UWAGA!

----

Raz Dwa Trzy - piosenka oparta na człowieczeństwie

 Elbląg, Raz Dwa Trzy
Raz Dwa Trzy (fot. Daniel Orłowski).

W niedzielny wieczór (22 kwietnia) odbyła się Gala XI Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Słowa „…czy to jest kochanie?”. Po występie laureatów festiwalu licznie zgromadzona na w Teatrze Dramatycznym publiczność miała okazję wysłuchać krótkiego programu Michała Bajora a wieczór zakończył występ grupy Raz Dwa Trzy, która zagrała piosenki Wojciecha Młynarskiego.

Wojciech Młynarski o Adamie Nowaku, liderze i wokaliście zespołu Raz Dwa Trzy, mówi: „Jest to artysta, który będzie mógł z moimi tekstami zrobić, co tylko będzie chciał. Nowak ma w sobie to, ca mam i Ja… brak pokory”. Sam zainteresowany, nie będąc wobec swojego „mentora” dłużnym, nieraz otwarcie stwierdzał: „…teksty Wojciecha cechuje głębokie człowieczeństwo”, „…kilkaset z nich może służyć jako motto życiowe”. Gitarowa erudycja i dźwięczna lekkość słowa tej wyjętej spod prawa monotonii pary wjechała na „salony” elbląskiego światka, zrzucając jednocześnie garnitury, muszki i etykiety ze słów takich jak „prezydent”, „kierownik”, „artysta” czy „dewiant”, odsłaniając nas samych, nas - jako ludzi i udowadniając nam swoją sztuką pewien totalitaryzm antyfeudalny w pieśni. Bo nieważne, kto i dlaczego zajmuje się „tym” właśnie, ani w którym kąciku ust rysuje mu się większy uśmiech. Muzyka i słowa te są dla wszystkich, którzy po prostu czują potrzebę ich wysłuchania. Bez owijania w bawełnę i zbędnych firmowych precjozów. Bez nadpobudliwego płaczu, skrajnego śmiechu i dzielenia. Prosto, konkretnie i mądrze… na biało czerwonym płótnie.
     Jednak zanim doszło do występu „obu” niesfornych charakterów, na deskach Teatru Dramatycznego pojawiło się wielu wykonawców. Galowy koncert rozpoczął się od występu Natalii Sikory, której głos wspomagał całkiem sprawnie fortepian popełniony przez towarzyszącego jej na pokładzie Pawła Lucewicza. Duet, który ostatni raz pojawił się w tym miejscu w 2005 roku, rozpoczął występ pięć minut po godzinie dziewiętnastej i przez pół godziny raczył nas piosenkami bardzo stonowanymi, wśród których znalazły się również bardziej energiczne, wykonane z większym kopem. Do pierwszych możemy śmiało zaliczyć utwór z repertuaru Anny Jantar „Płynęliśmy zachwytem”, do drugich natomiast, wyzywającą „Szewską kotkę” ze słowami Witkacego, za którą Natalia otrzymała w 2005 roku nagrodę Grand Prix na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Z bardziej ciekawych interpretacji muzycznych mogę też podać utwór Czesława Niemena „Trąbodzwonnik”, który to zarejestrowany został na płycie „Spod Chmury Kapelusza”.
     Następnie, po krótkiej przerwie, mieliśmy okazję wysłuchać laureatów tegorocznej edycji festiwalu w ich krótkich wykonaniach muzycznych oraz recytatorskich. Wśród nich warto wymienić przede wszystkim elblążan: Ewę Ostrowską i Piotra Olejnika, którzy zajęli trzecie miejsce w kategorii „piosenka artystyczna” oraz Magdę Przybylską, która, szarpiąc percepcję odważnym fragmentem książki Wiesława Myśliwskiego „Kamień na kamieniu”, mianowana została najlepszą w kategorii „recytacja” i uhonorowana została specjalnym giftem od prezydenta miasta. Myślę jednak, że warto tu powiedzieć o wszystkich młodych wykonawcach, którzy tego dnia pokazali nam wysoki poziom, zaangażowanie i przede wszystkim „korbę”, którą gdzieś tam w sobie dzierżą. Dobrane przez nich teksty mogły trafiać do gremium, niekoniecznie z głębszą sztuką pisaną związanego, na zasadzie powiedzmy „Wielkiego Lasu” Nienackiego, gdzie obraz ludzkiej psychiki, głupoty i marniejącej cielesności przedstawiony był w sposób ekstatyczny, pchnięty erotyzmem. Miłość i jej skazy trafiały do nas więc, wymykając się z ust ladacznic, pijaczyn, po prostu kochających czy strudzonych uczuciem ludzi. Mieliśmy też miłe wspomnienia podniesione z ziemi wraz z „jabłkiem” czy zupełnie smutne, wynikające z tego, „…że przez jedną godzinę w miesiącu czuję, czym to naprawdę jest”. Duże brawa.
     Zaraz po nich na scenie pojawił się, zapowiedziany przez konferansjera, o którym jeszcze słówko na końcu, gość wyjątkowy, bo Michał Bajor właśnie. Michał w charakterystyczny dla siebie, optymistyczny sposób zapowiedział i przedstawił cztery piosenki Wojciecha Młynarskiego. Na początek poczęstował nas kawałkiem „Ja wbity w kąt” przetłumaczonym przez Wojtka w 1986 roku, by po jego zakończeniu, wykonać tango „Ogrzej mnie”, opracowane na występ w Operze Leśnej w Sopocie w roku tym samym. Kolejna kompozycja oparta była na słowach Jacquesa Brela, w znanym tłumaczeniu Młynarskiego „Nie opuszczaj mnie”, wykonywanych wcześniej na przykład przez nasza Edysię G. Występ zakończył około godziny 21.30 utwór autorstwa Młynarski-Korcz: „Moja miłość największa”. O Michale Bajorze nic chyba nowego nie powiem, ciekawa jest jednak aranżacja samych odwiedzin „mistrza” słowa na Gali. Wpadł on na scenę, zagrał cztery kawałki i zanikł w czeluściach bekstejdżu niczym osoba, która, czekając w Elblągu na przesiadkę, wpadła na pomysł, żeby w ten sposób wykorzystać godzinkę, która dzieli ją od podróży gdzieś dalej… Mimo wszystko dobry występ, podsumowany gęstymi brawami.
     Zespół Raz Dwa Trzy po raz pierwszy wystąpił na elbląskich deskach w roli odtwórcy czyjejś twórczości pięć lat temu, przywożąc ze sobą pakiet piosnek Agnieszki Osieckiej. W tym roku, zespół skupił się na dokonaniach Wojciecha Młynarskiego i spośród niemalże 3600 jego pozycji wybrał dziesięć, które zaczął prezentować nam kilka minut przed godziną 22. Senny klimat nocy wyostrzyła dodatkowo ciemność panująca na Sali i wirujące po scenie, świetlne, jaskrawe kręgi, które w efekcie tworzyły obraz podobny do falującego w płomieniach, pojedynczego snopu siana, pośród bezkresu i czerni rozlewającego się po brzegi pola… hipnotyczny, kołyszący, zajmujący. Ze sceny wylała się fala akustycznych dźwięków, w tle przyległy do ściany ciekawe wizualizacje.
     Słowa „nie zależy mi na tym, aby być kimś, kto został nazwany kimś, kto jest kimś innym niż jest w rzeczywistości”, wypowiedziane w pewnym momencie przez Adama, były dla mnie formą oficjalnego spotkania, wiedzy o życiu i „odpowiedzi na wszystko” Młynarskiego, z charyzmą i jakimś niegrzecznym, szczerym stylem bycia wyrażanym przez poznański charakter w nieskomplikowanych, lecz bardzo mądrych kompozycjach. Na temat stylu tej założonej w 1990 roku grupy mówiono wiele i, co się okazuje, wielkiego sensu i znaczenia to nie miało. Mimo to, skazując się na bat, słówko wtrącę.
     Zespół od lat sunie swoją ścieżką, przypominającą mi znaną u Grzesiuka prostotę przekazu, oscylującą wobec pewnych ludzkich zasad i nauki o tym, czego doświadczamy. Dodatkowo, występujący w sekcji instrumentalnej akordeon czy kontrabas oraz niektóre chałturne rytmy sprawiają, że mieni mi się przed oczyma kapela osiedlowa z lat gdzieś tam przeszłych, „chłopska”, szczera do bólu, daleka od poszukiwań rozgłosu. Jednocześnie muzyka ta przemyca gdzieś tam charakter nowej epoki, dokładną reżyserię dźwięków, rozbudowane sola, mistrzowskie zgranie.
     Mieliśmy więc szereg zgrabnie skonstruowanych utworów, zaczynając od bazującego na przetłumaczonym przez Wojciecha tekście „My way”, używanego również przez Połomskiego, by poprzez opowiadanie z pokładu samolotu linii Aerofłot, dotrzeć na turnus trzeci przebywający akurat w lasach góralskich. Adam w przerwach często zagadywał publiczność, nie nużąc jednak zbyt długimi tekstami, zawsze kończąc uprzejmym: „Dziękuje za wypowiedź”. Zespół zakończył występ o godzinie 23.20, by po chwili powrócić na scenę i zagrać na koniec jeszcze bisik złożony z własnych kompozycji.
     Zespół zagrał w składzie: Adam Nowak - wokal, gitara, Jacek Olejarz - perkusja, Jacek Szwałek - akordeon, klarnet, Jarosław Treliński - gitara, Mirosław Kowalik - kontrabas. Gościnnie wystąpiła Marta Grafik z zespołu trzy Dni Później.
     Cóż, na sam koniec pozostaje mi powiedzieć, że Gala XI Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Słowa „…czy to jest kochanie?” pozostanie mile przeze mnie, i chyba nie tylko, rozpamiętywana. Wszyscy wykonawcy zaprezentowali wysoki poziom i duże umiejętności, na sali panował klimat kameralny, ze sceny nie poleciały większe gafy, nie było problemów technicznych. Jedyną pomyłką, moim zdaniem, była prowadząca wieczór Agata Młynarska, która poza zgodnością nazwisk i więzów rodzinnych z „szefem” tego festiwalu, nie miała z nim nic wspólnego, a swoją „skromną” osobą znacznie zręczniej mobilizowałaby pół narodu do obejrzenia Familiady na dwójce.
     No i na koniec pozostało machnąć świeżego powietrza i udać się… Było bowiem już późno.
     

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • w srode ukazuje sie informacja o niedzielnym konercie?
  • Noooo.... ale za to w formie powieści i jakie sformułowania: "której głos wspomagał całkiem sprawnie fortepian [b]popełniony[/b] przez towarzyszącego jej na pokładzie Pawła Lucewicza", "uhonorowana została specjalnym [b]giftem[/b] od prezydenta miasta", "wykonywanych wcześniej na przykład przez nasza Edysię G." (jakie spoufalenia autora do Edyty Górniak!!!), "zanikł w czeluściach [b]bekstejdżu[/b]". Rozbrajający styl. Po co chodzić na takie imprezy, wystarczy przeczytać reportaż autora z portelu i wszysto wiadomo (no może poza wtrąconymi sloganami).
  • Może żeby posłuchać muzyki głowo...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Anty TVP 2(2007-04-25)
Reklama