Orkiestra zaczyna koncertować

W czwartkowy wieczór (21 lutego) w Sali „U Świętego Ducha” Biblioteki Elbląskiej wystąpiła Elbląska Orkiestra Kameralna, którą poprowadził Piotr Wujtewicz. Myślę, że osobom, które przyszły na ten koncert, pytanie, czy Elblągowi potrzebna jest orkiestra, wydaje się bezzasadne.
Usłyszeliśmy trzy utwory: uwerturę do „Czarodziejskiego fletu” Wolfganga Amadeusza Mozarta, Koncert wiolonczelowy a-moll Kamila Saint-Saensa i V Symfonię B-dur Franciszka Schuberta.
Elbląska Orkiestra Kameralna jest bardzo młoda i dość duża jak na orkiestrę kameralną. Dopiero tworzy swój repertuar. Mnie cieszy, że pojawiają się w nim utwory stricte klasyczne (na poprzedni koncert, którego miałem okazje wysłuchać, składały się wyłącznie fragmenty operetek).
Orkiestra brzmiała nieźle, chociaż tak naprawdę brzmienie na podstawie wczorajszego koncertu trudno rzetelnie ocenić, bo sala Biblioteki nie jest odpowiednia dla tego rodzaju koncertów. Jest zbyt długa, zbyt wąska, w dodatku sklepiona podwieszonym, płaskim sufitem, dlatego orkiestrę słychać było bardzo „punktowo”.
Pojawienie się orkiestry pociągnęło za sobą pojawienie się problemu - gdzie ma występować. W tej chwili najwłaściwsze wydają się sala Teatru im. Aleksandra Sewruka i sala koncertowa szkoły muzycznej, ale ją należałoby najpierw porządnie wyremontować.
W czwartek sala Biblioteki była pełna. Nie jest ona co prawda duża, ale widać, że jest w mieście spora grupa słuchaczy muzyki klasycznej. Ci przyjęli pojawienie się Elbląskiej Orkiestry Kameralnej tym życzliwiej, że przez długie lata Elbląg był w tej dziedzinie sztuki niemal pustynią. Jedynie Elbląskie Towarzystwo Kulturalne starało się w miarę regularnie organizować koncerty, ale zwykle były to koncerty bardzo kameralne - solista plus akompaniator. A przypomnę, że Elbląg miał bardzo bogate tradycje muzyczne. Wystarczy prześledzić działalność na tym polu Henryka Nitschmanna (patrona jednej z ulic), XIX-wiecznego elblążanina, autora niemieckojęzycznej „Historii literatury polskiej”, tłumacza, poetę i melomana.
Może Elbląska Orkiestra Kameralna stanie się kontynuatorką tych tradycji? Życzymy jej świetnego repertuaru i wielu wspaniałych koncertów.
Elbląska Orkiestra Kameralna jest bardzo młoda i dość duża jak na orkiestrę kameralną. Dopiero tworzy swój repertuar. Mnie cieszy, że pojawiają się w nim utwory stricte klasyczne (na poprzedni koncert, którego miałem okazje wysłuchać, składały się wyłącznie fragmenty operetek).
Orkiestra brzmiała nieźle, chociaż tak naprawdę brzmienie na podstawie wczorajszego koncertu trudno rzetelnie ocenić, bo sala Biblioteki nie jest odpowiednia dla tego rodzaju koncertów. Jest zbyt długa, zbyt wąska, w dodatku sklepiona podwieszonym, płaskim sufitem, dlatego orkiestrę słychać było bardzo „punktowo”.
Pojawienie się orkiestry pociągnęło za sobą pojawienie się problemu - gdzie ma występować. W tej chwili najwłaściwsze wydają się sala Teatru im. Aleksandra Sewruka i sala koncertowa szkoły muzycznej, ale ją należałoby najpierw porządnie wyremontować.
W czwartek sala Biblioteki była pełna. Nie jest ona co prawda duża, ale widać, że jest w mieście spora grupa słuchaczy muzyki klasycznej. Ci przyjęli pojawienie się Elbląskiej Orkiestry Kameralnej tym życzliwiej, że przez długie lata Elbląg był w tej dziedzinie sztuki niemal pustynią. Jedynie Elbląskie Towarzystwo Kulturalne starało się w miarę regularnie organizować koncerty, ale zwykle były to koncerty bardzo kameralne - solista plus akompaniator. A przypomnę, że Elbląg miał bardzo bogate tradycje muzyczne. Wystarczy prześledzić działalność na tym polu Henryka Nitschmanna (patrona jednej z ulic), XIX-wiecznego elblążanina, autora niemieckojęzycznej „Historii literatury polskiej”, tłumacza, poetę i melomana.
Może Elbląska Orkiestra Kameralna stanie się kontynuatorką tych tradycji? Życzymy jej świetnego repertuaru i wielu wspaniałych koncertów.
Piotr Derlukiewicz