UWAGA!

Malachit Cienia: Cannibal Corpse…”Surowe mięso jest ok, ale nie przed koncertem”

Elbląg, Malachit Cienia: Cannibal Corpse…”Surowe mięso jest ok, ale nie przed koncertem”

Kolejny raz mamy dla was garść swobodnie potraktowanych informacji na temat tego, co wspólne i tożsame z elbląską - i nie tylko - sceną muzyczną. Dzisiaj oddajemy do waszej dyspozycji materiał poświęcony legendzie amerykańskiego Death Metalu - grupie Cannibal Corpse. Przygotowaliśmy dla was relację z koncertu, który odbył się w Krakowie, zdjęcia oraz wywiad z założycielem i basistą formacji Alexem Websterem. Zobacz fotoreportaż .

Malachit cienia to hołd złożony starej szkole. Po ostatnich moich wypocinach, poświęconych zespołowi Deicide, postanowiłem zadedykować kolejną część cyklu innej, równie ważnej w świecie muzyki metalowej grupie. Poza tym nadarzyła się ku temu bardzo dobra okazja. I tak ponownie wyprzedzając pytanie czytelników o kosmogonię treści kolejnych linijek oraz sens ich bytu na elbląskim portalu, tłumaczę otwarcie: po pierwsze, uważam, że jest to ciekawy materiał. Po drugie, zespół miał ostatnio starcie z naszym rodzimym wawelskim. Po trzecie, wystarczy odwiedzić stronę naszej elbląskiej Traumy, obejrzeć ichną galerię starej kwoty czasowej i spojrzeć na loga wybite na koszulkach muzyków, uświadamiające nam jednocześnie, jak te loga, wybite również pod warstwą bawełny, gdzieś głębiej, w duszy, wprowadzały w ruch maszynę, ciężką, dziś jak widzimy masakrującą. Poza tym, na nowej Ep-ce Traumiarzy „Hamartia” znajdziemy zgrabnie wykonany kawałek o tytule „Stripped, Raped And Strangled”, z czyjego repertuaru, pewnie się domyślacie. Znani ze swoich słodkich okładek, przyłapani na schadzkach z Jimem Carrey’em (epizod w „Ace Ventura- psi detektyw”), zakazani w kilku krajach, lubujący się w medycynie, a przede wszystkim anatomii. Lecz przede wszystkim obrzydliwi, wytrwali, szczerzy do bólu, energiczni, perfekcyjni w tym, co robią, a przy tym niesłychanie skromni. Kapeli tej nie sposób przemilczeć, a sama z milczeniem ma tyle wspólnego, co Maklakiewicz z Zosią z Jeleniej Góry. Prawie 20 lat uprawiania ekstremy, szesnaście pozycji w dyskografii, w tym dziesięć Lp-ków, ponad tysiąc koncertów, w tym ponad dziesięć w naszym kraju. Brutalni i piękni w tym, co robią. Dodam po czwarte, że perkusista posiada korzenie polskie (Paul Mazurkiewicz), a po „n-ty” w końcu przyznaję, że sam jestem pilnym uczniem tej szkoły, siedzę w pierwszej ławce… Tym, którzy nie znają tejże nazwy, należy się Romek z batem i „koza” oraz krótka nota stwierdzająca: „Moi drodzy, dzisiejszy wykład poprowadzi Cannibal Corpse”.
     Formacja ta powstała w 1989 r. w Buffalo w USA, i już swoim pierwszym wybrykiem, demówą o nazwie „Cannibal Corpse”, wydaną w tym samym roku, obrzucili świat surowym mięsem, spod którego wyjść już nie chciał. Kolejne wydawnictwa: „Eaten Back To Life”, „Butchered At Birth”, „ Tomb Of The Mutilated”, stawiły ich w jednym szeregu z ekipą kapel Suffocation, Dying Fetus czy Disgorge (Jankesa wpierw), jako grających najbardziej brutalną muzykę tamtej epoki. Na początku, aż do 1994 r., piosenki wyśpiewywał Chris Barnes (Six Feet Under, Tirant Sin, Leviathan, Torture Killer), po czym w wyniku nieporozumień z resztą członków, mikrofon przejął Grześ „Corpsegrinder” Fisher (Monstrosity), użyczając głosu po raz pierwszy na wydanej w 1996 r. płycie „Vile”. Wydawnictwo to bardziej ucharakteryzowało twórczość kanibali, którzy muzykę trochę zwolnili, ale wzmocnili dzieło i dodali mu specyficznego, mrocznego smaka, chociażby poprzez tappingi Webstera. I tak jadą po dziś dzień, wydając bardzo dobre płyty. Obecny skład zespołu to: George Fisher (głos), Pat O’Brien (gita raz), Rob Barett (gita dwa), Alex Webster (Bas), Paul Mazurkiewicz (perkusja). Po ostatniej z płyt, obarczonej tytułem „Kill”, zaszczycili nas ponownie swoją obecnością, tym razem na koncercie w Krakowie, 12 marca 2007 r.
     Koncert rozpoczął się w klubie Loch Ness po godzinie 18 występem Duńczyków z Urkraft. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć ich na scenie, i muszę przyznać, że Death Metal, podbijany partią klawiszy, niczym szczególnym nie zaskoczył. Brakowało przede wszystkim siły tej muzyce, której przed występem takiej kapeli jak CC, należałoby się spodziewać.
     Pierwsze kilogramy wieprzowiny ubił dopiero Disavowed. Holendrzy z bardzo charyzmatycznym wokalistą na czele, który nie raz zatopił się w kotłującym się pod sceną rondlu, przedstawili utwory z dwóch płyt: „Perceptive Deception” oraz nowej produkcji: „Stagnated Existence” utrzymane w charakterystyce Death/Grind. Przez czterdzieści minut formacja godziła tłum kawałkami szybkimi, brutalnymi, w których schemat partii wokalnych nasuwa mi na myśl japońców z Vomit Remnants, gdzie szorstki guttural przeplata się z krwistym wrzaskiem. Tłum odwdzięczył się molestowaniem gardeł, skandując imię egzekutora oraz obijając się co rusz w dość gwałtownych obertasach na sali. Robbe powiedział tylko przez mikrofon: „Guys… You’re sick…”
     Jeszcze przed występem kanibali wszyscy chyba zgodnie w głębi serducha stwierdzili, że klubik Loch Ness ciężko przeżywa starcie z około sześciuset istotami (na oko), i jest zdecydowanie za mały jak na taki format koncertu. Po pierwszym utworze, którym był, znakomity moim zdaniem, „Unleashing The BloodThirsty”, nie było co do tego żadnych wątpliwości. Na sali się zagotowało, rozpoczęła się regularna bitwa, a co nowi harcerze wychodzili na zewnątrz, by odparować. Zespół zagrał nam masę świetnych kawałków i kolejny raz potwierdził swój status technicznego wieszcza. Mieliśmy więc starsze kawałki: „Born In A Casket”, „Disposal Of The Body”, „I Cum Blood”, „Covered With Sores”, „Vomit The Soul”, „Devoured By Vermin”, „I Will Kill You”, „Stripped, Raped And Strangled”. Grzesiu złożył wszystkim kobietom na sali spóźnione życzenia z okazji dnia kobiet, dedykując im utwór „Fucked With A Knife”. Z nowszych płytek poleciały: „The Wretched Spawn”, „Dormant Bodies Bursting”, „Pit Of Zombies”, „Decency Defied” oraz pochodzące z najnowszego albumu: „Make Them Suffer” i „Five Nails Through The Neck”. Na koniec dostaliśmy w głowę młotkiem („Hammer Smashed Face”) i rozeszliśmy się do baru w przyjemnym amoku. Koncert był dobrze nagłośniony, ludzie dobrze obici. Cannibal Corpse znowu nie zawiedli i mam cichą nadzieję, że przyjdzie nam się z nimi spotkać ponownie… już niedługo.
     Szczególnie chciałbym podziękować Tomaszowi Piętka, Marcinowi Łaskawcowi, Tomaszowi z Frontside za umożliwienie zebrania materiałów. Pozdrowienia.
     
