Spotkanie z Sylwią Chutnik, autorką „Kieszonkowego Atlasu Kobiet”, zdobywczynią Paszportu Polityki prowadziła Joanna Wilengowska (fot. rp)
Dwadzieścia osób - tyle w ponad stutysięcznym mieście przybyło na spotkanie autorskie z Sylwią Chutnik. Autorka „Kieszonkowego Atlasu Kobiet”, zdobywczyni Paszportu Polityki, działaczka społeczna, założycielka Fundacji MaMa, przewodniczka miejska po stolicy. Jak widać to za mało, by przyciągnąć zainteresowanie elblążan. Dwugodzinne spotkanie obfitowało w różnorodność podejmowanych wątków, a dzięki inteligentnej, barwnej bohaterce, słuchacze dostali porcję świeżego spojrzenia na świat, nie tylko literacki.
W czasie spotkania, które w Bibliotece Elbląskiej prowadziła Joanna Wilengowska, poruszone zostały dyżurne tematy, pojawiające się podczas autorskich spotkań. Nie zabrakło więc pytań o debiut, o trudności związane z wydaniem pierwszej książki, reakcję po zdobyciu paszportu Polityki, pomyśle na nową powieść. Sylwia Chutnik przyznała, że nie czuje się pisarką, nie bierze udziału w rozrywkowym życiu literatów. Obowiązki, zajęcia które pochłaniają autorkę „Atlasu” to przed wszystkim działalność w Fundacji MaMa oraz bycie mamą. Pisanie jest jakby „przy okazji”. Tak było w przypadku pisania „Atlasu”, który, jak to określiła bohaterka czwartkowego spotkania, po prostu się napisał. Słuchacze zostali zapewnieni, że obecnie Sylwia Chutnik pracuje nad kolejną książką. Nie będzie to jednak kontynuacja losów kobiet z „Atlasu”. Jak przyznała autorka, dzięki umiejętności słuchania, ma dużo historii do opowiedzenia: - To jest chyba symboliczne dla osób zajmujących się pisaniem. Wystarczy jeden przejazd pociągiem i właściwie można pisać książkę. Czasami jednak to przekleństwo. Są bowiem momenty, kiedy myślę sobie, że chciałabym tego nie słyszeć, nie pamiętać tych opowieści - zażartowała autorka.
Strażniczka pamięci
Mnogość zainteresowań i zajęć Sylwii Chutnik dostarczyła nowych, pozaliterackich tematów do rozmowy. Jednym z nich był wątek historii kobiet i krzewienie pamięci o bohaterkach drugiego planu. Sylwia Chutnik jest bowiem przewodniczką po Warszawie śladami historii kobiet. Sama zbiera każdą „okruszynę” historii o kobietach, które choć zasłużone, nie doczekały się takiego upamiętnienia, jak mężczyźni. W związku z tą działalnością Sylwia Chutnik przyznała: - Zawsze czułam się strażniczką pamięci o tych kobietach, ich dokonaniach, ale zawsze wstydziłam się do tego przyznać. To jest przecież niesamowita odpowiedzialność. Nie mam studiów historycznych, mam kiepską pamięć, nie pamiętam dat, itp. Przede wszystkim zaś, zawsze zastanawiałam się czy jestem odpowiednią osobą do podsycania ognia pamięci o tych kobietach. Skoro jednak już padło na mnie, to nie mogę się teraz wycofać. Przecież nie robię tego dla siebie, a dla tych kobiet. Historia, którą znamy to historia militarna, losy podbojów, potyczek, upadków i powstań. Historia mężczyzn. A dla mnie o wiele ciekawsza jest historia kobiet tych mężczyzn, którzy brali udział w tej wielkiej historii.
Matka Polka
Od ocalenia od zapomnienia dokonań kobiet, dostrzeżenia wkładu ich pracy w losy choćby Warszawy, już tylko krok do feminizmu w ogóle. Do postrzegania kobiet, ich pozycji w dzisiejszej Polsce. Czwartkowa bohaterka Pór Prozy przyznała, że patrząc na historyczne dzieje, znamienne jest, że kobiety od zawsze umniejszały sobie, swojej pracy. Dlatego może wydawać się nam, że na przykład zajęcia domowe wykonywane przez kobiety są nieważne, nic nie znaczące czy wręcz poniżające: - Jeśli kobiety będą deprecjonować to, co robią w domu, to rzeczywiście może stać się to poniżeniem. A jeśli miałabym zastanowić się na przykład, co buduje naszą tożsamość narodową, to byłaby to właśnie przestrzeń prywatna, domowa, odwiecznie przypisana kobietom. Może więc czas już zmienić postrzeganie pracy tzw. domowej i wyjść z kręgu stereotypowego myślenia, że kobieta siedząca z dzieckiem w domu nic nie robi. Podejrzewam, że ona by chciała choć chwilę posiedzieć...- zauważyła Chutnik.
