Prapremiera po latach
O spektaklu, który dziś (11 czerwca) zobaczymy na dziedzińcu Muzeum, pisał u nas w październiku ubiegłego roku elbląski teatrolog Paweł Płoski. Przypominamy jego teksty.
W maju tego roku [2006 - red.] w Białymstoku, po 465 latach, miała prapremierę sztuka Wilhelma Gnapheusa „Morospohus”.
Gnapheus był humanistą, nauczycielem, pisarzem i poetą, ale także reformatorem protestanckim i eksksiędzem - w Elblągu znalazł schronienie na wygnaniu. Po kilku latach zaproponowano mu założenie i prowadzenie Gimnazjum Elbląskiego.
W 1540 r. w Elblągu napisał dramat „Morosophus”. Opowiada on o błaźnie Morusie, który, chcąc być najmądrzejszy, nie ostrzega nikogo przed zbliżającym się ogłupiającym deszczem. Umyślił sobie, że dzięki temu zostanie królem. Okazało się jednak, że ogłupiała ludność bierze Morusa za szalonego. Ostatecznie więc zrezygnowany i upokorzony błazen skrapia sobie głowę deszczówką. Wówczas pojawia się we własnej osobie Mądrość i wygłasza morał, że prawdziwa mądrość rodzi się z cnót, m.in. ze skromności.
W Morusie doszukano się aluzji do Mikołaja Kopernika, który mocno zalazł elblążanom za skórę. Te podejrzenia sprawiły, że rektor Wilhelm Gnapheus znalazł się we wszystkich biografiach astronoma, wyzywany od najgorszych tępaków… Sztuki nie wystawiono w Elblągu. W 1541 r. wygnano Gnapheusa z naszego miasta. Później „Morospohus” znany był już tylko znawcom historii teatru i hobbystom.
I oto 6 maja tego roku, po 465 latach od napisania, sztuka miała swoją prapremierę w Teatrze im. Węgierki w Białymstoku. „Morosophus” jest projektem taneczno-teatralnym pod hasłem „kultura uliczna - taniec - teatr”. Projekt tworzą formacje taneczne (w tym breakdance’owa). Poza tancerzami udział w nim biorą m.in. artyści video-art, ekipa deskorolkowa, writerzy, muzycy. Podstawowym założeniem była współpraca wszystkich środowisk twórczych kultury ulicznej, żeby spektakl powstał własnymi siłami i oddawał ducha idei D.I.Y (do it yourself).
Spektakl jest adaptacją wątków sztuki. Wśród codziennego pośpiechu, wyścigu szczurów pojawiają się niezależne osobowości, którym z powodu swoich pasji (taniec, graffiti, skateboarding) trudno znaleźć swe miejsce. Społeczeństwo wchłania ich, niszczy ich ideały. Jednak finał daje nadzieję, że w kolejnych pokoleniach pojawią ludzie niezależni, którzy się nie poddadzą.
Przedstawienie robi wrażenie. Efektowne grupowe układy taneczne mieszają się z solówkami breakdeancerów, w tle świetne wizualizacje i na bieżąco malowane graffiti.
Gnapheus był humanistą, nauczycielem, pisarzem i poetą, ale także reformatorem protestanckim i eksksiędzem - w Elblągu znalazł schronienie na wygnaniu. Po kilku latach zaproponowano mu założenie i prowadzenie Gimnazjum Elbląskiego.
W 1540 r. w Elblągu napisał dramat „Morosophus”. Opowiada on o błaźnie Morusie, który, chcąc być najmądrzejszy, nie ostrzega nikogo przed zbliżającym się ogłupiającym deszczem. Umyślił sobie, że dzięki temu zostanie królem. Okazało się jednak, że ogłupiała ludność bierze Morusa za szalonego. Ostatecznie więc zrezygnowany i upokorzony błazen skrapia sobie głowę deszczówką. Wówczas pojawia się we własnej osobie Mądrość i wygłasza morał, że prawdziwa mądrość rodzi się z cnót, m.in. ze skromności.
W Morusie doszukano się aluzji do Mikołaja Kopernika, który mocno zalazł elblążanom za skórę. Te podejrzenia sprawiły, że rektor Wilhelm Gnapheus znalazł się we wszystkich biografiach astronoma, wyzywany od najgorszych tępaków… Sztuki nie wystawiono w Elblągu. W 1541 r. wygnano Gnapheusa z naszego miasta. Później „Morospohus” znany był już tylko znawcom historii teatru i hobbystom.
I oto 6 maja tego roku, po 465 latach od napisania, sztuka miała swoją prapremierę w Teatrze im. Węgierki w Białymstoku. „Morosophus” jest projektem taneczno-teatralnym pod hasłem „kultura uliczna - taniec - teatr”. Projekt tworzą formacje taneczne (w tym breakdance’owa). Poza tancerzami udział w nim biorą m.in. artyści video-art, ekipa deskorolkowa, writerzy, muzycy. Podstawowym założeniem była współpraca wszystkich środowisk twórczych kultury ulicznej, żeby spektakl powstał własnymi siłami i oddawał ducha idei D.I.Y (do it yourself).
Spektakl jest adaptacją wątków sztuki. Wśród codziennego pośpiechu, wyścigu szczurów pojawiają się niezależne osobowości, którym z powodu swoich pasji (taniec, graffiti, skateboarding) trudno znaleźć swe miejsce. Społeczeństwo wchłania ich, niszczy ich ideały. Jednak finał daje nadzieję, że w kolejnych pokoleniach pojawią ludzie niezależni, którzy się nie poddadzą.
Przedstawienie robi wrażenie. Efektowne grupowe układy taneczne mieszają się z solówkami breakdeancerów, w tle świetne wizualizacje i na bieżąco malowane graffiti.
Paweł Płoski