     Z Alexem Websterem, bardzo otwartym i życzliwym, rozmawiałem tuż przed koncertem.
     
     Orzeu: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że chorujesz na każdej trasie koncertowej. Jak czujesz się tym razem?
     Alex: Do tej pory wszystko jest w porządku, zażywam „ten” proszek z witaminą C. Zabieramy go ze sobą ze Stanów na trasy i raczej nam to pomaga. Nie byłem chory na trasie w USA, którą właśnie skończyliśmy, teraz też czuję się dobrze, mimo niewielkiego bólu gardła.
     
     To nasza polska pogoda, o tej porze roku każdy ma podobne problemy.
     Po tym koncercie odwiedzamy północ, na Łotwę, do Estonii i Finlandii, wiec jeżeli zachoruję, to może się to zdarzyć właśnie tam. Pewnie będzie o wiele zimniej niż w Polsce. Musimy uważać, mamy witaminę C! Po wywiadzie, który czytałeś, opracowałem system obronny przeciwko chorobie, po tylu latach potrafimy przetrwać trasę koncertową w bardziej „zdrowy” sposób.
     
     Jak oceniasz trasę koncertową, na której się znajdujecie?
     Jest świetnie do tej pory stary (its been great so far, man)! Dobrze się bawimy! Gramy w miejscach, w których jeszcze nie odwiedziliśmy, jak Bułgaria i Rumunia, albo odwiedziliśmy bardzo dawno, czyli Rzym i Lizbona. Graliśmy w Serbii, to była nasza druga wizyta w tym kraju. Tak naprawdę to Kraków jest świetnym przykładem, nie pamiętam, kiedy ostatnio tutaj graliśmy. Pamiętam za to koncerty w Warszawie i Wrocławiu.
     
     Jakieś przygody podczas trasy? Ofiary śmiertelne...?
     Nie, nic z tych rzeczy (śmiech!). Wszystko odbywa się normalnie, koncerty, podróżowanie od miasta do miasta. Zbyt wiele nie zwiedzamy. Dzisiaj mieliśmy szczęście, mogliśmy wyjść na miasto, zapoznać się trochę z Krakowem. Pogoda była świetna, więc zrobiłem sobie spacer na stare miasto, mam kilka zdjęć. To naprawdę piękne miejsce, stary rynek, budynki, kościoły. Takie dni są przyjemne, w przeciwieństwie do innych, kiedy pada, nie ma czasu, nie można nigdzie wyjść. Jedyna dziwna rzecz wydarzyła się w Hiszpanii. Jechał z nami inny kierowca, który próbował przejechać pod mostem za niskim dla autobusu. Była tam zainstalowania rura, w którą uderza się, zanim uderzy się w tunel. Dla bezpieczeństwa. Właz na dachu autobusu był uszkodzony.
     
     To dlatego zmieniliście kierowcę?
     Nie tylko (śmiech!). Autobus był dla nas trochę za mały, ale dziura w dachu na pewno pomogła nam podjąć decyzję.
     
     Zagraliście już kilka koncertów w Polsce. Powiedz mi, co myślisz o tym kraju, o publice.
     Ludzie są tu bardzo wykształceni muzycznie. Wydaje się, że wszyscy tutaj wiedzą wiele na temat muzyki, na temat sceny death metalowej. Jest tu także wiele świetnych zespołów, jak Vader, Behemoth, Decapitated czy Devilin. Death metal tutaj na pewno jest silny. Polacy wiedzą, czym jest dobry death metal.
     
     Najlepsza polska kapela, z którą kiedykolwiek graliście...
     Oczywiście te, które wymieniłem. Zagraliśmy wiele koncertów z Behemothem, Vaderem. Jesteśmy ich przyjaciółmi. Poznałem chłopaków z Decapitated, ale jeszcze nie zagraliśmy z nimi koncertu. Pamiętam także zespół sprzed wielu lat, nazywał się Acid Drinkers, ale bardziej trash’owy, o ile dobrze pamiętam.
     
