Drugi dzień tegorocznych Ogrodów Polityki wyróżniał się na tle dotychczasowych. Oto bowiem część muzyczna w całości została poświęcona jednemu gatunkowi muzycznemu – reggae. Barwy jamajskich dźwięków reprezentowali: polska legenda tego nurtu, zespół Izrael oraz nieco młodsza, ale również bardzo doświadczona i uznana ekipa Jafia Namuel. Zobacz fotoreportaż.
Początek koncertu nie zapowiadał się najciekawiej. W porównaniu z dniem poprzednim zebrało się jakoś zdecydowanie mniej osób. Na szczęście wraz z upływającym czasem publiczność się rozrastała, tym razem w przeważającej części Elbląg reprezentowali młodzi ludzie.
Pierwszy tego wieczoru spadkobierca spuścizny Boba Marleya, zespół Jafia Namuel zaprezentował reggae w bardzo bujającej odsłonie. Ich muzyka przelewała się niezbyt nachalnym tempem z utworu w utwór, bujając na tyle przyjemnie, że naprawdę można było przy odrobinie zaangażowania poczuć ten lekko oniryczny, widziany z innej perspektywy umysłu obraz Jamajki, wyluzowanej, pełnej życzliwości i braterskiego nastawienia. Co jakiś czas wokalista wprowadzał nas w tajniki idei przyświecającej zespołowi, idei kontestującej dzisiejszą rzeczywistość, prawa kapitalizmu, świata polityki, a nawołującej po prostu do miłości. Piewcy walki z wszetecznym Babilonem z każdym kolejnym utworem rozkręcali coraz większą liczbę ludzi bujających się pod sceną. Spodobali się na tyle, że chcąc nie chcąc i wyjścia nie mając, zagrać musieli bis.
Gwiazdą tego wieczoru był zespół Izrael, prawdziwa legenda polskiej sceny reggae, ludzie, którzy na muzyce niejeden ząb połamali. I to było widać podczas ich występu. Żywiołowość, radość grania i dużo pozytywnych wibracji w każdym kolejnym kawałku. O ile Jaifa Namuel przyjemnie bujali swoją muzyką, o tyle muzyka Izraela potrafiła już konkretnie rozbujać zgromadzoną pod sceną młodzież. Muzycy pomimo już lekko podeszłego wieku potrafią rozkręcić całkiem niezła zabawę. Sam zespół to niemal orkiestra, w niektórych momentach doliczyłem się tam około dziesięciu osób. I każda z tych dziesięciu osób dzieliła się ze słuchaczami swoją energią. Występ weteranów jak najbardziej udany.
Był to bodajże pierwszy monotematyczny wieczór w siedmioletniej historii Ogrodów. Czy jest sens powtórzyć coś takiego w przyszłości? Nie wiem, biorąc pod uwagę czwartkowy koncert, wydaję mi się, że można spróbować. Jednak to wszystko zależy od tematu i energii płynącej ze sceny.
Bardzo miły wieczór. Jafia Namuel zagrali bardzo rootsowo. Najlepszy reggae zespół w Polsce. Nie grają tak kwadratowo jak większość kapel, mają bardzo fajny feeling. I ze sceny padło kilka ważnych słów. Izrael to klasa sama w sobie, więc wiadomo było, że można spodziewać się tylko dobrego koncertu. I taki był. Szkoda tylko, że publiczność średnio dopisała.