UWAGA!

----

Michał Kozłowski: Wersji globusów jest bez liku

 Elbląg, Michał Kozłowski
Michał Kozłowski (fot. Anna Dembińska)

- Ciekawe są np. zmiany w nazewnictwie, zmiany polityczne, które można zaobserwować oglądając globusy z różnych lat, jednak zdaję sobie sprawę, że śledzenie tych wszystkich szczegółów może być trudne i dlatego chciałem pokazać również to co według mnie globus może symbolizować: chęć poznania nieznanego, przygodę i ciekawość świata - mówi Michał Kozłowski, kurator wystawy "Dookoła Świata", którą od 16 stycznia będzie można oglądać w elbląskim Muzeum Archeologiczno - Historycznym.

- Podobno nie ma dwóch takich samych globusów?

- Coś w tym może być. Wersji globusów jest bez liku, zmienia się wiedza o świecie, zmieniają się granice polityczne, zmieniają się nazwy na mapach. Zmiany widać nawet na globusach wyprodukowanych w jednej wytwórni w jednej dekadzie. Na naszej wystawie prezentujemy „polskie” globusy od połowy XIX w. do połowy XX w. z kolekcji elbląskiego kolekcjonera Ryszarda Formeli. To ciekawy okres, choć minął czas wielkich odkryć geograficznych, to „białych plam” na mapie wciąż jeszcze nie brakowało. To był chyba ostatni w dziejach świata okres, kiedy wielcy odkrywcy wyruszali w nieznane. To też czas wielkich zmian politycznych, jedne państwa powstają jak np. Polska, inne znikają jak np. Austro-Węgry, co też widać na globusach.

 

- Co to znaczy „polskie” globusy?

- Z polskimi nazwami. Język polski pod zaborami był językiem żywym, mimo że Polski na mapach nie było. Globusy z polską nomenklaturą powstawały od połowy XIX wieku. Głównym producentem była czeska wytwórnia Jana Felkla. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości tych wytwórni powstało oczywiście więcej.

 

- A dziś? Gdzieś jeszcze są białe plamy na mapie?

- Z jednej strony, w dobie zdjęć satelitarnych mogłoby się wydawać, że wiemy wszystko. Z drugiej - tajemnicą wciąż są głębiny oceanów lub wiele zakątków Amazonii. Szacuje się, że nie znamy również jeszcze mnóstwa gatunków fauny i flory. Ziemia wciąż skrywa wiele niewiadomych.

 

- Najstarszy globus, który będziemy mogli zobaczyć na wystawie?

  Elbląg, Michał Kozłowski: Wersji globusów jest bez liku
fot. Anna Dembińska

- Pochodzi z norymberskiej manufaktury Abel-Klinger. Kiedy został wyprodukowany, tego z całą pewnością nie możemy określić. Trzeba pamiętać, że na globusach nie umieszczało się roku produkcji; kiedy powstał możemy wywnioskować na podstawie tego, co się na nim znajduje. Uznaje się, że pochodzi on z okresu tuż przed 1856 r. Wnioskujemy to m.in. na podstawie użytej nazwy Ziemia van Diemena - opisano tak wyspę, która właśnie w 1856 zmieniła swoją nazwę i do dziś nazywana jest Tasmanią. Stąd wniosek, że globus musiał powstać wcześniej, na co wskazuje jeszcze kilka innych nazw geograficznych.

Globusy przez długi czas były przedmiotami bardzo elitarnymi, elementem wyposażenia na bogatych dworach. Były to właściwie dzieła sztuki. Najstarszy globus, o którym wiemy ze źródeł, powstał jeszcze w starożytności - już wtedy kulistość Ziemi nie była dla uczonych tajemnicą. Miał podobno trzy metry średnicy i do końca nie wiemy, jak był zbudowany, ale przedstawiać miał – zgodnie z ówczesną wiedzą – cztery kontynenty. Z czasem globusy zaczęły się upowszechniać i zaczęto je wykorzystywać jako pomoce naukowe. I to właśnie globusy w roli pomocy dydaktycznych stanowią większość prezentowanych na wystawie. Przy okazji przypominamy również elbląskiego kartografa Jana Fryderyka Enderscha, który w XVIII wieku tworzył niezwykle piękne globusy. Jego dzieła są w zbiorach Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku oraz Uniwersytetu w Wilnie.