     „Kill” został opublikowany aż rok temu. Czemu promujecie ten album w Europie tak późno?
     Było wiele powodów, lecz większość z nich ma podłoże rodzinne. George ma dwie córki, Paul jedną, więc nie chcą wyjeżdżać na trasy tak często. Chcą mieć większe przerwy pomiędzy trasami. Normalnie jechalibyśmy do Europy, potem tydzień, dwa przerwy, wyjazd do Ameryki Południowej, znowu tydzień przerwy i tak dalej. Teraz po prostu te przerwy są dłuższe. Ja też cieszę się, że mam okazję pobyć trochę dłużej z żoną. Gramy taką samą ilość koncertów, tylko trwa to trochę dłużej. Myślę, że promocję „Kill” skończymy dopiero w październiku.
     
     Jesteście już starymi prykami na tej scenie. Co robicie, by wciąż czerpać radość z grania?
     O tak, jesteśmy już dość starzy (śmiech). To nadal nasz ulubiony rodzaj muzyki. Pomaga zmiana utworów, które gramy. Gdybyśmy grali ten sam set cały czas, zrobiłoby się to dość nudne. Ale zawsze dodajemy nowe kawałki do setu i to bardzo pomaga. Nadal granie jest dla nas podniecające. Wiesz, każda noc jest nowa, każda noc to inni ludzie, którzy ekscytują się naszą muzyką. Mogę mówić tylko za siebie, ale chyba to, co robię z moim życiem, było mi przeznaczone. Lubię podróżować, lubię grać muzykę. To jest moja praca, mam nadzieję, że ją utrzymam. A nie jest to proste, aby wyżyć z muzyki, musisz mieć wielu fanów. Ja nie znam żadnej kapeli death metalowej, która jest naprawdę bogata. My jesteśmy jedną z największych grup tego typu, utrzymujemy się, ale nie jesteśmy bogaci. My po prostu kochamy to, co robimy.
     
     Część waszego setu koncertowego jest nielegalna w kilku krajach. Czy sytuacja się zmienia z upływem czasu?
     Tak, rzeczy się zmieniają. W Niemczech mieliśmy wiele problemów, z pierwszych trzech albumów nie mogliśmy grać praktycznie niczego, powstał nawet oficjalny dokument regulujący te kwestie. Rok temu odpowiedni ludzie rozmawiali z przedstawicielami rządu i chyba ta kwestia w jakiś sposób została rozwiązana. Ci ludzie rozumieją niemieckie prawo dość dobrze i byli w stanie załatwić sprawę. Na dzień dzisiejszy wszystko jest raczej OK. Właśnie byliśmy w Monachium i zagraliśmy wszystko, co chcieliśmy.
     
     „Kill” to świetna płyta.
     Dzięki, spędziliśmy wiele czasu w studio, chcieliśmy upewnić się, że wszystko jest idealne. Ale jakoś częściowo nadal brzmi surowo. Może to teksty, może wina produkcji i Erica. Może to Jack Owen, poprzedni gitarzysta, którego utwory były trochę prostsze, bardziej melodyjne. Po jego odejściu z zespołu piszemy rzeczy, które są bardziej bezpośrednie, bardziej agresywne. Uważam „Kill” za bardziej agresywny album niż dwie, trzy wcześniejsze płyty.
     