A skoro został poruszony wątek macierzyństwa nie sposób nie wspomnieć o kolejnym przedsięwzięciu Sylwii Chutnik, jakim jest praca w Fundacji MaMa. Jak sama przyznała, powołanie fundacji to efekt własnych przeżyć i problemów, a że z podobnymi dylematami borykają się inne młode mamy, powstał pomysł na powołanie miejsca, które pomagałoby w ich rozwiązywaniu. Jak zauważyła prezeska Fundacji, polska dbałość o rodzicielstwo, przychylność macierzyństwu to wielki mit. Dodatkowo obecnie od mam wymaga się niemożliwego: - Obecnie mamom nakazuje się spełnianie w różnych, czasami wykluczających się rolach - mają być czułymi opiekunkami, perfekcyjnymi nauczycielkami, dbającymi o idealne odżywianie się dziecka i całej rodziny dietetyczkami. Poza tym mama powinna rozwijać własne pasje, spełniać się w pracy, powinna być fantastyczną kochanką i wyrozumiałą partnerką. Tak się, niestety, nie da. To prowadzi tylko do frustracji - podsumowała Chutnik. Podkreśliła, że Fundacja dba o to, by zapewnić mamom nie tylko pomoc prawną, ale też by przedstawić im ofertę zajęć edukacyjnych czy rozrywkowych. Przyznała jednak, że nawet w wielkim mieście, bardzo ciężko jest zmobilizować mamy do wyjścia z domu, do zmiany. I jak sama zauważyła nie wie co wpływa na taką postawę.
Feministka
Na koniec spotkania zapytaliśmy Sylwię Chutnik, czym dla niej jest feminizm. Autorka „Atlasu” stwierdziła, że obecnie dla niej to działalność społeczna na rzecz kobiet. I nie chodzi o to, by od razu pracować w dużych fundacjach: - Wydaje się mi, że zamiast tego, można znaleźć sobie w swoim otoczeniu kobietę, której można pomóc. Trudno mi wymieniać co to może być, ale niech to będzie na przykład pomoc w napisaniu pozwu o alimenty, ochrona przed przemocą domową, albo choćby nauczenie obsługi Internetu, itp. Nie jest ważne co to będzie. Ważne jest by działać, by nie być z tym swoim feminizmem bezczynnym – powiedziała. – Wiem, że nie jest łatwo się odważyć i zacząć coś robić. Tym bardziej, jeśli będziemy zajmować się tak drażliwymi i nierzadko wstydliwymi kwestiami jak choćby przywołany tu temat nie płacenia alimentów. Wiem, że w mniejszym mieście ludzie się znają i może zdarzyć się tak, że nie zawsze wszyscy będą przychylnie patrzeć na nasze działania. Ale to nieważne. Trzeba robić swoje. Musimy działać na rzecz innych kobiet, bez tego feminizm jest niczym.
Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania
W formularzu stwierdzono błędy!
Ok
Dodawanie opinii
A moim zdaniem...
Byłam na tym spotkaniu, dziewczyna jest wspaniała. Kto chce wiedziec więcej, mozna wejc na jej blog sylwiachutnik.blog.iwoman.pl Niezapomniane spotkanie. Szkoda, tylko, ze pani i pan siedzacy w pierwszym rzedzie, wykorzystali to spotkanie nie do dyskusji z pisarką, kiedy był czas na zadawanie pytan, ale na wygłaszanie swoich elaboratów na zupełnie inne tematy :-0 Zszokowali mnie okrutnie.
Chetnie bym sie wybrala na spotkanie- tylko dlaczego znowu o ciekawym wydarzeniu kulturalnym w naszym miescie dowieadujemy sie juz po fakcie??? Dlaczego nie ma rzetelnej informacji- to zarzut do portali informacyjnych! o wydarzeniech przed!!! ich realizacja, a nie juz po?