Katastrofa coraz bliżej

Przed meczem wszystko wyglądało jak gotowy scenariusz na spokojny wieczór. Ostatnia drużyna ligi, niemal sto straconych goli, zespół sprawiający wrażenie pogodzonego ze spadkiem i Olimpia, która miała po prostu wygrać i zamknąć temat utrzymania. Zamiast tego Elbląg dostał jeden z najbardziej kompromitujących wieczorów ostatnich lat. Porażka 2:3 ze Zniczem Biała Piska nie jest zwykłą wpadką, to sportowy alarm, który wyje od wielu tygodni i którego nikt nie potrafi wyłączyć.
Początek wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać. Olimpia szybko objęła prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Oskara Kordykiewicza i wydawało się, że wszystko zmierza w spokojnym kierunku. Problem polega na tym, że ta drużyna od tygodni nie potrafi kontrolować własnych emocji ani przebiegu spotkań. Znicz wyrównał, potem wyszedł na prowadzenie 2:1, a przy Agrykola coraz mocniej zaczęło wracać poczucie deja vu. Olimpia zdołała jeszcze odpowiedzieć i doprowadzić do remisu 2:2 po kolejnym trafieniu Kordykiewicza, ale zamiast odzyskać kontrolę, znowu rozsypała się mentalnie. Jeszcze przed przerwą Znicz strzelił trzecią bramkę i ustalił wynik meczu na 3:2. Drużyna z najmniejszą liczbą strzelonych goli w lidze przyjechała do Elbląga i w jedną połowę wbiła Olimpii trzy bramki.
Najgorsze jest jednak to, że ten mecz nie był żadnym wypadkiem przy pracy. To kolejny rozdział katastrofy trwającej od początku kwietnia. Olimpia ostatni raz wygrała ligowy mecz właśnie wtedy. Od tamtej chwili każdy kolejny tydzień wygląda podobnie. Nerwy, chaos, błędy indywidualne, mentalne rozsypywanie się po straconych bramkach i coraz większe wrażenie drużyny, która przestała wierzyć sama w siebie. Zespół, który jeszcze niedawno miał spokojnie utrzymać się w III lidze, obecnie wygląda jak ekipa prosząca los o cud.
Trudno zostawić suchą nitkę na zespole, który u siebie przegrywa z ostatnią drużyną ligi w meczu o praktyczne zapewnienie utrzymania. Jeszcze kilka tygodni temu można było mówić o kryzysie formy, teraz coraz bardziej pachnie to całkowitym rozpadem. Atmosfera wokół drużyny robi się coraz cięższa, a kibice dostają kolejne powody do frustracji i wstydu. Zamiast spokojnego finiszu Olimpia zafundowała kolejny tydzień życia pod gigantyczną presją.
Jeszcze bardziej kompromitujący jest kontekst. Znicz przyjechał do Elbląga praktycznie bez ławki, z bardzo młodymi zawodnikami rezerwowymi i statusem drużyny od dawna pogodzonej ze spadkiem. Mimo tego Olimpia potrafiła przegrać mecz, który przy normalnej dyspozycji powinna zamknąć po pierwszej połowie. Zamiast spokoju jest gigantyczny wstyd. Zamiast utrzymania kolejne nerwy i oglądanie się na wyniki innych drużyn.
Zmęczenie kolejnymi kompromitacjami? Być może największa dopiero nadchodzi. Największa w ponad osiemdziesięcioletniej historii Olimpii Elbląg. Żółto-biało-niebiescy nigdy, powtarzamy: nigdy, nie grali na piątym poziomie rozgrywkowym. Dziś taki scenariusz przestał być abstrakcją, a zaczął zaglądać klubowi prosto w oczy. Za tydzień Olimpię czeka mecz ostatniej szansy. Brak zwycięstwa może sprawić, że klub po raz pierwszy w swojej historii runie tak nisko.
Olimpia Elbląg – Znicz Biała Piska 2:3 (2:3)
1:0 - Kordykiewicz (11. min. - rzut karny), 1:1 - Konopka (20. min.), 1:2 - Wasilewski (23. min.), 2:2 - Kordykiewicz (31. min.), 2:3 - Wasilewski (42. min.)