     Ja, słuchając „Kill”, miałem wrażenie, że płyta jest czysta, że zgubiliście gdzieś część swojej dawnej brutalności.
     Naprawdę? Nie ukrywam, że zaskoczyłeś mnie tym stwierdzeniem! Szczerze mówiąc, myśleliśmy, że nie jest tak czysta jak „The Wrechted Spawn”. Tak naprawdę ciężko rozmawiać na takie tematy, dlatego, że każdy słyszy rzeczy inaczej, to zależy od wielu czynników. Ja nigdy nie myślałem o niej jako o „zbyt czystej”, postawiliśmy na precyzyjne wykonanie, dlatego rozumiem tę krytyczną uwagę. My jednak nie myślimy o „Kill” w ten sposób, uważamy ją za dość brutalne nagranie.
     Jak wspominasz Jacka Owena, rozumiem, że to pytanie zadają wszyscy...
     Jack najlepiej wytłumaczył to, dlaczego odszedł, na pewno zrobił to lepiej, niż kiedykolwiek zrobiłbym to ja. Po prostu chciał zrobić coś innego. Dołączył do zespołu The Drift, który miał koncert zaplanowany na ten sam dzień co Cannibal Corpse, więc musiał dokonać wyboru. I wybrał The Drift. W tym samym czasie bracia Hoffman opuścili Deicide. Wtedy Steve Asheim nawiązał kontakt z Jackiem. Owen zadecydował tymczasowo dołączyć do Deicide, no i został tam do dzisiaj.
     
     Co myślisz o Deicide? O ich nowej płycie?
     Na pewno jest dziwna. Nagrali bardzo dobrą płytę. Brzmi inaczej, ale nadal jest bardzo dobra. Może teraz to jest Deicide - część druga. To, co zrobili teraz, jest na pewno inne niż ich starsze nagrania.
     
     Gdy byłem na amerykańskiej edycji Ozzfest parę lat temu ubrany w koszulkę z logiem Cannibal Corpse, wzbudziłem tam pewne zainteresowanie. Niektórzy ludzie patrzyli na mnie mówiąc „O!, mamy tu nawet CC”. Nikt nie robi tego z ludźmi ubrani w t-shirty Slayera czy Lamb of God. Fenomen Cannibal Corpse?”
     Dziwna sprawa, ale wszyscy w Ameryce myślą, że jesteśmy bardziej popularni w Europie niż w USA, ale ja myślę, że sytuacja jest odwrotna. Powodem sytuacji, którą opisałeś, mogą być nasze opracowania graficzne.
     
     To było nienaturalne, wywołujecie w Stanach wiele emocji.
     To może jest zbyt duży frazes, gdy powiem, że ludzie nas kochają bądź nienawidzą. Ale ja naprawdę myślę, że to jest prawda. Jest wielu ludzi, którzy uwielbiają naszą muzykę, ale ci, którzy nas nie cierpią, uważają, że jesteśmy po prostu straszni. Twierdzą, że jesteśmy najgorszym zespołem na świecie, że nasze teksty są obleśne. Myślę, że oddziałujemy na ludzi w dość poważny sposób. W obie strony. Myślę, że inne death/gore'owe kapele działałyby na ludzi dokładnie tak samo, my po prostu mieliśmy to szczęście by być bardziej popularni niż inni. My zwracamy na siebie większość uwagi ze sceny gore. Myślę, że gdyby na przykład Severe Torture byli tak popularni jak my, reakcja byłaby podobna.
     
     Gdzie znajduje się granica pomiędzy rzeczywistością gore z waszych okładek a prawdziwym życiem? Czy śpiewacie swoim dzieciakom kołysanki w stylu gore?
     Wszystkie dzieci członków zespołu są jeszcze młode, nie zaczęły jeszcze zadawać pytań w stylu „dlaczego zespół taty na okładce ma zwłoki dźgające nożami kobietę”... (śmiech)
     
     Ale dzieciaki zaczną pytać.
     Szczerze, to nie mój problem, ja nie mam dzieci, mam psa. On nie będzie mnie o to pytał, jest tylko psem... One kochają cię niezależnie od okoliczności. Jesteśmy normalnymi facetami, trochę szalonymi, ale każdy ma w sobie odrobinę szaleństwa.
     
