UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Zostańmy w domu: Przedwojenny Lublin i brytyjski biurowiec (odc. 29)

 
Elbląg, Zostańmy w domu: Przedwojenny Lublin i brytyjski biurowiec (odc. 29)
fot.arch.portel.pl

Powoli zbliżamy się do weekendu, nie zwalniamy jednak z propozycjami spędzania czasu w czterech ścianach. Dziś w Zostańmy w domu książka, serial i... elbląski Młodzieżowy Dom Kultury.

Najpierw Sebastian Malicki opowie o książkowych przygodach Zygi Maciejewskiego. Zerkniemy też do oferty HBO GO, a konkretnie na serial The Office. Na koniec przyjrzymy się facebookowej działalności Młodzieżowego Domu Kultury w Elblągu.

 

Żegnaj, Zyga

O propozycji książkowej opowiada Sebastian Malicki z redakcji portEl.pl.

Po czym poznać, czy dana postać literacka się autorowi udała? Najłatwiej po tym, że weszła do „obiegu kulturalnego” i występuje w książkach innych autorów. Albo po tym, że inni autorzy piszą teksty związane z danym bohaterem literackim.

Zyga Maciejewski jest komisarzem przedwojennej Policji Państwowej w Lublinie. Tak w wielkim skrócie można opisać głównego bohatera książek Marcina Wrońskiego. W wielkim skrócie, bo przecież Zyga Maciejewski ma też epizod w roli żołnierza wyklętego (chociaż sam by się tak nie nazwał), AK-owca i granatowego policjanta w czasie II wojny światowej. Wszystkie książki o komisarzu Maciejewskim są jednocześnie panoramą przedwojennego Lublina. Marcin Wroński ma swoisty dar łapania szczegółów i dzięki temu czytelnik może rozkoszować się atmosferą przedwojennego, prowincjonalnego miasta.

Wszystko, co dobre, ma jednak swój koniec. Koniec przyszedł też na książki opisujące życie Zygi Maciejewskiego. Warto zwrócić szczególną uwagę na ostatnią pozycję cyklu „Gliny z innej gliny”, nie jest to jednak powieść, a zbiór opowiadań. Za opisywanie przygód lubelskiego komisarza wziął się tu nie tylko jego twórca, ale i Ryszard Ćwirlej, Andrzej Pilipiuk i Robert Ostaszewski.

Mamy w tym zbiorze kilka niespodzianek, jak np. wyjazd Zygi (nie sposób o sympatycznym komisarzu mówić inaczej) do Poznania w 1929 r. na Powszechną Wystawę Krajową. Autorzy zabierają czytelników na lubelski Kośminek, starówkę czy tereny Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, możemy też obserwować, jak przedwojenny policjant uczestniczy w budowie nowego porządku u stóp lubelskiego zamku. Pewną ciekawostką jest fakt, że gen gliniarza w rodzinie Maciejewskich nie zginie – milicjantem zostanie syn Zygi, Olek.

Jest w tych opowiadaniach kryminalna zagadka, jest kawał dobrze udokumentowanej historii. Jest wreszcie tęsknota za światem i ludźmi, którzy już nie wrócą. Mimo tego, że to ostatnia część cyklu, to zarazem doskonała okazja dla tych, co Zygi jeszcze nie znają, aby się z nim spotkać. W opowiadaniach świat komisarza jest przedstawiony w pigułce, ale warto zwrócić uwagę, że dotychczasowej konwencji trzymają się też zaproszeni do tworzenia zbioru autorzy. A jeśli ta konwencja się nie spodoba – trudno, jest przecież wiele innych kryminałów. Jeśli jednak polubimy przedwojenny Lublin, to dobra wiadomość jest taka, że wcześniej powstało dziewięć książek o przygodach przedwojennego komisarza.