 

- Mam wrażenie, że globusy to tylko pretekst, aby zaprosić zwiedzających w podróż.

- Podczas pracy nad wystawą mieliśmy mały dylemat: ustawimy 50 globusów i co dalej? Na co widz ma zwrócić uwagę? Zwłaszcza, że globusy są za szybą i nawet zakręcić się nimi nie da. Sama w sobie kolekcja jest oczywiście niesamowita. Eksponaty będą podpisane, będzie napisane, na co warto zwrócić na nich uwagę. Ciekawe są np. zmiany w nazewnictwie, zmiany polityczne, które można zaobserwować oglądając globusy z różnych lat, jednak zdaję sobie sprawę, że śledzenie tych wszystkich szczegółów może być trudne i dlatego chciałem pokazać również to co według mnie globus może symbolizować: chęć poznania nieznanego, przygodę i ciekawość świata. Tę rzeszę marzycieli, szaleńców, podróżników, którzy ruszali poza horyzont. Tymi wyprawami żyła cała ówczesna Europa. Przypomnimy chociażby historię Davida Livingstone'a przemierzającego afrykański interior i idącego jego śladem Henry'ego Mortona Stanley'a albo wyścig po zdobycie obu biegunów. Zaaranżowaliśmy również na wystawie gabinet takiego badacza-podróżnika z XIX w., aby ułatwić zwiedzającym poczucie nastroju zbliżającej się przygody.

 

- I tu warto się na chwilę zatrzymać nad elblążanami.

- Na wystawie przedstawiamy sylwetki mieszkańców naszego miasta, których „pchało” w świat. To są często niesamowite życiorysy. Jednym z takich „zapomnianych” jest m.in. John Kettler. Miał zostać introligatorem, tak jak jego ojciec, ale... Najpierw okradł swojego mistrza, a potem go otruł, podobno nieumyślnie. Uciekł najpierw do Gdańska, potem do Sztokholmu, ostatecznie wylądował w Holenderskiej Kompanii Wschodniej w Indiach. Doszedł do bardzo wysokiego szczebla w tamtejszej hierarchii. Był wysłannikiem Holendrów na dworze Wielkich Mogołów. W historii zapisał się jako pierwszy Europejczyk, który spisał gramatykę języka urdu. Warto przypomnieć też jezuitę Josepha Kolberga, którego prezydent Ekwadoru zaprosił do Quito, stolicy kraju, aby tam współtworzył Politechnikę Narodową, a następnie wykładał nauki ścisłe. W trakcie pobytu w Ekwadorze jezuita wysyłał listy do rodziny, na podstawie których po powrocie do Europy napisał przewodnik „Do Ekwadoru. Obrazy z podróży”. Bardzo swego czasu popularny. Takich postaci jest jeszcze trochę. Opowieść o globusach to nie tylko technikalia, to również historie ludzi, którzy chcieli sprawdzić co jest za horyzontem, i którym zawdzięczamy dzisiejszą wiedzę. Na wystawie globusy są punktem wyjścia do szerszej opowieści o tej ludzkiej pasji.

 

- Globusy pochodzą z kolekcji Ryszarda Formeli.

- Tak, bez zbiorów Ryszarda Formeli nie byłoby oczywiście tej wystawy. Ryszard Formela to znany i doświadczony elbląski kolekcjoner, który już od wielu lat zajmuje się badaniem tych mniej znanych obszarów dziedzictwa materialnego. Był jednym z prekursorów badań i w ogóle zainteresowania majoliką kadyńską. Z czasem kolekcję kadyńską przekazał w inne ręce, a sam poświęcił się przecieraniu kolejnej zupełnie wcześniej nie badanej ścieżki, czyli tematyce polskich globusów. Dzięki niemu mamy w Elblągu największą na świecie kolekcję takich artefaktów, które właśnie na wystawie chcemy elblążanom pokazać.

Ryszard Formela jest specjalistą w temacie, będzie on obecny na wernisażu, więc będzie można zamienić z nim słowo. Wystawa rozpocznie się wernisażem 16 stycznia o godzinie 18, a potrwa do 8 marca.

 

- Dziękuję za rozmowę i zapraszamy na wystawę.

rozmawiał Sebastian Malicki

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Uwaga! Opinia zostanie zamieszczona na stronie po zatwierdzeniu przez redakcję.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama