieliśmy wchodzić do studia w marcu, ale, niestety, wyjazd Fizyka pokrzyżował plany. Na pewno nagramy demo po jego powrocie, chociaż jest prawdopodobne, że kilka kawałków zagramy z Osmanem. Może być ciekawie.
Które studio?
Mieliśmy plany na Hertz i myślę, że przy nim zostaniemy.
Jaka jest, Twoim zdaniem, kondycja sceny elbląskiej?
Ojojoj, kuleje to strasznie. Kiedyś była Trauma, Mistrust, Immemorial, Demise, Enter Chaos i parę jeszcze innych dobrych składów. Dzisiaj jest dosłownie bieda. Ciężko mi to pisać, ale naprawdę marnie stoimy...
Powiedz jeszcze, znasz receptę na naszą scenę? Jak ją uzdrowić?
Siedzieć w domach i piłować granie - może to pomoże. Przynajmniej ja tak staram się pomóc sobie. Myślę, że kiedyś kapele miały większą determinację i zacięcie. Były inne czasy, tak mi się wydaje, inne zainteresowania. Kiedyś dawało się po sześć godzin na gitarze w domu, dzisiaj siedzi się po tyle na necie albo pod blokiem (śmiech).
Myślisz, że ludzie odchodzą od słuchania muzyki?
Od słuchania muzyki na pewno nie, ale mnie jest tych, którzy chcą coś z tym zrobić dalej.
Co jest dla Ciebie w metalu najważniejsze?
Najważniejsze jest to, że daje on energię. A ta energia idzie prosto z serducha!!
Najlepszy elbląski zespół?
Mam takie trzy: Trauma, Immemorial i Mistrust.
Płyta wszechdziejów?
Metallica - „S&M”.
Zespół?
Killswitch Engage.
Kilka słów do naszych czytelników?
Chciałbym zacytować polskiego wokalistę Kostka z zespołu Human: „Dobrze wiesz i ja to wiem! Że kochasz, kochasz, ale boisz się!” Więc nie bójcie się grać i słuchać tego, co kochacie naprawdę! Stay true! Pozdrówki!
Orzeu