 

Najgorszy możliwy szef

Biuro, to w swoim wydaniu brytyjskim (istnieje także amerykańska wersja), mockument pełen ciężkiego, angielskiego humoru, który lubię oglądać w małych dawkach. Ricky Gervais, ostatnio kojarzony przede wszystkim z netfliksowym After Life i dość kontrowersyjnym prowadzeniem gali Złotych Globów, gra tutaj managera średniego szczebla w firmie zajmującej się dystrybucją papieru. Czemu wspominam o małym dawkowaniu? Bo postać Gervaisa, David Brent, zapewnia widzowi (jak i pracownikom tytułowego biura), tyle okazji do zażenowania, że oglądanie tej produkcji odcinek po odcinku byłoby jednak zbyt wielkim wysiłkiem dla mojej psychiki. Nie oznacza to oczywiście, że serial jest zły. Przeciwnie, serwowany tu humor, jeśli lubi się takie brytyjskie klimaty, jest naprawdę dobry. Często jednak nawet widzowi nie będzie tu do śmiechu.

Cały obraz jest ostatecznie dość gorzkim komentarzem życia pracownika w korporacyjnym świecie. Z pewnością nikt z nas nie chciałby być podwładnym głównego bohatera. To jednak jeszcze nie jest nic dziwnego, bo managerów, którzy nie powinni nimi być, pewnie w świecie nie brakuje. Największy problem z Davidem Brentem to jednak fakt, że on sam uważa za geniusza zarządzania. Poza tym także za świetnego kumpla, komedianta, artystę itd. No i na koniec: ma się także za „luzaka”, który mimo swego „niesamowicie odpowiedzialnego stanowiska”, potrafi wprowadzić w biurze miłą, koleżeńską, bezstresową atmosferę. W każdej z wymienionych dziedzin Brent myli się jednak w ocenie siebie samego, o czym wciąż boleśnie przekonują się jego podwładni, a z czego uciechę ma widz oglądający serial. Trudno jednak nazwać Davida, narcyza, seksistę i dręczyciela podwładnych, hipokrytą: sam mam wrażenie, że bohater The Office momentami naprawdę wierzy w słuszność wszystkiego tego, co robi. Zwłaszcza, kiedy nie chce przyznać się do jakiegoś błędu. Mamy tu do czynienia z naprawdę świetną rolą – z postacią, którą znienawidzimy, ale będziemy chcieli obserwować jej dalsze poczynania. Pamiętacie Joeffreya Baratheona z "Gry o Tron"? Davida Brenta nie znoszę jeszcze bardziej, choć nie ścina ludziom głów i nie torturuje ludzi. No, nie torturuje fizycznie.

Biuro jest dostępne na platformie HBO GO (dwa sezony i dwa specjalne, świąteczne odcinki produkcji), oznaczone jako serial dla osób od 15 roku życia.

 

MDK online

Sporo dzieje się na facebookowej stronie Młodzieżowego Domu Kultury w Elblągu, którą odwiedzamy dziś w ramach naszych wirtualnych wędrówek po elbląskich instytucjach kulturalnych. Choć pandemia uniemożliwiła prowadzenie zajęć na miejscu, nauczyciele i pracownicy MDK starają się mieć z wychowankami kontakt online, nie brakuje tu więc konkursów, szkoleń, kursów tańca i wielu innych propozycji aktywności zarówno dla dzieci jak i młodzieży. Internet daje możliwość nie tylko bycia odbiorcą, ale też prezentowania swoich prac i zainteresowań, więc na stronie zobaczymy choćby efekty działań młodych modelarzy, prace plastyczne wykonane przez uczestników warsztatów w MDK czy też nagrania muzyczne przygotowane przez wychowanków placówki.

Administratorzy strony wrzucają na nią również archiwalne nagrania przedstawiające działalność Młodzieżowego Domu Kultury, choćby występy Elbląskich Diamentów. Znajdziemy tu także materiały pomagające w nauce albo służące rozwijaniu pasji. Ćwiczenie gry na gitarze? Rozwijanie kreatywnego myślenia? Dlaczego nie! „Postaramy się pomóc w rozwoju Waszych umiejętności oraz wiedzy także w domu” – piszą przedstawiciele MDK na Facebooku do swoich wychowanków. Warto więc zobaczyć, co oferuje ich facebookowy profil na czas pandemii.

Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama