UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Wszystko co dobre szybko się kończy

Elbląg, Wszystko co dobre szybko się kończy
fot. AD

Rekomendacji im nie trzeba, wszak są laureatami Fryderyka oraz Paszportu Polityki. Nie trzeba im także kadzić, bo są po prostu świetni. Niedzielny (17 lutego) koncert zespołu Tres B. był nie lada muzyczną gratką.

O wokalistce Tres B. mówią, że brzmi tak, jak „skrzyżowanie PJ Harvey z Bjork”. Wprawdzie zespół rozpoczął swoją działalność coverem „Who the fuck” tej pierwszej, ale od tego momentu upłynęło już sporo czasu oraz trzy płyty i jedna EP-ka. Tres B. to międzynarodowa mieszanka, którą tworzą Misia Furtak, Olivier Heim oraz Thomas Pettit.
       Po czym poznać, że koncert należy do grona udanych, a nawet bardzo udanych? Po tym, że wokalistka ma odlotową gitarę w kształcie motyla i śpiewa po angielsku? A może po tym, że w składzie są obcokrajowcy? Ależ skąd. Pierwszym i ostatnim wyznacznikiem jest muzyka i jej odbiór. I tak do elbląskiej publiczności zebranej w Mjazzdze Tres B. przemówił m.in. oszczędnym w środkach (a jak wiadomo mniej znaczy więcej) „Devourer”, gdzie wspomniany już motyli bas stał się na chwilę wiolonczelą bądź kontrabasem (interpretacja dowolna), znakomitym „Raisin” z punkowo- rockowym pazurem czy okraszonym lekkim folkiem „Let it shine”. Dla tych, którzy lubią muzyczny bajzel zagrano „The other hand”, tym, którzy mieli ochotę na odrobinę nostalgii „Something to forget”.
       Tres B elbląską publiczność zebraną wokół sceny oczarował (o czym może świadczyć trzykrotny bis, a także żywiołowe reakcje oraz co i rusz wznoszone okrzyki), w swojej muzyce rozkochał, a na koniec porzucił, co z kolei jest najgorszym elementem dobrego koncertu. Niestety, wszystko co dobre zawsze szybko się kończy.
      
      
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
Reklama