Trójmiejskie trio grało już niegdyś w Elblągu, gdzieś na początku funkcjonowania Mjazzgi. Wrócili ponownie przy okazji promocji świeżo wydanej płyty „Popstory”.
Atmosfera w klubie Mjazzga wczorajszego (26 sierpnia) wieczoru wydawała się być z początku wybitnie niedzielna. Niby zaraz ma być koncert a tu coś pusto, cicho i tak jakoś wszystko na luzie. W końcu jednak pojawiła się zwarta i wierna grupa bywalców, którzy uzupełnili skromne szeregi już zebranych i w niemal rodzinnej atmosferze rozpoczął się występ Popsysze.
Ponieważ na poprzednim koncercie zespołu z jakichś przyczyn nie byłem, nie do końca wiedziałem czego się po nich spodziewać. Czy to źle, czy dobrze nie wiem. Niemniej jednak kolejne utwory tria coraz bardziej poprawiały mi humor po tym, jak został potargany przez blisko dwugodzinną obsuwę koncertu na Garbary. Popsysze to dziwna dźwiękowa mikstura, która zdecydowanie może się podobać. Płyną z niej niesamowicie pozytywne wibracje. Zresztą to zasługa nie tylko muzyki ale również bardzo sympatycznych muzyków. Dźwięki ekipy ze stajni Nasiono Records to wybuchowa mieszanka punkowej motoryki, rock’n’rollowego brudu, stonerowych klimatów oraz niemal tanecznych rytmów okraszonych nutką improwizacji. Ciekawe melodie wokalne, nieszablonowe podejście do aranżacji i struktur kompozycji i przede wszystkim energia oraz feeling. Takie właśnie okazało się Popsysze. Skutecznie tą energią zarazili mjazzgową brać, która chętnie się temu poddała bujając się w rytm płynących ze sceny dźwięków.
Tak kameralny ale zarazem niezwykle sympatyczny koncert nie mógł się tak szybko skończyć. Powrócili więc raz a potem drugi na wyraźną i głośną prośbę zgromadzonej publiczności. To chyba był koniec koncertu. W każdym razie na taki wyglądał chociaż co się działo po moim wyjściu tego nie wiem. Może znowu dali się przekonać do powrotu i chwycenia instrumentów?