     Wasze teksty, oprawa graficzna, to wszystko jest o krwi. Jakie to ma przesłanie dla ludzi, którzy takiej muzyki nie słuchają?
     Szczerze mówiąc, to myślę, że za jakiś czas kapele death metalowe będą wzbudzały podobny respekt jak autorzy powieści w stylu horror lub reżyserzy filmów osadzonych w tej konwencji. Oczywiście, niektórzy nienawidzą tych reżyserów czy pisarzy, wielu ludzi twierdzi, że oni są źli. Autor horrorów często otrzymuje podobne krytyczne uwagi w stosunku do siebie, jakie dostajemy my. Ostatnio powstało wiele filmów gore, które opierają się na krwi, torturach, wspomnieć „Wolfs Creek”, „Hostel” czy „Piła”. Jednak uważam, że my jesteśmy bardziej krytykowani za to, co robimy. To wychodzi z przekonania, że reżyser czy scenarzysta filmu grozy są oddzieleni od złych postaci w swoich filmach. Ludzie nie rozumieją, że my, Cannibal Corpse, także jesteśmy oddzieleni od złych charakterów w naszych utworach! Piszemy o bardzo złych ludziach, ale sami źli nie jesteśmy! Oni są tylko postaciami w opowieściach, które opowiadamy. Moje przesłanie dla ludzi, którzy nas do końca nie rozumieją, spójrzcie na to z tej strony: Jeżeli ktoś pisze książkę o seryjnym mordercy, to ten ktoś nie myśli, że ten morderca jest postacią pozytywną. Podobnie jest w naszym przypadku, po prostu tworzymy muzykę, a nie powieści. Z drugiej strony, jak wiele jest piosenek o dawaniu sobie kwiatków, byciu miłym dla siebie i tak dalej. Nikt już nie chce Barbie Girl, nikt nie chce tego gówna. Uważam, że ludzie chcą ciemnej rozrywki. Uważam, że na świecie jest dużo rzeczy powodujących przemoc. Dużo więcej niż death metal. Popatrzcie na religie, są na tym świecie od jego początków, często powodując przemoc, często doprowadzając do zabójstw, zbrodni. Death Metal jest na tym świecie od 20 lat, a przypadki, w których fan tej muzyki oszalał i starał się kogoś skrzywdzić, można policzyć na palcach jednej ręki. Przemoc była tutaj wcześniej, przed tym, jak mogliśmy nagrywać płyty! Co było wymówką wtedy, gdy nie było filmów, muzyki, gier video? Dwieście lat temu przemoc istniała, co wtedy winiono? Musieli coś obwiniać!
     
     Sztuka istnieje dzięki przemocy, a nie przemoc dzięki sztuce…
     Dokładnie! Przemoc istniała o wiele wcześniej. Na przykład niektóre kapele black metalowe piszą utwory o Vladzie Draculi. To są teksty o przemocy, ale w jakimś sensie są to także historyczne teksty. Cannibal pisze tylko fikcyjne teksty, ale pomysły skądś przychodzą. Biorą się z tego, co nas otacza, przemoc jest częścią ludzkiej historii.
     
     Ciekawą sprawą jest, że wielu ludzi, szczególnie w USA, myśli, że Dracula jest postacią fikcyjną właśnie przez jego popularność. Dracula i Hannibal Lecter, na tej samej płaszczyźnie.
     Tak, na pewno kilka rzeczy przyczyniło się do takiego stanu. Książka Brama Stokera i oczywiście część muzyki także. Ludzie myślą, że Dracula był pijącym krew wampirem, a był królem w Rumunii. Pewnie brutalnym, ale nadal jest postacią historyczną.
     
     Gdyby żył teraz, na pewno zagralibyście koncert na jego dworze…
     Hehe, pewnie tak. Z drugiej strony, mam nadzieje, że ludzie piszący te utwory robili badania na ten temat. Mam nadzieje, że Marduk, pisząc swój utwór o Raculi, poznał wcześniej historię! To dobrze, bo robiąc muzykę uczymy się czegoś, uczymy się trochę historii! Jeśli chodzi o USA, to zdaję sobie sprawę, że mało rozmawia się tam o historii świata, o tym, co dzieje się poza Stanami. Na pewno nie zaszkodziłoby mówienie trochę więcej o tych rzeczach. Uważam, że edukacja zorientowana trochę bardziej na świat mogłaby pomóc w tym, jak nasz kraj zachowuje się w stosunku do innych.
     
     Za rok obchodzicie 20 rocznicę istnienia, planujecie coś specjalnego?
     Nie mamy planów w tym momencie, mamy jeszcze trochę czasu, aby wszystko przemyśleć. Myślimy o nagrywaniu kolejnej płyty i jej publikacja może przypadkowo wypaść około 20. rocznicy zespołu, czyli w grudniu 2008 roku. Pomyślimy, może jakaś specjalna trasa koncertowa, nie wiem.
     
     Macie już jakieś nowe utwory?
     Mamy kilka pomysłów, nic konkretnego. Prawdziwa praca zacznie się, jak skończymy promocję „Kill” na koncertach, czyli w listopadzie tego roku. My nie potrafimy pisać podczas trasy, wiem, że niektóre zespoły to umieją, my nie.
     
     Czy uważasz, że nowa płyta może być czymś na miarę „Tomb Of The Mutilated” czy „Vile”? Jaki jest Cannibal Corpse XXI wieku?
     My pisząc, zawsze staramy się zrobić najlepszy album! To nasza misja, aby zrobić następny album tym najlepszym i nigdy się nie poddamy! Może nam się to nie uda, ale na pewno będziemy próbować. Uwierz mi, nie będziemy siedzieć i mówić: „Byliśmy lepsi 10 lat temu, wydajmy płytę i miejmy to w dupie”. Oczywiście, to kwestia podejścia, definicja „najlepszego” jest różna dla każdego.
     
     Masz kontakt z Chrisem?
     Nie do końca, widzę go raz na jakiś czas. Jeśli widzę go na koncercie, powiemy sobie cześć, ale na pewno nie dzwonimy do siebie i nie umawiamy się na kolację! Dlaczego przejmować się czymś głupim, co stało się 15 lat temu? To przeszłość, teraz wszystko między nami jest w porządku.
     
     Tęsknisz za nim?
     Nie do końca, teraz jestem bardzo zadowolony z tego, jak wygląda nasz zespół. Jak go widzę, to wszystko jest ok, ale raczej nie chcę go widzieć z powrotem w Cannibal. Myślę, że jest dobrze, że jest ten dystans między nami, wtedy, gdy się widzimy, jesteśmy przyjaciółmi.
     
     Czy za 5 lat nadal będziecie grać w obecnym składzie?
     Jedyną osobą, za którą mogę się wypowiadać, jestem ja. I bardzo podoba mi się obecny skład zespołu, chciałbym go utrzymać. Ja nie odejdę, jeżeli ktoś inny chce odejść, nic mi o tym nie wiadomo i nie mogę się raczej na ten temat wypowiadać.
     
     Jak radzi sobie Rob?
     Bardzo dobrze! Czasami granie muzyki Pata może być trudne, dlatego, że jest on dobrym muzykiem, ale Rob daje sobie radę! Wszyscy się cieszą, że mamy go z powrotem. Mam nadzieję, że ten skład będzie składem CC do końca kariery zespoły.
     
     Jak widzisz się za 15 lat?
     To pytanie, którego się spodziewałem! Zadają mi go wszyscy, ale z drugiej strony jest ono tym pytaniem, które musisz zadać facetowi takiemu jak ja! Mam 37 lat i robię to, co robię, od dłuższego czasu! To normalne zapytać, „co będziesz robił za kilka lat? Będziesz wtedy miał 50 lat!”. To dobre pytanie, nie mam na nie odpowiedzi! Nigdy bym ci nie powiedział 10 lat temu, że będę tutaj z tobą siedział. I dlatego nie powiem ci, co będę robił za 15 lat. Mam nadzieję, że będę nadal związany z przemysłem muzycznym i oczywiście mam nadzieję, że to będzie dalej Cannibal Corpse. Fizycznie rzecz biorąc, death metal jest bardzo wymagający. Ja nie chcę umierać na scenie, bo moje zdrowie, wiek mi na to nie pozwoli. To byłoby śmieszne. Postaram się pozostać w dobrej kondycji, trzymać mój kark i plecy w dobrym stanie! Postaram się jeść dobrze i mam nadzieje, że pozostanę w dobrym stanie na długo.
     
     Jesz surowe mięso przed koncertem?
     Tak, czasami jem suszi (śmiech). Ale nie jem suszi przed koncertami, gdy to jesz, rzucasz kością. Raz zjadłem suszi na trasie i dwa dni później miałem najgorsze problemy żołądkowe w życiu! I nadal miałem grać. Surowe mięso jest ok, ale nie przed koncertem!
     Dzięki wielkie za rozmowę. Życzę udanego występu i szybkiego powrotu.
     Dzięki, pozdrawiam czytelników.
     
Orzeu
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • jak dla mnie to brudasy
  • i ćpuny.Dobrze,że ich czas przeminął .Jesteśmy w erze Wodnika a to radość,uśmiech,pozytywne wibracje i słońce.Kres cieniowi,piwnicom,brudowi i ćpunom.Nareszcie.
  • Tym dwom panom powyżej zalecam przerwać przyjmowanie prozaku , i raczej jesteśmy w erze horusa dziecino
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Młot na ignorantów(2007-03-24)
  • OOOOO tak:) Wlasnie zapuszczam sobie "Vile". Ehhh.... Stare dobre czasy;) Pozdrawiam!
  • Satan jest nudny ale okładki ma fajne:) taka mięsista grafika
  • muzyczka przez male "m" dla sfrustrowanych gowniarzy. Ot kazdy sposob dobry by kase z łosi sciągnąć.
  • moim zdaniem niestosowne jest fotograficzne propagowanie przez autora tekstu, gestów uznawanych za satanistyczne. Pracownik Portelu powinien moim zdaniem unikać wykorzystywania miejsca swojej pracy do propagowania satanizmu jako ideologii, która jest naganą moralnie.
  • A moim zdaniem te gesty nic nie znaczą.Z mojej interpretacji: te gesty to jakaś wada genetyczna i oni chcili pokazać otwartą dłoń tak jak to robi łpapież aby nas pozdrowić i tyle.W moim odczuciu katolicyzm jest religią naganną i powinno się jej zakazać propagować w szkołach oraz powinny być napiętnowane ponieważ się rozjuszyły i są krnąbrne:) i zabierają za dużo powietrza.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    jak w masełko(2007-03-24)
  • Gesty wyrażane przez dłonie propagowanych przez autora na materiale zdjęciowym postaci uważane są ze satanistyczne jedynie w zwyrodniałych kręgach ludzi nie potrafiących odczytywać emocji z twarzy. Poza tym słyszałem, że proboszcz jednego z kościołów w Elblągu miewa skurcze dłoni, w wyniku których jego ręka przybiera takie kształty nawet podczas mszy niedzielnych!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    głębia bagien(2007-03-25)
  • Nawet mój doktor od poetyki używa gestu, jaki zastosowany został przez tych dwóch panów na zdjęciu. A satanistą nie jest. Z tego co wiem, ten gest jest także powszechnie używany we Włoszech i również nie oznacza czczenia diabła. Cannibal Corpse to spoko kapela, acz dawno nie słuchałem. Owszem, może być muzyką dla sfrustrowanych gówniarzy, ale może być też muzą dla ludzi poważnych i inteligentnych, którzy po prostu zdają sobie sprawę, że to nic innego jak wygłupy. :] Aha, Orzeu. Jako metalowiec i osoba parająca się dziennikarstwem powinieneś wiedzieć, że jest "Thrash" metal a nie "trash". Karygodny błąd IMO. :>
  • gest w sumie spoko, dobrze ze nie robia strasznych min
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    dewauerd by vermin(2007-03-25)
  • Hi I am from Australia, this time I am watching related article about NFL Jerseys at this, I am in fact happy and learning more from it. Thanks for sharing. Wholesale NFL Jerseys
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Wholesale NFL Jerseys(2014-09-30)
Reklama